Japońskie, czyli dobrej jakości? Już nie. Być może kryzys w Kobe Steel spowodował niepowetowaną stratę dla japońskiej gospodarki – utratę prestiżu i wiarygodności – pisze David Fickling z Bloomberga.

Firma Kobe Steel przyznała, że certyfikaty metalowych części do samochodów, samolotów i pociągów były fałszowane. To kolejny cios dla japońskich koncernów, które szczyciły się niezawodną jakością - pisze Fickling.

Japońskie marki swoją reputację oraz zrównoważony rozwój opierają głównie na niezrównanej jakości. Obawy dotyczące utrzymania wysokiego poziomu japońskich produktów to nienowy problem tamtejszej gospodarki. Wystarczy sięgnąć do artykułu opublikowanego w New York Timesie w 2006 roku, który przytacza wypowiedź japońskiego robotnika z sektora motoryzacyjnego: „Lata zajęło nam wypracowanie renomy. Wiemy, jak szybko możemy ją stracić”.

Przyczyniły się do tego kompromitacje japońskich firm: od skandali w rachunkowości Olympus, a później również koncernu Toshiba, przez problemy z produkowanymi w Japonii poduszkami powietrznymi oraz amortyzatorami budynków, po wycofywanie z rynku wadliwych aut koncernów: Mitsubishi Motors, Suzuki Motor, Toyota Motor i, ostatnio, Nissan Motor.

Problemem jest sama definicja jakości. Czy fakt, że samochód Kia Soul za 16 tysięcy dolarów psuje się dwa razy rzadziej od Jaguara XJ za 75 tysięcy dolarów oznacza, że to lepsze auto? Czy jakość może być liczona w skórze cielęcej, bawełnie o wysokiej gęstości i ręcznym wykonaniu? - zastanawia się dziennikarz.

Choć Japonia spadła z pierwszego miejsca w rankingu niezawodności aut przygotowanym przez J.D. Power, to nadal produkowane tam teraz samochody są solidniejsze niż kiedyś. Problemem okazuje się nie spadek jakości japońskich produktów, ale fakt, że reszta świata zaczęła produkować równie dobre części, auta itp. To lekcja, jaką Japonia może odebrać od Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych: jakość nie powinna być traktowana jako dziedzictwo narodowe, lecz jako innowacje, nad którymi trzeba stale pracować. Co więcej, jakość nie powinna być celem samym w sobie, tylko narzędziem do pokonania konkurencji o niższym budżecie.

Mimo to, firmy sektora przemysłowego na tokijskim Topix radziły sobie nieporównywalnie gorzej niż giełdy innych rozwiniętych rynków. Nawet po ostatnim wzroście dobiły one tylko do poziomu, na którym znajdowały się amerykańskie przedsiębiorstwa podczas kryzysu finansowego w 2009 roku. Brak zysków nie pozwala na inwestycje w jakość, co może pogrążyć renomę japońskich firm na dobre.

>>> Czytaj też: Premier: Japonia popiera stanowisko USA w sprawie presji na Koreę Północną