Zarząd LOT-u zaczął zwalniać z pracy osoby, które uczestniczą w strajku. Podkreśla, że protest jest nielegalny. Związkowcy podtrzymują, że strajkują zgodnie z prawem. Protest spowodował odwołanie niektórych rejsów – m.in. z Warszawy do Toronto.

Strajk w obronie zwolnionej w maju ze spółki Moniki Żelazik, szefowej związku zrzeszającego stewardessy, nie ma dużej skali, ale zaczyna doskwierać pasażerom. Od czwartku do niedzieli z tego powodu odwołano siedem połączeń, w tym m.in. lot z Warszawy do Toronto czy z Warszawy do Kowna. Niektóre loty są odwoływane mimo tego, że zarząd firmy robi wszystko, żeby złagodzić skutki protestu. M.in. ściąga na zastępstwo innych pilotów i stewardessy. Wynajmuje też zastępcze samoloty z załogami.

Prezes LOT-u Rafał Milczarski podkreślił na dzisiejszym briefingu prasowym, że strajk jest nielegalny, bo jeśli przedmiotem sporu jest zwolnienie szefowej związku, to działacze powinni zorganizować w tej sprawie referendum. Osoby, które uczestniczą w strajku, od dzisiaj są zwalniane dyscyplinarnie z pracy. Zarząd LOT poinformował, że chodzi o 67 osób oraz że dwa związki zawodowe uczestniczące w strajku obciąży kosztami strat, które wynikły w czasie protestu.

"Dziś dyscyplinarnie 67 osób zostało zwolnionych, które to oświadczyły, że odmawiają przystąpienia do pracy z powodu przystąpienia do nielegalnego strajku, który trwa w LOT od czwartku" - powiedział na konferencji prasowej prezes LOT. Dodał, że była to "smutna, ale konieczna decyzja". "Mam nadzieję, że to ostateczna liczba" - powiedział Milczarski.

Szef PLL LOT ocenił, że z powodu strajku, spółka szacuje, że ma już kilka milionów złotych strat.

Związkowcy twierdzą, że dysponują interpretacją prawną, według której strajk jest legalny. Zwolnione osoby zapewne odwołają się do sądu i to on ostatecznie rozstrzygnie spór.

Jak się dowiedzieliśmy, z powodu strajku dziś też mogą nie wylecieć samoloty. Zagrożone są m.in. loty za Atlantyk.

Lotnisko w Modlinie będzie miało mobilną wieżę kontroli lotów