Ludzie zarabiający niedużo trzymają najczęściej swoje oszczędności na wysoko opodatkowywanych rachunkach bankowych, natomiast osoby zamożniejsze większą część swoich zasobów finansowych lokują w funduszach inwestycyjnych i emerytalnych oraz w akcjach, a te w OECD cieszą się z reguły lżejszym reżimem podatkowym. Względnie wysokie i wyższe w porównaniu z użytkowaniem na potrzeby własne jest opodatkowanie nieruchomości mieszkaniowych na wynajem.

Te i inne różnice w krańcowej i efektywnej stopie opodatkowania (krańcowa, czyli dot. podatku od kolejnej jednostki dochodu, efektywna – czyli po uwzględnieniu ulg i zwolnień) różnych rodzajów aktywów stanowiących rodzinne oszczędności są kolejnym czynnikiem pogłębiania się nierówności dochodowo-majątkowych.

Inny ogólny wniosek z najnowszego opracowania z cyklu OECD Tax Policy Studies „Taxation of Houshold Savings” mówi zatem o dążeniu do tzw. neutralności podatkowej, czyli nieróżnicowania obciążeń w zależności od rodzaju opodatkowywanych aktywów. Pełna neutralność nie jest w praktyce możliwa, ale można i trzeba do niej dążyć. Jednym ze sposobów może być indeksacja inflacyjna, czyli wzrost nominalnych obciążeń podatkowych w zgodzie z tempem wzrostu cen, połączona z konsekwentnym nakładaniem podatków na wszelkie aktywa.

Rozwagi i refleksji wymaga wszakże nakładanie podatków na osobiste oszczędności emerytalne, które powinny zostać wyłączone spod działania zasady neutralności podatkowej. Finansowanie świadczeń emerytalnych oraz błyskawiczne narastanie długookresowych zobowiązań z tego tytułu jest już teraz olbrzymim problemem i wyzwaniem dla większości państw rozwiniętych, a to zachęca do koncesji podatkowych na rzecz osób oszczędzających na starość.

Eksperci OECD uważają, że koncesje te powinny być tym mniejsze, im skuteczniejsze i hojniejsze są publiczne systemy emerytalne finansowane z obowiązkowych składek. Preferencje podatkowe dla oszczędności emerytalnych powinny uwzględniać status dochodowy płatników. W miejsce odliczeń powinno stosować się ulgi, po to żeby nie ustawiać na lepszych pozycjach osób zamożniejszych, które mają dużo więcej zobowiązań podatkowych, od których dokonuje się odliczeń. We wnioskach z opracowania mowa też o hipotecznej sytuacji idealnej, w której ulga z tytułu oszczędności emerytalnych za dany rok podlega refundacji (wypłacie w gotówce) w przypadku, gdy z powodu niewystarczających dochodów dane osoby nie wypracowały odpowiednich zobowiązań podatkowych.

Na tle OECD polski fiskus niezachłanny

Autorzy opracowania podjęli próbę oszacowania krańcowej efektywnej stopy podatkowej (ang. METR) w państwach OECD oraz kilku innych uwzględnionych dodatkowo. W Polsce jej wysokość jest umiarkowana i w modelu dla osób zarabiających średnią krajową wynosić miałaby 25,8 proc. Podobnej skali są obciążenia w Czechach, na Węgrzech i Słowacji.

Im państwo bogatsze i im dostęp do wszelkiego kapitału łatwiejszy, tym podatki od oszczędności wyższe. Jak można zaobserwować na diagramie, wyjątkiem od tej prawidłowości jest Turcja, a na drugim biegunie Niemcy, których rząd nie nakłada podatków na żadne dochody kapitałowe poza dochodami z wynajmu nieruchomości mieszkaniowych. Niemiecki fiskus dysponuje najwidoczniej dobrym systemem podatkowym, bo mimo swej szczodrobliwości wobec oszczędzających, Niemcy miały w ubiegłym roku nadwyżkę budżetową w wysokości 37 mld euro.

W Polsce oszczędzanie nie jest utrwalonym nawykiem, również dlatego, że pół wieku oderwania od wszelkich rynków spowodowało w starszych pokoleniach trwały zanik wiedzy i umiejętności finansowych. Konsekwencją jest struktura oszczędności, które przybierają najczęściej najprostszą formę depozytów bankowych.

Największe oszczędności Polaków w bankach

Na koniec grudnia 2017 r. całkowita wartość oszczędności polskich gospodarstw domowych wyniosła 1,386 bln zł, z czego ponad połowę (753 mld zł) stanowiły właśnie bieżące i terminowe depozyty bankowe. Inne pozycje to przede wszystkim: fundusze inwestycyjne (130 mld zł), OFE (prawie 180 mld zł), akcje spółek z GPW (ok. 57 mld zł), obligacje skarbowe (16 mld zł).

Jeśli dołączyć do tego zestawienia gotówkę w obiegu w wysokości 200 mld zł oraz akcje nienotowane i inne aktywa finansowe nieujawniane przez posiadaczy, to kwota łącznych oszczędności Polaków brutto (czyli bez odjęcia zobowiązań, głównie kredytowych) dąży w stronę 2 bilionów złotych.

Głównym narzędziem opodatkowania oszczędzających Polaków jest od 2002 r. tzw. podatek Belki, czyli podatek od dochodów kapitałowych. Ówczesny premier Marek Belka zapewniał wprawdzie solennie, że nowy podatek to danina przejściowa, ale zapewne wiedział, że to obietnica bez pokrycia. Podatek ten ma się dobrze i żadnej kolejnej ekipie rządowej nie przyszła do głowy jego likwidacja, mimo że stopa oszczędności, a więc potencjał inwestycyjny jest w Polsce koszmarnie niski.

Według OECD, w 2016 r. oszczędności gospodarstw domowych stanowiły zaledwie 1,67 proc. tzw. dochodów rozporządzalnych (tj. dochodów po opodatkowaniu) polskich gospodarstw domowych. W USA ten sam wskaźnik wynosił 5,04 proc., w strefie euro 5,4 proc., a w Niemczech – 9,69 proc.

Porównanie z sytymi społeczeństwami i państwami, gdzie aż kipi od obfitości kapitału, a zgromadzony majątek ma się do realiów polskich jak pałac do stróżówki, nie pokazuje jednak tak wiele jak przykład goniącego świat razem z nami Meksyku, w którym oszczędności stanowiły aż 15,45 proc. domowych dochodów rozporządzalnych. Strapienie polskich ekonomistów potęgują dane, że w okresie 2011-2015 wskaźnik ten przybierał w Polsce wartości ujemne, a więc polskie rodziny „przejadały” wcześniej zgromadzone oszczędności. W tych okolicznościach warto raz jeszcze przemyśleć ideę podatku od dochodów kapitałowych.

Wiele rozwiązań do ewentualnego naśladowania

Likwidacja podatku Belki nie wchodzi raczej w rachubę. Natychmiast przywołany zostałby argument o uszczupleniu dochodów budżetowych nienadążających za rozbudowanymi wydatkami socjalnymi. Roszczeniowa większość Polaków podniosłaby ponadto larum, że byłoby to faworyzowanie bogatych i majętnych. Możliwe są jednak modyfikacje idące za radami ekspertów z OECD i przykładem innych państw. Instrumentów finansowych służących jako narzędzia oszczędzania jest bez liku, więc przykłady poniżej ograniczają się do najpopularniejszych u nas depozytów bankowych.

W Chile, RPA, USA, Niemczech oraz na Litwie i Islandii pewna część odsetek od depozytów bankowych wolna jest od podatku, a Argentyna i Estonia zrezygnowały zupełnie z obciążania pożytków z trzymania gotówki w bankach. W Korei Południowej w tamtejszej wersji podatku od dochodów kapitałowych, gdy łączna kwota odsetek i dochodów z dywidend jest niższa niż 20 mln wonów (ok. 65 tys. zł) to stosowana jest niższa stopa podatkowa.

Podobnie jest w Meksyku, gdzie wyższe opodatkowanie stosowane jest po przekroczeniu przez daną osobę pułapu innych dochodów w wysokości 400 tys. peso (ok. 75 tys. zł) i dochodów odsetkowych w wysokości 100 tys. peso (ok. 18,5 tys. zł). Ponadto, podatku nie pobiera się w ogóle, jeśli średnie saldo na danym rachunku bankowym nie przekracza 5-krotności minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w Meksyku.

W Holandii wolne od podatku jest pierwsze 24 437 euro oszczędności przechowywanych w bankach. Francja, Norwegia, Hiszpania i Kolumbia nakładają na oszczędności w bankach podatek od majątku netto, ale zwolnienia i ulgi są tak wysokie, że płacą go tylko ludzie naprawdę bogaci.

Część państw stosuje zerową stawkę podatku od dochodów odsetkowych z depozytów bankowych dla płatników o niskich (67 proc. przeciętnego) i średnich dochodach z wynagrodzeń, ale stosują wysoką krańcową, efektywną stopę opodatkowania dla osób o wysokich dochodach. Model taki przyjęty został w Chile, Niemczech, Islandii, na Litwie, w Holandii, RPA i W. Brytanii.

Lżejsze opodatkowanie jest z reguły efektem wyłączenia pewnej kwoty spod podatku. W Holandii jest to aż prawie 25 tys. euro, a na Litwie zaledwie 500 euro. Pod względem zamożności obywateli, a więc wielkości tzw. bazy podatkowej oraz jej struktury, w której dominują osoby bez żadnych oszczędności w gotówce, bliżej nam, rzecz jasna, do litewskich pobratymców, więc gdyby naśladować to raczej Litwinów.

Wszelkie ulgi, wyłączenia, zaostrzenia i jakiekolwiek inne formy odstępowania od podstawowej normy i stawki szkodzą obu stronom. Architekci podatkowi nie są w stanie przewidzieć i uwzględnić wszystkich okoliczności oraz możliwości po stronie podatnika i jego doradców, więc założenie solidarności i sprawiedliwości biorącej stronę niezamożnych bierze zawsze w łeb, chyba, że podatników traktuje się pałką. Fiskus traci, bo skomplikowane podatki to bardzo wysokie koszty ich poboru i wpływy mniejsze od wygórowanych oczekiwań. Rośnie nieufność po stronie podatników, bo rośnie liczba potencjalnych interpretacji prawa. Jeśli jednak nie ma szans na schabowego, niech będzie mielony – też kotlet.

Wiceminister finansów Paweł Gruza poinformował w połowie kwietnia o zamiarach usunięcia obecnych ustaw o PIT i CIT oraz wprowadzenia w ich miejsce nowych ustaw o podatkach od dochodów przedsiębiorstw, od dochodów osobistych i dochodów kapitałowych. Jest więc szansa, że – o ile w ogóle zostaną uchwalone – nowe prawa rozświetlą nieco ciemnice podatkowe, w których poruszamy się dziś po omacku.

Doświadczenie nakazuje jednak sądzić, że potencjalne nowe ustawy nie spełnią oczekiwań odnośnie do prostoty, czytelności, jak największego stopnia jednoznaczności oraz języka zrozumiałego dla przeciętnego płatnika. W takich okolicznościach kolejny wyjątek w formie jakiegoś wytchnienia podatkowego dla oszczędzających w imię powiększania krajowych zasobów kapitału powitany zostałby nieeuforycznie, lecz ciepło.

Autor: Jan Cipiur, dziennikarz ekonomiczny, publicysta Studia Opinii.