9,4 miesiąca – tyle średnio trzeba było czekać na wyrok sądu pracy w 2016 r. (w sądach rejonowych). W ciągu zaledwie roku okres ten wydłużył się aż o miesiąc, a w porównaniu z 2012 r. – aż o 3 miesiące. Jeszcze gorzej jest w sądach okręgowych. Przeciętny czas trwania rozpatrywanych przez nie spraw pracowniczych wyniósł aż 13,3 miesiąca (o 3,4 miesiąca dłużej niż w 2012 r.). Rekordziści czekają na wyrok nawet ponad osiem lat – w 2016 r. było 95 takich spraw. Ma to ogromne skutki dla rynku pracy – powoduje, że ochrona przewidziana w k.p. staje się coraz bardziej iluzoryczna. Dostrzegają to związki zawodowe. OPZZ przyjął właśnie stanowisko, w którym domaga się m.in. przywrócenia zlikwidowanych wydziałów pracy w sądach rejonowych, zwiększenia ich obsady sędziowskiej oraz rozważenia obowiązkowej mediacji przed procesem.

– To tylko proponowane kierunki zmian. Rządząca partia w kampanii wyborczej zapowiadała usprawnienie pracy sądów. Zakładamy więc, że ma gotowe pomysły na zmiany – wskazuje Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.

Jest źle

W praktyce na wyrok trzeba zazwyczaj czekać jeszcze dłużej, niż wskazują statystki.

– Uwzględniają one na przykład sprawy umorzone lub przypadki cofnięcia pozwu. Sprawy w sądach rejonowych trwają 2, 3 lata, w okręgowych rok, a w razie skutecznej kasacji trzeba jeszcze poczekać dodatkowe 1,5 roku. Dotyczy to większych miast, gdzie postępowań jest więcej, w mniejszych ośrodkach sprawy trwają nieco krócej – tłumaczy Grzegorz Ruszczyk, radca prawny i partner kierujący działem procesowym kancelarii Raczkowski Paruch.

To zwłaszcza problem dla zatrudnionych. – Pracodawca nie odczuwa na co dzień kłopotów związanych z przedłużającym się postępowaniem. Sprawą najczęściej zajmuje się konkretny dział jego firmy lub wynajęta kancelaria. Pracownik zwykle nie ma takiego komfortu – wyjaśnia Katarzyna Dulewicz, radca prawny i partner w kancelarii CMS Cameron McKenna.

Podkreśla, że firmy wykorzystują tę przewagę. – Łatwiej jest skłonić zatrudnionego do ugody, jeśli wie, że na wyrok i zapłatę na przykład odszkodowania za nieuzasadnione zwolnienie będzie musiał czekać kilka lat – dodaje.

Eksperci nie mają wątpliwości co do przyczyn przedłużających się postępowań. Wymieniają brak merytorycznego wsparcia sędziów (zbyt małą liczbę pracowników pomocniczych, którzy mogliby odciążyć sąd zwłaszcza w kwestiach formalnych), praktykę stosowania procedury cywilnej (na przykład przyjmowanie pism procesowych nawet po terminie z obawy na ewentualny zarzut nierozpoznania istoty sprawy), zmniejszenie liczby sądów pracy (w 2011 r. zamknięto 74 wydziały pracy w sądach rejonowych funkcjonujących w małych miejscowościach).

Do zmiany

Znalezienie skutecznej recepty na poprawę sytuacji nie jest łatwe, ale pomysłów na możliwe reformy nie brakuje. OPZZ proponuje między innymi zmiany w procedurze cywilnej oraz w regulacjach związanych z funkcjonowaniem sądów (m.in. opracowanie optymalnych procedur obiegu informacji oraz przekazywania dokumentów). Związek domaga się też przywrócenia zlikwidowanych wydziałów pracy (szczególnie tam, gdzie występują największe problemy z terminowością rozpatrywania spraw), zwiększenia obsady sędziowskiej oraz dodatkowych etatów dla osób obsługujących sędziów przy jednoczesnym zwiększeniu wymogów dla takich zatrudnionych.

– W Polsce na jednego sędziego przypada czterech takich pracowników, a w krajach zachodnioeuropejskich – od siedmiu do dziewięciu. Na rynku jest obecnie tylu prawników, że można podwyższyć kryteria kwalifikacyjne dla kandydatów na takie etaty – uważa Andrzej Radzikowski.

Sposobem na udrożnienie sądów pracy mogłoby być również zwiększenie roli mediacji. Zdaniem ekspertów można rozważyć wprowadzenie wymogu obligatoryjnego postępowania mediacyjnego przed przystąpieniem do procesu.

– Obecnie strony wolą rozpocząć spór w sądzie, przedstawić swoje warunki, wywrzeć presję i dopiero później – ewentualnie – godzą się na negocjowanie ugody – tłumaczy Katarzyna Dulewicz. W rezultacie mediacje częściej prowadzą do wydłużania postępowań, a nie ich skracania.

– Mogą one być sposobem na udrożnienie sądów, ale pod warunkiem że przepisy będą przewidywały obowiązek ich podjęcia i rzetelnego prowadzenia – nawet pod groźbą poniesienia wyższych kosztów w razie niespełnienia tych wymogów. Konieczne byłoby też wskazanie terminu na ich przeprowadzenie – zauważa Grzegorz Ruszczyk.

Innym rozwiązaniem jest rozszerzenie uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy, która mogłaby – w niektórych przypadkach – wyręczać sądy. OPZZ postuluje np., aby to inspektor ustalał istnienie stosunku pracy.

– W praktyce i tak realizują oni już to zadanie, tyle że w formie wystąpień do pracodawcy, czyli bez możliwości zastosowania przymusu. Mają więc w tej kwestii doświadczenie i mogliby podejmować decyzje w sprawie przekształcania umów cywilnoprawnych w te o pracę. Firma odwoływałaby się do sądu dopiero wówczas, gdy nie zgadza się z opinią PIP – wyjaśnia Andrzej Radzikowski.

Takie rozwiązania budzą jednak wątpliwości prawników.

– Teoretycznie podobne uprawnienie ma już ZUS – może ustalić obowiązek opłacania składek od danej umowy, ale czym innym jest zobowiązanie do wpłat o charakterze publicznoprawnym, a czym innym narzucanie dwóm podmiotom umowy o pracę – podsumowuje Grzegorz Ruszczyk. ⒸⓅ