Sami to robią, po co im pomagać?
Są dwie metody publicznego mordu na polityku. Pierwszy – musi pan znaleźć informację hardcorową, która pogrąży każdego.
Po pijaku przejechał zakonnicę na światłach, czyli popełnił przestępstwo kryminalne. Z tego nikt się nie wyłga.
Drugi sposób to informacja kontrastująca z wizerunkiem delikwenta. Przykład – konserwatywny, rodzinny, surowy obyczajowo poseł Stanisław Pięta prywatnie okazuje się temu image’owi przeczyć.
Ale dla jego wyborców to kompromitacja.
Jaguar.
Ale jemu to nie zaszkodziło, prawda? A informacja, że na protest…
…przyjechał jaguarem, to było coś.
Bo też nikt nie próbował tego zrobić. A teraz niech pan sobie wyobrazi, że Kalisz kandyduje na prezydenta i taka informacja pojawia się w odpowiednim kontekście, ze zdjęciami i w atmosferze skandalu.
A sama z nimi walczyła, prawda? To nie buduje wiarygodności i gdyby dotyczyło lewicowego polityka, mocno by go pokiereszowało. Tak było z Włodzimierzem Cimoszewiczem, kiedy jego była asystentka Anna Jarucka stwierdziła, że ma on kłopoty z rozliczeniami podatkowymi. A Cimoszewicz był wtedy symbolem lewicowej niezłomności w walce z korupcją, inicjatorem akcji „Czyste ręce”. I podejrzenie, że ktoś taki sam ukrywa dochody, było mordercze.
Ale jak widać skuteczna, bo cel osiągnięto.
Cała rozmowa w wydaniu weekendowego Magazynu Dziennika Gazety Prawnej.
