Z czego (po)znamy Bowmanville?
Bowmanville to niewielkie miasto (ok. 60 tys. osób), położone godzinę drogi od Toronto. Przylega do jeziora Ontario i jest przecięte przez dwie potężne autostrady (nr 2 i nr 401), które mają po 5–6 pasów ruchu w każdą stronę. Ma klimat umiarkowany, podobny do polskiego i byłoby zupełnie nieznane na świecie, gdyby nie jeden fakt.
Na terenie Bowmanville znajduje się spora elektrownia jądrowa Darlington, złożona z czterech reaktorów ciężkowodnych typu CANDU (wymyślonych przez Kanadyjczyków). W 2005 roku rząd Ontario – najludniejszej prowincji w Kanadzie – zgłosił zapotrzebowanie na nowe moce energetyczne. W strategii zapisano, że mają pochodzić z atomu. Ale pojawił się problem.
„Stary” atom zbyt drogi
Rządowa spółka Ontario Power Generation (OPG), zarządca czterech bloków jądrowych istniejących od lat 90., chciała rozpocząć kolejną budowę. Równolegle z remontem starszych bloków postanowiono stworzyć cztery nowe na terenie wyznaczonym pod to wiele lat temu. Inwestycję poprzedziła modernizacja całej sieci przesyłowej.
W 2009 roku spółka dostała nawet zgodę środowiskową, ale prace nigdy nie ruszyły. Po kryzysie finansowym wzrosły koszty budowy, a zużycie prądu spadło. OPG nadal potrzebowało elektrowni, ale o mniejszej skali, a przede wszystkim tańszej.
Po awarii elektrowni w Fukushimie (2011) projekty jądrowe w Kanadzie znacznie spowolniły. Równolegle w branży, głównie w USA, rozpoczęto rozwijanie technologii atomu z pasywnymi systemami bezpieczeństwa. Chodziło o to, by nawet w przypadku braku zasilania elektrownia mogła się bezpiecznie wyłączyć i schłodzić.
W ten sposób powstały, w de facto rozwinęły się SMR-y, od „small modular reactor”, czyli małe reaktory modułowe. Pionierem stała się amerykańsko-japońska spółka GE Vernova Hitachi Nuclear Energy. Swoją technologię oparto na działających od lat 50. reaktorach wodnych wrzących (BWR), które działają w wielu miejscach na świecie. Tak powstał BWRX-300 (od X – dziesiąta generacja i 300 MWe).
Pierwszy „mały” reaktor
Spółka GE Vernova Hitachi Nuclear Energy chciała sprzedać swoją technologię, by rozwinąć i skomercjalizować projekt. W USA, gdzie sektor energetyczny jest częściowo sprywatyzowany, początkowo nie było chętnych. Amerykanów wyprzedzili Kanadyjczycy, a konkretnie rządowa spółka OPG. Uznano, że SMR będzie lepszy i tańszy niż standardowa elektrownia w Darlington. W 2021 roku OPG i GE Hitachi Nuclear Energy podpisały umowę na budowę pierwszego reaktora BWRX-300.
„Współpracując z wiodącym w branży partnerem technologicznym GE Hitachi w zakresie wdrażania innowacyjnej technologii SMR w Darlington, OPG toruje drogę dla rozwoju kolejnej generacji energii jądrowej w Kanadzie i poza jej granicami” – mówił wtedy prezes OPG.
Do kiedy potrwa budowa SMR?
Pierwotnie zakładano, że elektrownia zostanie uruchomiona ok. 2028 roku. Szacowano, że jeden blok będzie kosztować miliard dolarów. Obecnie koszty „podskoczyły” do 4,5 mld dolarów, a rozruch przewidziano na 2029 rok. Biorąc pod uwagę opóźnienia przy budowie w Europie, ten wynik należy uznać za całkiem dobry.
W 2025 roku projekt uzyskał potrzebne zgody, w tym nadzoru jądrowego, jednak już trzy lata wcześniej rozpoczęły się prace przygotowawcze. OPG założyło z góry, że dostanie „zielone światło”, więc do tego czasu przygotowano zaplecze, wyrównano teren i rozpoczęto budowę.
W drugiej połowie ubiegłego roku prace przyspieszyły. W międzyczasie rząd Ontario zgodził się na budowę trzech kolejnych SMR-ów w Darlington. W związku z tym koszt wzrósł do 15 mld dolarów (20,9 mld dol. kanadyjskich), co oznacza, że cena za jeden reaktor stopniowo spada.
Co dzieje się na budowie?
W kwietniu br. na budowie w Bowmanville, na którą patrzy cały świat energetyki, osadzono moduł Basemat, czyli fundament budynku reaktora. Konstrukcja ważąca około 950 ton przyjechała w modułach i została połączona na miejscu. Ma średnicę 37 metrów i znajdzie się na głębokości 35 metrów.
Jak zaznacza spółka, do tej pory wykopano też trzy szyby: dwa pod ujęcie wody i trzeci będący fundamentem pod reaktor SMR. Zakończono również budowę dwóch magazynów i złożono wniosek o wydanie licencji na eksploatację.
Tym samym rozpoczął się kluczowy etap budowy części jądrowej. Prace będą trwały do 2029 roku i obecnie przebiegają zgodnie z harmonogramem ustalonym kilka lat temu. Za trzy lata planowany jest rozruch elektrowni, a pierwszy prąd do sieci ma popłynąć w 2030 roku.
Dlaczego to mały reaktor?
Według informacji OPG przy obsłudze elektrowni SMR w Darlington będzie pracowało 2,5 tys. osób. To o tysiąc mniej niż w przypadku typowej „atomówki”. Znacznie mniejsza jest sama budowa, o czym możemy przeczytać w karcie informacyjnej przygotowanej na rynek polski.
„Konstrukcja BWRX-300 jest bezpośrednim ewolucyjnym rozwinięciem konstrukcji dużego reaktora ESBWR o mocy 1594 MWe, który pozytywnie przeszedł proces certyfikacji U.S. NRC. W porównaniu ze swoim większym i starszym poprzednikiem BWRX-300 wyróżnia się dziesięciokrotnie mniejszą kubaturą osłony betonowej reaktora. Rdzeń reaktora zawiera ok. pięć razy mniej paliwa oraz ma ok. pięć razy mniejszą moc cieplną, co przekłada się na wymóg zmniejszonego odbioru ciepła z reaktora (także ciepła powyłączeniowego w potencjalnych zdarzeniach awaryjnych)” – czytamy.
W Darlington reaktory znajdą się na terenie działającej elektrowni. W Polsce na cztery bloki SMR zarezerwowano ok. 100 hektarów. Dla porównania EJ Choczewo z trzema blokami zajmie aż 333 ha.
