Dziś wskoczenie na falę sukcesu gospodarczego może być o tyle łatwiejsze, że jesteśmy u progu czwartej rewolucji przemysłowej – przejścia od gospodarki analogowej do cyfrowej. Rewolucje mają to do siebie, że wynoszą nowych liderów. Wierzę, że Polakom nie brakuje żyłki przedsiębiorczości i jak to mówią na świecie: „The sky is the limit”. Według danych PARP w 2015 r. 2,5 mln dorosłych Polaków było zaangażowanych w zakładanie własnej firmy lub prowadzenie biznesu młodszego niż 3,5 r. Zadaniem państwa jest wzmacnianie tego potencjału, wspieranie biznesu poprzez likwidację wszelkich barier hamujących ekspansję polskiej przedsiębiorczości, szczególnie w kontekście małych i średnich firm. Potęgę gospodarczą budować trzeba oddolnie, dzięki przedsiębiorczości zwykłych Polaków.

Wielką szansą dla polskich przedsiębiorstw jest wspomniana cyfrowa rewolucja. To zupełnie nowe otwarcie, które zburzy budowaną przez lata hierarchię gospodarczą. W czasie pierwszej i drugiej rewolucji przemysłowej Polska znajdowała się pod zaborami i nie mogła włączyć się do tego wyścigu. Początek trzeciej rewolucji przypadł na lata komunizmu. Dziś jest inaczej. Polska stoi przed historyczną szansą awansu do globalnej ekstraklasy gospodarczej. Przetasowanie już się zaczęło. Z badania przeprowadzonego m.in. przez Global Center for Digital Business Transformation wynika, że na skutek cyfrowej rewolucji aż 40 proc. firm o mocnej obecnie pozycji na rynku zostanie z niego wypartych. Ich miejsce naturalnie zajmą nowe, rozumiejące możliwości, jakie daje cyfrowy świat. To mogą być prężnie rozwijające się polskie przedsiębiorstwa. Przed nimi ciekawe czasy i ogromna szansa rozwoju!

W raporcie „Kongres MSP 2016” Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zwracał uwagę na konieczność zapewnienia przez państwo stabilnych i efektywnych regulacji w zakresie prawa gospodarczego, podatków i kosztów pracy. Brak blokad tego typu ze strony państwa może skutkować rozwojem innowacyjności. Niezbędna jest edukacja, wiedza i umiejętność długofalowego planowania – żeby rosnąć, trzeba mieć plan. Jak zwracali uwagę uczestnicy debaty w redakcji DGP (w ramach akcji „Nie ma przyszłości bez przedsiębiorczości”), by zagwarantować rozwój technologii, Polsce potrzebne są własne innowacje, a nie tylko kupowanie zagranicznych rozwiązań. Wydaje się, że wystarczy dać odpowiedni grunt, właściwy klimat do rozwoju biznesu, a innowacyjność sama będzie się rozwijać. Silne i rosnące polskie firmy pomogą zapewnić wzrost wynagrodzeń i uodpornić krajową gospodarkę na globalne wstrząsy.

Ekspansja gospodarcza to nie tylko innowacyjność, ale też zdobywanie nowych rynków zbytu. Ciekawe jest to, że małe i średnie przedsiębiorstwa szybciej się umiędzynaradawiają niż duże podmioty. Dzieje się tak dzięki elastyczności, która pozwala im na szybsze dostosowywanie się do potrzeb rynku – taką tendencję potwierdził „Raport o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce w latach 2013–2014” przygotowany przez PARP w ubiegłym roku. Właśnie elastyczność i umiejętność dopasowania się do aktualnych wymagań otoczenia i potrzeb klienta jest zresztą cechą, którą coraz częściej u MSP podpatrują duże firmy, wprowadzając do swojego funkcjonowania rozwiązania zaczerpnięte z doświadczeń mniejszych kolegów.

Co więcej, liczba powiązań i wzajemnych interakcji między małym i dużym biznesem rośnie. Widzimy to, realizując inwestycje światłowodowe w Polsce i badając ich wpływ na otoczenie społeczno-gospodarcze. Po pierwsze, powstała infrastruktura telekomunikacyjna, szybki internet są niezbędne do tego, by firmy rozwijały się tam, gdzie inwestujemy. Po drugie, przy budowie infrastruktury współdziałamy z wieloma podmiotami z sektora MSP. A to tylko przykład jeden z wielu, bo przedsiębiorcy, niezależnie od różnic w wielkości i specyfice ich działalności, potrzebują współpracy, dialogu i zaufania, które jest podstawą szeroko rozumianego kapitału społecznego.

W niecałe 30 lat w Polsce udało się od podstaw stworzyć sektor małych i średnich przedsiębiorstw, funkcjonujących w warunkach wolnego rynku. Centralnie planowana gospodarka socjalistyczna nie sprzyjała ekspansji, a po transformacji polscy przedsiębiorcy musieli budować swoje firmy od zera, w warunkach ewoluującego ładu gospodarczego. W pierwszej kolejności walczyli o krajowy rynek. Dopiero po kilku latach pojawiły się pieniądze na inwestowanie za granicą. Na razie inwestują tam, gdzie czują się najlepiej – przede wszystkim w Niemczech, Czechach i we Francji. W ostatnich latach zaczynają wychodzić z europejskiego kokonu, rozglądają się po świecie, dostrzegając np. Afrykę. Cieszy otwieranie się na nowe rynki, nie tylko najbliższych sąsiadów i państwa starej Unii.

Nie ma prostych recept, ale właściciele małych i średnich firm w Polsce pewnie zgodzą się z tym, że innowacyjność, ekspansja zagraniczna i cud gospodarczy są możliwe, jeśli polska przedsiębiorczość będzie wspierana przez rozsądne prawo i sprawne działanie państwa. ⒸⓅ