Stopa bezrobocia w Australii niespodziewanie spadła w lipcu do 5,7 proc. z 6,3 proc. w ubiegłym roku. Okazuje się jednak, że aż 87 proc. nowych miejsc pracy utworzonych w tym okresie to stanowiska pracy w niepełnym wymiarze godzin, a więc takiej, która może trwać od 1 godziny do 35 godzin tygodniowo. W tym samym czasie, stopa niepełnego zatrudnienia w Australii (tzw. underemployment rate), stosowana jako wskaźnik uzupełniający pomiar bezrobocia, wynosi rekordowe 8,5 proc.

Te zmiany na rynku pracy odzwierciedlają trend zwiększania liczby miejsc pracy w branżach usługowych, które w mniejszym stopniu polegają na pracownikach zatrudnianych na pełny etat, przy jednoczesnym ograniczaniu miejsc pracy w przemyśle górniczym. Wpływa to na wzrost liczby ofert pracy tymczasowej i zwiększenie stopy niepełnego zatrudnienia, co z kolei przekłada się na gwałtowne zahamowanie tempa wzrostu płac Australijczyków. Niski poziom inflacji zmusił w zeszłym miesiącu bank centralny Australii do obniżenia głównej stopy procentowej do rekordowego niskiego poziomu 1,5 proc.

>>> Czytaj też: Gigant z Australii wyprzedaje kopalnie za dolara

“Wpływ wzrostu zatrudnienia na wzrost gospodarczy jest teraz mniejszy niż zwykle" - mówi Gareth Aird, starszy ekonomista z Commonwealth Bank of Australia. Jak tłumaczy, ma to związek z upowszechnieniem się pracy na niepełny etat. „Uważamy, że w najbliższym czasie inflacja wciąż będzie wpływać decyzję banku centralnego i należy spodziewać się dalszego luzowania polityki monetarnej” – dodaje Aird.

Zmiana trendu na rynku pracy i wzrost liczby ofert pracy w pełnym wymiarze godzin mogłyby nastąpić tylko na skutek znaczącego wzrostu inwestycji w biznesie – uważa Aird. Zdaniem ekonomisty, w krótkim terminie jest to jednak mało prawdopodobne. Wzrost inwestycji publicznych może pomóc tylko marginalnie, będzie zbyt małym impulsem, by doprowadzić do fundamentalnej zmiany na rynku.

Bank centralny Australii już w zeszłym miesiącu alarmował, że stopa niepełnego zatrudnienia pozostaje na niepokojąco wysokim poziomie, a udział pracowników, którzy są gotowi pracować przez większą liczbę godzin wciąż nie spada.

Stopa niewykorzystania zasobów pracy, która jest sumą stopy niepełnego zatrudnienia i bezrobocia także utrzymuje się powyżej poziomów notowanych w czasie kryzysu finansowego, skutecznie hamując wzrost płac. „Jest mało prawdopodobne, że tempo wzrostu wynagrodzeń przyspieszy. Aby tak się stało, wolne moce przerobowe muszą najpierw zostać wchłonięte przez rynek pracy. A do tego jeszcze daleka droga” – mówi Aird.

>>> Czytaj też: Co ma wspólnego australijski przyrost naturalny z Brexitem?