"Niestety stało się to, czego się obawialiśmy. Sergio Marchionne, człowiek i przyjaciel, odszedł" - napisał w oświadczeniu Elkan, który jest wnukiem i dziedzicem twórcy powojennej potęgi Fiata Gianniego Agnellego.

W reakcji na śmierć Marchionne akcje Fiata na włoskiej giełdzie zanurkowały. Ich kurs spada o ok. 9 proc. i wynosi 15 euro.

Jeszcze w sobotę poinformowano, że z powodów zdrowotnych Marchionne musiał zrezygnować z kierowania zarządami Fiata i należącej do tego koncernu spółki Ferrari. Po operacji barku, jakiej poddał się w klinice uniwersyteckiej w Zurychu, wystąpiły nieoczekiwane komplikacje.

Reklama

Marchionne, Włoch z kanadyjskim paszportem, stanął na czele Fiata w 2004 roku, gdy firma znajdowała się na krawędzi bankructwa. W 10 lat później doprowadził do jej fuzji z zagrożonym również upadłością amerykańskim rywalem - Chryslerem. Od czasu połączenia obu spółek jesienią 2014 roku wartość akcji FCA wzrosła o blisko 350 proc., co stanowi ewenement w dzisiejszej globalnej branży motoryzacyjnej. Menedżerskie sukcesy Marchionne ukoronował zapowiedzią, że do końca czerwca koncern spłaci wszystkie swe długi.

Z kierowania Fiatem zamierzał zrezygnować w 2019 roku, nie było natomiast żadnych sygnałów, że chce się rozstać z Ferrari. Nowym prezesem zarządu FCA został dotychczasowy szef jego amerykańskiej spółki-córki Jeep Mike Manley, zaś nowym prezesem zarządu Ferrari Louis Camilleri, zajmujący wcześniej kierownicze stanowiska między innymi w koncernie tytoniowym Philip Morris.

>>> Czytaj też: Unijne sądy będą oceniać praworządność w Polsce? Jest orzeczenie TSUE