Zastrzegł jednak, że ostateczna decyzja w tej kwestii należy do państw członkowskich. Jest to kolejny po wtorkowych wypowiedziach Donalda Tuska sygnał, który wskazuje, że postęp w toczącej się kolejnej rundzie rozmów na temat Brexitu jest nikły i żadna ze stron nie ma nadziei na zakończenie pierwszej fazy negocjacji w przewidzianym terminie, tj. podczas szczytu przywódców państw UE w przyszłym tygodniu.

W najbliższy wtorek w formacie "27" będą rozmawiać o tym ministrowie do spraw europejskich. Spotka się z nimi główny negocjator ze strony KE Michel Barnier. Dyplomaci nie spodziewają się jednak, by ministrowie przygotowali projekt stanowiska dla szefów państw i rządów.

Obecna, piąta tura negocjacji rozpoczęła się w poniedziałek i ma potrwać do czwartku. Zdaniem wielu komentatorów program rozmów, w którym na środę niczego nawet wstępnie nie rozpisano, oraz fakt, że brytyjski minister ds. Brexitu David Davis nie pojawił się w Brukseli na początkowych sesjach świadczy, że strona brytyjska nie wiąże dużych nadziei na sfinalizowanie rozmów przed przyszłotygodniowym szczytem. Kolejnym ewentualnym terminem na stwierdzenie, czy nastąpił "wystarczający postęp", będzie więc spotkanie Rady Europejskiej w grudniu.

W prasie brytyjskiej od tygodnia pojawiają się opinie, że w związku z przedłużającym się patem w negocjacjach rząd Theresy May zaczyna przygotowywać plany na wypadek "twardego Brexitu", czyli wyjścia z UE bez uprzedniego zawarcia umów na temat jego warunków. Przy takim scenariuszu z dniem 29 marca 2019 r. W. Brytania stałaby się dla Unii Europejskiej krajem trzecim, a wszelkie stosunki prawne, gospodarcze i handlowe regulowałyby ogólne umowy międzynarodowe, w tym zasady Światowej Organizacji Handlu.

Przedstawiciele instytucji unijnych zastrzegają jednak, że Bruksela nie przygotowuje takich planów, wierząc że ostatecznie uda się osiągnąć z W. Brytanią satysfakcjonujące porozumienie. W takim duchu wypowiadał się we wtorek Donald Tusk, podobne stanowisko wyraził również w środę wysoko postawiony unijny dyplomata.

Decyzją państw członkowskich pierwsza faza rozmów na temat Brexitu miała rozstrzygnąć trzy podstawowe kwestie: przyszłych praw obywateli UE w W. Brytanii i brytyjskich w Unii, granicy pomiędzy Irlandią Północną i Irlandią oraz wzajemnych rozliczeń finansowych. Dopiero po uzgodnieniu tych kwestii Unia Europejska skłonna jest rozmawiać na temat przyszłych stosunków ze Zjednoczonym Królestwem.

Od samego początku negocjacji rząd w Londynie starał się obejść ten warunek i połączyć rozmowy w poszczególnych kwestiach z rozstrzygnięciami w sprawie przyszłych stosunków, zwłaszcza celnych. Unikał też długo deklaracji w sprawie rekompensat finansowych, jakie W. Brytania powinna wypłacić 27 krajom pozostającym w Unii w związku ze swoimi dotychczasowymi zobowiązaniami. Zauważalny postęp osiągnięto jedynie w kwestii praw obywateli.