Premier pytany, jak odczytuje "suwerenność informacyjną" dla Polski odpowiedział, że kwestia ta wynika z "dziecięcej choroby III RP, gdzie wielu osobom wmawiano, że kapitał nie ma narodowości i nie ma znaczenia, kto jest właścicielem. Media zostały wyprzedane. Straciliśmy na tym ogromnie dużo, ponieważ i miękka siła, czyli soft power, jak i taka twarda siła jest realizowana poprzez media" - powiedział Morawiecki.

"Dzisiaj media są w rękach zagranicznych – w bardzo dużym stopni w rękach niemieckich. Te niemieckie media bardzo się uaktywniły w czasie tej kampanii samorządowej. Timothy Snyder powiedział o tej suwerenności informacyjnej i podkreśla, jak ważne jest to, żeby poważne państwa dbały o tę suwerenność informacyjną" - ocenił szef rządu. Premier przypomniał, że kiedy Amerykanie chcieli przejąć jeden z niemieckich tytułów, wcale nie największy, rozpoczął się w Niemczech "gigantyczny protest społeczny, polityczny zresztą również, i Amerykanie odeszli od tego zamiaru" - przypomniał premier.

"Czyli w Niemczech oni sami mówią, że ich gazety musza być w ich rękach, a w Polsce wykupili za rządów PO i wcześniejszych czasach główne polskie media. (...) Nie dajmy się omamić" - mówił Morawiecki przypominając list Marka Dekana, szefa niemiecko-szwajcarskiego koncernu medialnego Ringier Axel Springer, który w marcu 2017 roku poinstruował podległych mu dziennikarzy, jak powinni oceniać rządzących Polską w czasach sporu o Trybunał Konstytucyjny.

"Pewnie Niemcy woleliby o tym zapomnieć, ale taka niestety jest prawda o wpływaniu poprzez media niemieckie na polską rzeczywistość. My musimy o tym pamiętać, o suwerenności informacyjnej" - mówił premier. Dodał, że we Francji i w Hiszpanii "byłoby to absolutnie nie do pomyślenia, żeby obce państwa, w pośredni sposób, poprzez media w taki bardzo ostry i jednoznaczny sposób włączały się w kampanię i atakowały aktualne władze danego kraju" - dodał Morawiecki.(PAP)