Salvini w studiu programu w Canale 5 telewizji komercyjnej Mediaset podkreślił, że Liga nie mogła zgodzić się na wycofanie zaproponowanej prezydentowi Sergio Mattarelli kandydatury profesora Paolo Savony na ministra finansów. Sprzeciw szefa państwa wobec nominacji dla krytykującego euro ekonomisty był powodem fiaska rokowań w sprawie powołania rządu Ligi i Ruchu. Prezydent w poniedziałek powierzył misję utworzenia tymczasowego rządu technicznego ekonomiście Carlo Cottarellemu.

Przywódca prawicowej Ligi stwierdził, że jego rząd z Savoną jako ministrem finansów zamierzał zwrócić się do UE z następującym apelem: "Nasi ludzie są głodni, uciekają do pracy za granicę, zmieńmy te reguły, które wyrządzają nam krzywdę".

"Problem polega na tym, że odrzucona została idea, a nie nazwisko" - ocenił Matteo Salvini.

Reklama

"Prezydent Mattarella sprzeciwił się powołaniu rządu, jakiego chcieli Włosi, a dzisiaj mówi +tak+ dla rządu, którego chce tylko Partia Demokratyczna, a ona przegrała ostatnio wszystkie wybory" - mówił szef Ligi, odnosząc się do tego, że tylko centrolewica zapowiedziała udzielenie poparcia Radzie Ministrów Cottarellego.

"Ludzie na ulicy mówią mi: +po co głosować, skoro potem inni decydują za nas+" - dodał Salvini. Przyznał w czasie wywiadu, że po upadku rozmów rządowych jest - jak się wyraził - "wkurzony jak byk".

Powiedział też: Mattarella "wziął na siebie odpowiedzialność za przekreślenie dwóch tygodni prac nad rządem i gotowej listy ministrów; oczekiwałbym od prezydenta, aby pozwolił powołać rząd, który działałby w interesie Włochów".

Wyraził przekonanie, że to Włosi powinni decydować o swoim losie, a nie - jak podkreślił - Niemcy, Francuzi czy spread. Zarzucił politykom w UE, że dążą do tego, by Włochy były słabe.

"Dla kogoś we Włoszech, ale przede wszystkim za granicą, rząd, który w centrum uwagi umieścił Włochów, był niemile widziany. W Europie potrzebują Włoch drugiej ligi, które płacą i są zniewolone" - mówił Salvini w studiu masowo oglądanego programu "Pomeriggio Cinque".

Zastrzegł zarazem, że "nie ma żadnej wojny Salvini-Mattarella".

"Drogi prezydencie, zobaczymy się znowu za kilka miesięcy. Będzie nas więcej, będziemy silniejsi i utworzymy rząd" - dodał, wyrażając nadzieję na zwycięstwo w przyspieszonych wyborach.

>>> Czytaj też: Włochy budzą demony rozpadu strefy euro