Rosja systematycznie pozbywa się amerykańskich aktywów. Planuje sprzedawać obligacje denominowane w europejskiej walucie – pisze Leonid Bershidsky w serwisie Bloomberg.

Rosja przygotowuje się do sprzedaży obligacji denominowanych w euro po raz pierwszy od 2013 r. Pomimo niedawnego spadku cen ropy naftowej, Rosja odnotowała nadwyżkę budżetową i nie potrzebuje zaciągać pożyczek. To test „dedolaryzacji” – programu wprowadzonego w tym roku przez prezydenta Władimira Putina. Jeśli test zakończy się sukcesem, Unia Europejska będzie miała mało wiarygodnego, ale ważnego sprzymierzeńca w wysiłkach na rzecz wzmocnienia globalnej roli swojej waluty.

Rosja zmniejszyła swoje udziały Skarbu Państwa w Stanach Zjednoczonych z 96,1 miliarda dolarów w marcu do 14,4 miliarda dolarów we wrześniu. Rosyjski Bank Centralny posiadał 460 miliardów dolarów w złocie i aktywów w obcych walutach, z czego 29,4 proc. aktywów było amerykańskich (dane pochodzą z marca). Sprzedaż udziałów ma zmniejszyć te aktywa o około 60 proc. Nawet gdyby Rosja nie sprzedała całego długu USA, ale przeniosła go do spółek offshore, by uchronić się przed sankcjami, to inwestycja Banku Centralnego w aktywa USA zmniejsza się. Przeciwnie przedstawia się sytuacja z europejskim zadłużeniem i zakupem złota. Bank Rosji jest czołowym nabywcą. Dodał do swoich rezerw rekordowe 92,2 tony złota w trzecim kwartale tego roku.

To niezupełnie wolny wybór Rosji. Aktywa denominowane w dolarach są nadal najbardziej płynne. Kreml obawia się, że sankcje USA mogą zamrozić znaczną część międzynarodowych rezerw kraju. Ta troska jest uzasadniona: w poniedziałkowym (26.11) wystąpieniu Klaus Regling, szef European Financial Stability Facility – spółki specjalnego przeznaczenia, zapewniającej finansowanie w sytuacjach kryzysowych krajom strefy euro – skrytykował administrację Trumpa za „wykorzystywanie dolara jako >>broni<< do osiągnięcia międzynarodowych celów politycznych”. Nawet jeśli to powód do zmartwień zachodnich sojuszników USA, byłoby rozsądne, aby oponent – taki jak Rosja Putina – miał jak najmniej wspólnego z dolarem.

Nieoficjalny plan ograniczenia zależności Rosji od dolara został przekazany rządowi w październiku na polecenie Putina. Znane jest jedynie kilka informacji. Firmy, które wystawiają faktury eksportowe w rublach, szybciej otrzymywałyby zwrot podatku VAT. Przedsiębiorcy nie byliby wówczas zobowiązani do repatriacji wszystkich swoich zysków z eksportu.

To samo w sobie nie zmieni globalnego rynku, gdzie większość transakcji dokonywana jest w dolarach. Ale plan Putina prawdopodobnie zawiera inne rozwiązania, które skłonią rosyjskie firmy do przemyślenia swojej polityki walutowej. Bank centralny już utrudnia rosyjskim bankom pożyczanie walut obcych, zwiększając wymogi odnoszące się do rezerwy obowiązkowej na takie aktywa.

>>> Czytaj też: Putin wraca na front. Prezydent Rosji rozpoczął nową fazę wojen

Andrey Kostin, szef VTB – drugiego co do wielkości rosyjskiego banku państwowego – również zaproponował plan „dedolaryzacji”. Obejmuje on sprzedaż obligacji tylko na rynku krajowym, bez korzystania z zachodnich organizacji, takich jak Euroclear. Rząd jednak najwyraźniej nie posuwa się tak daleko: mimo że oddział bankowości inwestycyjnej VTB pracuje nad nową emisją obligacji, to właśnie Euroclear będzie wykorzystywany do rozliczania transakcji.

Wspomniana emisja obligacji ma na celu wybadanie popytu – głównie wśród dużych rosyjskich inwestorów obawiających się sankcji – dla obligacji denominowanych w euro z niższym zyskiem, niż oferowały obligacje denominowane w dolarach. Jeśli sprzedaż pójdzie tak dobrze, jak w marcu (osiągnięto wtedy 4 miliardy dolarów), to Rosja będzie umacniała swoją pozycję w planach dedolaryzacji. To szczególnie ważne, gdy USA rozważają kolejne sankcje dotyczące rosyjskiego długu. Nawet jeśli zachodni inwestorzy uciekną, to bez względu na to, jaką walutę Rosja spróbuje pożyczyć, przynajmniej rosyjskie firmy i zamożni będą mieli możliwość ochrony swoich inwestycji przed amerykańskim rządem.

Eksperymenty Rosji z euro jako najbardziej realną alternatywą dla dolara powinny zadowolić urzędników UE, którzy apelują, by podjąć wysiłki w celu zwiększenia globalnego wykorzystania wspólnej waluty. Jak wyjaśnił Regling w swoim przemówieniu, urzędnicy UE uważają, że euro nie może w pełni zastąpić dolara jako wiodącej globalnej waluty rezerwowej z różnych przyczyn: od „niekompletności” unii bankowej UE po dominację amerykańskich dostawców usług w chmurze w infrastrukturze finansowej. Ale dzięki inwestorom i pożyczkobiorcom, którzy martwią się wykorzystaniem dolara w roli broni, euro może przejmować udziały w rynku i stać się jednym z głównych graczy w coraz bardziej zdecentralizowanym globalnym systemie walutowym.

Regling wspomniał, że jedna trzecia międzynarodowych obligacji jest denominowana w euro. Ten udział może wzrosnąć już w najbliższej przyszłości. Turcja, która w większości sprzedawała obligacje dolarowe, poleciła bankom na początku listopada, by obsługiwały lokaty denominowane w euro.

Rosnące poparcie dla euro może być jedną z powodów, dlaczego Unia Europejska nie nakłada sankcji kolejnych na Rosję. Po rosyjskim ataku w niedzielę na ukraińskie okręty podwodne w Cieśninie Kerczeńskiej odbyła się dysputa na temat ewentualnych represji względem Rosji, ale szybka i zdecydowana reakcja ze strony UE jest mało prawdopodobna.

Europa zapewne nie potrzebuje poparcia dla swojego projektu stymulowania euro od autorytarnych przywódców, takich jak Putin i prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan. Z drugiej strony, autokraci są otwarci na publiczną dyskusję o amerykańskich nadużyciach dominacji dolara. Odesłanie ich z kwitkiem może tylko pogrzebać marzenie o przejęciu pozycji globalnej waluty nr 1 przez euro. To właśnie rewers propagowania euro jako nieupolitycznionej alternatywy dla dolara.

>>> Czytaj też: "FAZ": Nord Stream 2 nie może powstać. Może zagrozić bezpieczeństwu Ukrainy