Komisja może to zawsze zrobić, na własną odpowiedzialność. Ma jednak też dobre powody, by podejść do tej sprawy w sposób mniej dogmatyczny, otwierając nowe możliwości. Projekty prezydenckie w istotnym stopniu zmieniają reguły postępowania wobec Sądu Najwyższego i wyboru Krajowej Rady Sądowniczej. Prezydent, nie rezygnując z reform, wyszedł naprzeciw także europejskim oczekiwaniom. Jesteśmy jednak przygotowani na każdy scenariusz.
Prezydent skutecznie przeprowadził przez Sejm wybór członków KRS wysoką kwalifikowaną większością 3/5. Wyeliminował mechanizm faktycznego rozwiązania SN za sprawą proponowanej wcześniej reorganizacji, sugerując wspólny dla kobiet i mężczyzn sędziów wiek emerytalny jako kryterium pozostania przy orzekaniu. To także wyjście naprzeciw oczekiwaniom zgłaszanym przez KE przy okazji ustawy o ustroju sądów powszechnych. W końcu to prezydent, a nie Minister Sprawiedliwości, będzie oceniał zasadność pozostania sędziego przy orzekaniu. Te zmiany powinny być dostrzeżone i docenione przez KE.
Każde oczekiwanie należy oceniać osobno. To zależy jednak od większości parlamentarnej.
Myślę, że oparcie się o opinię KW jest wygodne dla KE. Ale to Komisja bierze odpowiedzialność za rozwój wypadków między Warszawą a Brukselą.
To pytanie do KE.
?
Tak to wygląda. KE wyraźnie chce się podzielić odpowiedzialnością z innymi instytucjami UE – Radą i Parlamentem. Obie mają polityczny charakter, co generuje coraz więcej niepotrzebnych słów. Zresztą po obu stronach. Byłoby lepiej, by każda sprawa, w której pojawiają się wątpliwości co do zgodności prawa krajowego z prawem UE, trafiała rutynową drogą do Trybunału Sprawiedliwości UE. Mielibyśmy mniej politycznego napięcia i mniej emocji, które szkodzą sprawie naszych wzajemnych relacji.
Artykuł 7.1 to nie jest procedura sankcyjna. By wprowadzić sankcje, trzeba dysponować jednomyślnością w Radzie Europejskiej na podstawie innych przepisów traktatu. Nigdy jej w UE nie będzie. Tym niemniej sprawę samego ewentualnego stwierdzenia zagrożeń dla praworządności przez Radę UE traktujemy poważnie. Obciąża ona niepotrzebnie nasze wzajemne relacje, co może utrudniać budowanie porozumienia i wzajemnego zaufania między Warszawą i Brukselą. Przygląda się temu coraz bardziej nerwowo opinia publiczna. Jesteśmy sobie wzajemnie potrzebni, dlatego przyjmuję ten rozwój wypadków z zaniepokojeniem.
Chciałbym, by była to po prostu troska o dobre relacje Warszawy i Brukseli. Coraz częściej mam jednak obawę, że to tylko krajowe rachuby przewodniczącego Tuska, któremu trudno będzie kiedyś wytłumaczyć, dlaczego Bruksela działa tak konfrontacyjnie wobec Polski.
Zapewne także.
W Radzie Europejskiej nie będzie nigdy jednomyślności w sprawie nałożenia na Polskę jakichkolwiek sankcji. To nie tylko sprawa postawy Węgier, choć premier Orbán mówi o tym najgłośniej.
To nie jest sprawa transakcji. Mamy wspólny pogląd na to, jak UE powinna postępować wobec państw członkowskich. Ten fundament porozumienia jest głębszy.
Gra polityczna z tą dyskusją w tle bywa trudniejsza, ale staramy się oddzielać kwestie sporu o praworządność od innych spraw, gdzie wszyscy potrzebujemy porozumienia. Przykładem jest jedność UE ws. brexitu, która skutkuje lepszą ochroną przede wszystkim polskich interesów. Dość wspierające stanowisko Francji i Niemiec wobec działań KE jest znane od miesięcy. Dostrzegam też jednak ostrożność i troskę obu stolic, by nie ferować wyroków zbyt pochopnie.
>>> Polecamy: "Broń atomowa" UE uderzy w Polskę. Porozumienie z Brukselą było na wyciągnięcie ręki
