"Grantoza" i folwarczne stosunki pracy. Naukowcy w innowacyjnej gospodarce klepią biedę

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
16 września 2018, 16:00
To oni mają budować gospodarkę opartą na wiedzy i generować dla Polski pomysły na miarę amerykańskiego iPhone’a, tymczasem państwo zdaje się nie przejmować ich losem. Dziś tak jak w PRL-u młodzi naukowcy ledwie wiążą koniec z końcem, a wiedzę pozyskują, kopiując dane z pirackich serwerów.

Obciąża się ich dydaktyką i pracą administracyjną, bo są najtańsi. O tym, jakie zajęcia będą prowadzić w poniedziałek, dowiadują się z SMS-ów przesyłanych do nich w piątek wieczorem. Ich zarobki są tak niskie, że gdyby nie granty i dorywcze prace, już dawno musieliby opuścić akademię. Los młodych polskich naukowców idealnie pasuje do słów Agnieszki Osieckiej z „Piosenki o okularnikach” napisanej w latach 60.: „Wiążą koniec z końcem za te polskie dwa tysiące”.

Kariera naukowa Joanny zaczyna się obiecująco. Po tym, jak dostaje pozytywną odpowiedź na prośbę o stypendium naukowe w Wiedniu, wyjeżdża na pół roku do Austrii. Następnie, dzięki wsparciu promotora, znajduje opiekuna naukowego w Insbrucku, gdzie rozpoczyna studia doktoranckie. Jak wspomina, „to był wspaniały czas swobodnej i twórczej pracy naukowej”. W międzyczasie na uniwersytecie w Lublinie zwalnia się etat. Joanna wygrywa konkurs. Przez pierwsze miesiące po powrocie do Polski poznaje instytut od środka. Przyzwyczaja się do struktury organizacyjnej i trybu pracy. Nie przystępuje do zwaśnionych plemion, ale wie, że takie istnieją i walczą o wpływy. Na początek dostaje 1500 zł podstawowej pensji. Z finansowej opresji ratuje ją grant dla młodych naukowców. Robi badania. Publikuje w zagranicznych czasopismach, stać ją na opłacenie międzynarodowych konferencji. Pracuje nad książką. Jest najmłodszą osobą w instytucie, nie ma doktoratu i jest kobietą, dlatego oprócz pracy naukowej wykonuje proste, ale czasochłonne administracyjne zadania. Wypełnia tabelki, wprowadza dane, uzupełnia sylabusy. Na uczelni działają trzy systemy internetowe, co wiąże się z koniecznością żmudnego przepisywania tych samych danych kilka razy. Świeżo namaszczony dyrektor wprowadza w instytucie „jasny” system podziału środków. Co z tego, że aktywność naukowa Joanny plasuje ją na drugiej pozycji z największą liczbą punktów w instytucie przyznawanych wszystkim naukowcom za publikacje i referaty. Wysokość rozdysponowywanej między poszczególnych pracowników kwoty uzależniona jest od miejsca zajmowanego w hierarchii. Nie liczą się jej artykuły, książki, udział w konferencjach. Z puli dostaje 350 zł na delegacje. Zmiany zbiegają się w czasie z końcem grantu. – Wtedy tak naprawdę kończy się moja kariera – mówi ze smutkiem Joanna.

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj