- Z perspektywy biznesowej czy strategicznej alians między Lotosem a Orlenem jest naturalny, mniej naturalne jest rozdrobnienie. Szereg argumentów przemawia za tym, żeby te firmy działały razem, chociażby efekty kosztowe, oszczędności, które dzięki połączeniu działalności można osiągnąć – wyjaśniał prof. Mataczyński. Dodał, że ważnym sygnałem jest tutaj głos inwestorów. - W dniu ogłoszenia listu intencyjnego między Skarbem Państwa a PKN Orlen, akcje Lotosu wzrosły o pięć procent. Ale znacząco wzrosły też akcje Orlenu, co jest swoistym wotum zaufania wobec tej transakcji - podkreślił.

Jak podkreślił, przyszłością sektora paliwowego jest rozwój petrochemii. Orlen ma to bardzo rozbudowane zarówno w Polsce, jak i w Czechach. Lotos jest w zasadzie tylko rafinerią.

Pytany o to, jak fuzja wpłynie na ceny na stacjach paliw, odparł, że kierowcy nie mają się czym denerwować. - Ta fuzja zostanie przeprowadzona w taki sposób, żeby konkurencja na rynku została zachowana - zapewnił.

Padło również pytanie o rozwój firmy, która powstanie z połączenia Orlenu i Lotosu. - Jeśli spojrzymy na rozwój rynku samochodowego, to za 30-40 lat będziemy mieli elektromobilność. Co to oznacza dla koncernu paliwowego? Z punktu widzenia Lotosu: koncern, który ma tylko rafinerie, a nie ma petrochemii, będzie potrzebował tego wsparcia. A kiedy spojrzymy na decyzje inwestycyjne Orlenu, to one w dużej mierze idą w rozwijanie łańcucha wartości, idą w petrochemie – powiedział prof. Mataczyński.

>>> Czytaj też: Co zrobić, żebyśmy kupowali auta elektryczne? [BADANIE RYNKU]