Elwo: najpierw opcje, teraz upadłość

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
31 grudnia 2008, 11:07
Elwo: najpierw opcje, teraz upadłość
Pechowa waluta/stock.xchng
Zaczęło się od kontraktów na waluty, kończy na upadłości. Spółka Elwo, zależna od Fabryki Kotłów Rafako, złożyła w Sądzie Rejonowym w Katowicach wniosek o ogłoszenie upadłości. Tak poinformowało w środę Rafako, które kontroluje Elwo.

Kłopoty Elwo, które doprowadziły do wniosku o upadłość, są związane z walutowymi transakcjami terminowymi tej spółki prowadzonymi na jej rzecz przez ING Bank Śląski, Bank Millennium, Fortis Bank Polska i Bank Pekao SA. 

Właściciel nie chce upadku Elwo

"Intencją Rafako jest zapewnienie kontynuacji działalności operacyjnej prowadzonej przez Elwo, przy uwzględnieniu pełnego wsparcia pracownikom oraz wyjściu naprzeciw interesom kontrahentów spółki" - czytamy w komunikacie.

Ostatnio Elwo zawarła umowę o wartości 37,8 mln zł z BOT Elektrownią Bełchatów z grupy PGE na modernizację elektrofiltrów bloku nr 4 w elektrowni.

Wcześniej Rafako informowało, że ewentualna strata spółki z tytułu utworzenia odpisu aktualizującego wartość udziałów w jednostce zależnej nie przekroczy 19 mln zł, czyli wartości bilansowej 95,3 proc. udziału w kapitale zakładowym Elwo w księgach Rafako.

Spekulacja na opcjach nie wyszła na zdrowie

Po rynkowych informacjach o znacznym zaangażowaniu części banków i firm w transakcje na opcjach walutowych, i to nie tylko zabezpieczających eksport, ale także spekulacyjnych, KNF postanowiła sprawdzić co tak naprawdę działo się na rynku.

Kiedy w połowie grudnia Komisja Nadzoru Finansowego zakończyła prace nad raportem o skutkach transakcji na opcjach walutowych w tym roku, poinformowała, że  wartość rozliczenia tych transakcji byłaby stratą i wyniosłaby 5,5 mld zł (na połowę grudnia). Straty lub odpisy dla banków stanowiłyby 10-15 proc. tej kwoty. Przy tym było to rozliczenie teoretyczne – 5,5 mld zł strat byłoby wówczas, gdyby te transakcje nie miały pokrycia w przychodach z eksportu, a więc gdyby były tylko transakcjami spekulacyjnymi.

W dodatku firmy spekulujące na opcjach mogły same tymi operacjami pogorszyć swoją sytuację. Rynek potrzebował euro do rozliczenia struktur opcyjnych, więc w ten sposób dodatkowo wzrósł popyt na europejską walutę, a złoty się osłabił. Firmom, które próbowały spekulacją na walucie odrobić wcześniejsze straty na eksporcie, powodowane przez umacniającego się złotego, sytuacja zaczęła się więc dodatkowo pogarszać – także na własne życzenie.

I teraz mogą zacząć się upadłości

Specjaliści zwracali uwagę, że jeśli firmy nie porozumieją się z bankami w sprawie spłaty zobowiązań wynikających z kontraktów na walutę, to może dojść do upadłości. Jeśli bowiem na zamknięcie roku wartość zobowiązań przekroczy majątek firmy, zarząd musi złożyć wniosek o upadłość.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: ISB
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj