Najnowsze dane zebrane przez Lion’s Bank pokazują, że na początku września inwestorzy mieli wiele powodów do zadowolenia. W gronie 35 aktywów, których wyceny są monitorowane w ramach comiesięcznego badania, aż 27 zanotowało wzrosty cen w ujęciu rocznym.

Po wielu miesiącach pozostawania pod kreską, do tego zaszczytnego grona dołączyła też większość parkietów giełdowych. Warto przy tym zaznaczyć, że zestawienie przygotowane przez Lion’s Bank ma za zadanie ukazanie zmian cen z punktu widzenia rodzimego inwestora. Roczne wyniki inwestycji uwzględniają więc też zmiany kursów walut. Przykład? Londyński indeks największych spółek (FTSE 100) jest dziś notowany na poziomie o 11,4% wyższym niż rok temu. W międzyczasie znacznie staniał jednak funt. Ruch ten „skonsumował” niemal cały potencjalny zysk pozostawiając rodzimemu inwestorowi jedynie 0,2% nadwyżki. Odwrotna sytuacja ma miejsce na japońskim parkiecie. Indeks Nikkei 225 stracił w ciągu roku 6,5%, ale jen podrożał o ponad 20%. W efekcie rodzimy inwestor pomimo spadku wyceny największych japońskich spółek może pokusić się o realizację kilkunastoprocentowego zysku.

Bitcoin na czele

Nawet jednak takie zyski wydają się śmiesznie niskie w porównaniu do tego, który można było zrealizować kupując rok temu w wirtualną walutę bitcoin. Wtedy płacono za sztukę 231 dolarów, a dziś (2 września 2016 r.) aż 573, czyli o ponad 148% więcej. Gdyby do tego dodać fakt, że dolar jest dziś droższy niż przed rokiem, to potencjalny roczny zysk przekroczyłby 157% - prawie 8 razy więcej niż sowite zyski z inwestycji w złoto.

Warto podkreślić, że kolejna fala popularności bitcoina budowana jest na przekazie, że jest to bezpieczna przystań dla kapitału. Za taką oceną ma przemawiać fakt, że wirtualnej waluty jest ograniczona ilość i nie można jej „drukować” nieskończenie wiele (jak FED dolary).Do opinii takich trzeba podchodzić jednak ze sporą dozą ostrożności. Notowania wirtualnej waluty charakteryzują się bowiem potężną zmiennością. Dziś może ona wciąż cieszyć, ale w przyszłości może być odwrotnie.
Co warto podkreślić trzycyfrowy wzrost waluta ta zanotowała pomimo poważnego incydentu. Z początkiem sierpnia br. na rynek dotarła bowiem informacja o ataku hakerów, w którym łupem miało paść prawie 120 tys. monet. Ich wartość to ponad 60 mld dolarów. Efektem była bardzo dynamiczna korekta obniżająca wycenę tej „waluty” o około 20-25%.

Bezpieczne przystanie w cenie

Skoro mowa już o inwestowaniu w żółty kruszec, to ostatnie 12 miesięcy były dla jego posiadaczy bardzo dobre. Złoto zdrożało z punktu widzenia rodzimego inwestora o ponad 20%. Za takim wynikiem stoją: niepewność, „dodruk” pieniądza przez największe banki centralne, zerowe stopy procentowe, a także wspomniane wcześniej referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z Unii.

Blask złota blednie jednak w obliczu zysków, które można było zrealizować na srebrze. To w ostatnich 12 miesiącach zyskało na wartości prawie 35%. Nie jest tajemnicą, że cena białego metalu jest powiązana ze złotem, ale też znacznie bardziej zmienna niż żółtego kruszcu. Szacunki portalu BullionVault mówią nawet o tym, że zarówno wzrosty, jak i spadki cen srebra są przeciętnie aż o 75% wyższe niż te obserwowane na złocie. Po pierwsze dzieje się tak dlatego, że rynek srebra jest mniejszy. Nie można też zapomnieć o tym, że popyt na srebro zgłaszają nie tylko inwestorzy (jak w przypadku złota), ale też przemysł (np. fotowoltaiczny). Dlatego właśnie korelacja pomiędzy zmianami cen złota i srebra nie jest sztywna.

>>> Polecamy: Polska magnesem dla private equity. Przyciągnęliśmy 54 proc. inwestycji w regionie CEE