Wczesne wstawanie nie zmieni twojego życia. Tak przynajmniej twierdzi redakcja Quartz, która podaje przykłady szalonych harmonogramów, które stały się viralami. Szczególnie głośno jest o porannej rutynie aktora Marka Wahlberga, który budzi się o 2:30, by iść na siłownię oraz o planie dnia Melanii Edwards z HSBC. Zakłada on poranną medytację, śniadanie składające się z zielonego soku, rozmowę z przyjaciółmi i rodziną, rundkę tenisa – a wszystko to przed pójściem do pracy. Jej harmonogram wydawał się na tyle absurdalny (Edwards wybiera się na półtoragodzinny lunch, a popołudniami studiuje na Stanfordzie oraz pomaga kobietom z Papui Nowej Gwinei), że internauci szybko wyśledzili prawdę: Melania Edwards nie istnieje, a artykuł jej poświęcony to w rzeczywistości advertorial HSBC.

Jednocześnie redakcja „The New York Times” przeprowadziła wywiady z 300 ludźmi sukcesu i ustaliła, że średni czas pobudki liderów to 6:27. Kult wczesnego wstawania wiąże się jednak z kosztem alternatywnym. Przede wszystkim, przy tak wczesnej pobudce, nie idąc też wcześnie spać, każdy będzie bardzo zmęczony z powodu braku wystarczającej ilości snu. Jeśli wcześnie kładziesz się do łóżka, oznacza to, że musisz ograniczyć inne – niezwiązane z pracą – plany, takie jak ćwiczenia fizyczne, wykonywanie obowiązków domowych, gotowanie domowych posiłków, socjalizację z przyjaciółmi i znajomymi po pracy, czytanie książek czy po prostu wykorzystywanie czasu dla siebie po tym, jak dzieci pójdą spać. Jak pisze Quartz: jeśli celem nie jest uczynienie z pracowników ascetów, którzy unikają przyjaźni, przyjemności, wina i momentów przestoju, by w efekcie osiągnąć maksimum produktywności, to rada ta wydaje się raczej bezużyteczna.

Głównym motywatorem maksymalizacji poranków jest wygospodarowanie więcej czasu na pracę. Często wymagania pracodawców wykraczają daleko poza to, co jest możliwe do wyrobienia w trakcie ośmiogodzinnego dnia pracy, tak więc zwolennicy wczesnego wstawania zalecają, by nie ograniczać obowiązków i celów, lecz po prostu znaleźć nowe, kreatywne sposoby, aby je osiągnąć. Wczesne wstawanie nie jest szczególnie dobre dla organizmu – jest dobre dla kapitalizmu. Jak pisze Nicholas Lezard w recenzji książki Jonathana Crary’ego „24/7. Późny kapitalizm i koniec snu”: „Jesteśmy niczym więcej niż rozporządzalnymi jednostkami, dzięki którym utrzymuje się gospodarka”.

Oczywiście, są i tacy, którzy bez problemu wstają z łóżka po paru godzinach snu – nie dlatego, że wymaga tego od nich ich kariera, ale dlatego, że naprawdę to lubią. Rodzice małych dzieci również wcześnie wstają, ponieważ nie mają wyboru, ale nikt nie nazywa tego „life-hackiem”. Może też to być prawda, że ranne ptaszki naprawdę doświadczają mniej „rozpraszających przeszkód”. Ale wielu z nas zmaga się ze wstawaniem już po świcie, a sugestia, że doba posiada jakiś sekretny zapas godzin, który moglibyśmy lepiej wykorzystać, gdybyśmy byli wystarczająco oddani, jest po prostu irracjonalna. Budzenie się wcześniej zawsze ma swój koszt. Jak zauważyła Cassie Werber w Quartz, najlepszym sposobem na zdrowe życie jest zapewnienie sobie wystarczającej ilości snu – tak dużo, że nie potrzebujesz nawet budzika. Nie wszyscy musimy lub chcemy być perfekcjonistami, którzy wysyłają maile o 5:14 rano.

>>> Czytaj też: Firmy z Doliny Krzemowej nie widzą problemu we współpracy z despotami