Według danych FAO liczba ludzi głodujących na całym świecie wyniosła w 2015 roku 795 mln czyli ok. 12 proc. populacji świata. W ubiegłym roku liczba ta uległa pewnemu zmniejszeniu do 780 mln. Dla porównania pod koniec ubiegłego stulecia takich ludzi było ponad 1 miliard. Jak wynika z danych ONZ, w tej chwili na świecie żyje ok. 7,6 mln ludzi, a w 2100 roku liczba ta wzrośnie do 11,2 mld.

Współczesny kryzys żywnościowy charakteryzuje się dużą liczbą ludzi niedożywionych i coraz wyższymi cenami żywności, a także nasilającą się konkurencją o zasoby ziemi uprawnej i wody w skali międzynarodowej. Od dawna trwa konflikt między Indiami i Pakistanem o wodę wielkich rzek, które mają swoje źródła w Himalajach. Ostatnio nasila się także konflikt między Egiptem i Etiopią o wody Nilu. Takich sporów będzie coraz więcej wraz z postępującym ociepleniem klimatu. Dawno już zaobserwowano prawidłowość, że im na Ziemi jest goręcej, tym mniej żywności jesteśmy w stanie wytworzyć. Wzrost temperatury na całym świecie o 1 stopień oznacza spadek produkcji zboża o 10 proc. Nie byłoby problemu gdyby było wystarczająco dużo wody. Jednak od kilkunastu lat wody zaczyna brakować a rządom państw, które odczuwają deficyt wody i żyznej ziemi trudno obecnie „przesuwać” granice w celu pozyskania nowych obszarów do produkcji rolnej.

Bardziej elastyczne pod tym względem są duże korporacje, które od wielu już lat kupują lub wydzierżawiają ziemię rolną w innych krajach, także w tych, w których istnieją od dawna ogromne problemy z wyżywieniem własnej ludności. Przykładem może być koncern Sayegh Group ze Zjednoczonych Emiratów, który niedawno nabył 1,5 mln ha ziemi rolnej w Sudanie i 324 tys. ha w Pakistanie, inwestorzy saudyjscy - 100 tys. ha w Mali, a rząd chiński – 1,3 mln ha na Filipinach. Wykup ziemi rolnej przez zagraniczne korporacje rodzi protesty miejscowych rolników i może więc stać się w najbliższej przyszłości źródłem konfliktów zbrojnych.

Problemy z wyżywieniem swojej ludności mają nie tylko kraje słabo rozwinięte. Przyczynami tego stanu rzeczy są m.in. nieadekwatny w stosunku do przyrostu naturalnego wzrost plonów podstawowych zbóż, wolniejszy wzrost produkcji podstawowych artykułów rolno-spożywczych, powstawanie megafarm i wykupywanie coraz większych obszarów ziemi rolnej przez wielkie korporacje często kontrolujące produkcję nasion, pestycydów, nawozów sztucznych i technologii oraz sieci dystrybucyjne handlu produktami żywnościowymi. Korporacje te udzielają rolnikom indywidualnym kredytów w formie rzeczowej (ziarna siewne i nawozy) i jednocześnie zmuszają ich do uprawiania pewnych artykułów rolnych, np. bawełny, oleju palmowego, kukurydzy, soi i rzepaku, na które to produkty istnieje duże zapotrzebowanie ze strony przemysłu. Często więc rolnicy ci muszą przeznaczyć całą swoją ziemię pod uprawy „przemysłowe” i nie potrafią wyprodukować żywności dla siebie i swoich rodzin. Dane FAO potwierdzają fakt, że aż 80 proc. ludzi cierpiących głód to rolnicy lub inni mieszkańcy wsi. Z drugiej strony to mali i średni rolnicy, a nie duże megafarmy żywią świat aż w 70 proc.

>>> Czytaj też: Ci ze Wschodu mogą jeść gorzej. Dlaczego zachodnie koncerny wysyłają nam żywność drugiej kategorii?

Różni demografowie ostrzegali przed niekontrolowanym przyrostem demograficznym, który miał doprowadzić do końca świata spowodowanego brakiem żywności. Prognozy te nie sprawdziły się i nie muszą się sprawdzić w najbliższej przyszłości, o ile uda się w większości krajów w pełni wykorzystać istniejący potencjał do produkcji żywności, także tej pochodzącej z genetycznie modyfikowanych upraw. Postępy w tej dziedzinie są imponujące. W XX wieku zaczęto powszechnie stosować nawozy sztuczne i pestycydy, herbicydy oraz genetycznie ulepszone odmiany pszenicy, kukurydzy i ryżu, co spowodowało znaczny wzrost produkcji rolnej. Od dawna nie można powielać ekstensywnego modelu rozwoju rolnictwa. Z roku na rok kurczą się bowiem zasoby ziemi nadającej się pod uprawę, a coraz więcej przeznacza się pod zabudowę i inną infrastrukturę. Postępuje także erozja gleby i degradacja środowiska naturalnego. Jedynym sposobem walki z niedoborem żywości jest więc intensyfikacja produkcji rolnej poprzez coraz większe stosowanie nowoczesnych technologii i nakładów kapitałowych.

W wyniku tzw. zielonej rewolucji polegającej na wyhodowaniu przez Normana Borlauga wysokowydajnych odmian pszenicy, kukurydzy i ryżu, plony tych zbóż znacznie wzrosły, także w takich krajach jak Indie, Meksyk i Chiny. W połowie lat 90-tych wydawało się, że ludzkość poradziła sobie z permanentnym kryzysem żywnościowym. Zakładano też, że od tego czasu liczba ludzi głodujących na całym świecie, wynosząca wówczas 825 mln, zacznie się zmniejszać. Tymczasem zamiast spadku nastąpił wzrost liczby ludzi niedożywionych do ponad 1,1 miliarda w 2009 roku, ok. 1 miliarda w 2012 roku i 795 mln w 2015 roku.

Niedobór żywności w niektórych krajach wynika także z coraz wyższych jej cen. A kraje trzeciego świata zwykle nie posiadają wystarczających środków na sfinansowanie importu zbóż i innych artykułów rolnych. Z kolei USA, Australia, Kanada czy Argentyna mogłyby znacznie zwiększyć produkcję tych artykułów, gdyby inne kraje miały za co je kupić. Widmo głodu nie grozi więc całemu światu, lecz tylko niektórym, najbiedniejszym krajom. Ogromnym sukcesem jest zapewnienie przez dwa najludniejsze kraje świata: Chiny i Indie suwerenności żywnościowej. Indie posiadają tylko 3 proc. światowych zasobów ziemi rolnej i 5 proc. światowych zasobów wody, a indyjscy rolnicy potrafią wyprodukować żywność dla 17 proc.  światowej populacji

Z kolei w krajach zachodnich coraz więcej zbóż i innych artykułów rolnych przeznacza się nie na produkcję żywności, lecz na wytwarzanie biopaliw. Znaczną część zbóż przeznacza się w tych krajach na pasze i produkcję mięsa. Najwięcej mięsa i ryb spożywają mieszkańcy USA i Kanady, (129 kg per capita) a na drugim krańcu znajdują się mieszkańcy Indii, którzy spożywają ok. 5,5 kg mięsa i wyrobów mięsnych rocznie. Ten sam wskaźnik dla mieszkańca Polski to ok. 80 kg, a dla mieszkańca Niemiec ok. 90 kg rocznie.

Ogromny więc niedobór żywności nastąpiłby na całym świecie, gdyby jego mieszkańcy przeszli na dietę Amerykanów. Nawet gdyby każdy mieszkaniec ziemi chciał spożywać tylko 30 kg mięsa rocznie, to trzeba byłoby w ciągu najbliższych 50 lat dwukrotnie zwiększyć światową produkcję rolną, w tym aż pięciokrotnie w Afryce. Jest to zadanie niewykonalne. Rozwiązania obecnego niedoboru żywności na świecie należy poszukiwać w zwiększaniu produkcji zbóż i przeznaczaniu ich na potrzeby konsumpcyjne, a nie na pasze i produkcję biopaliw. Zmniejszenie produkcji biopaliw jest łatwiejsze w obecnej erze relatywnie taniej ropy naftowej. Trudniej jednak będzie doprowadzić do zmiany dominującego w wielu krajach modelu spożycia żywności, jak również do przezwyciężenia stagnacji rolnictwa w krajach rozwijających się i utrzymania wysokiego tempa wzrostu produkcji podstawowych zbóż. Bez tych zmian nie będzie można skutecznie przeciwdziałać kolejnym podwyżkom cen artykułów rolno-spożywczych ani tym bardziej znacznie zniwelować lub nawet całkowicie wyeliminować niedobór żywności w wielu krajach świata.

>>> Czytaj też: Niemcy oszukiwali małe dzieci. Gorsza żywność w Europie Wschodniej