Po szumnych zapowiedziach stołecznego ratusza, dwóch latach prac nad określeniem warunków postępowania i ogłoszeniu – a później unieważnieniu – dwóch przetargów na wyłonienie operatora floty miejskich samochodów, które byłyby uprzywilejowane na wzór transportu publicznego, pomysł ostatecznie upadł. Warszawski Zarząd Dróg Miejskich (ZDM) poinformował, że nie będzie koncesjonował carsharingu, czyli usługi krótkoterminowego wypożyczania aut.

Przetarg na operowanie miejskim systemem opiewał na 25 mln zł. W stolicy miało dzięki temu przybyć do wypożyczenia pół tysiąca hybrydowych toyot dostępnych na terenach dzielnic: Śródmieście, Wola, Żoliborz, Praga-Północ, Praga-Południe, Mokotów i Ochota.

Rynek zaskoczył bez pomocy

Stanowisko ZDM w praktyce oznacza, że Warszawa wycofała się ze wsparcia formy komunikacji, w której jeszcze nie tak dawno upatrywała szans na odkorkowanie ulic i zmniejszenie zanieczyszczeń powietrza. Auta udostępniane użytkownikom na szybki wynajem miały być hybrydowe lub w pełni elektryczne, czyli bardziej ekologiczne niż te, które zazwyczaj poruszają się po stołecznych drogach. Do tego w założeniu miały być cały czas w ruchu, zamiast przez wiele godzin zajmować miejsca parkingowe, których w Warszawie jest jak na lekarstwo.

Jak swoją decyzję tłumaczy stołeczny ZDM? Przekonuje, że rynek carsharingu sam się rozwinął. W związku z tym zaangażowanie lokalnych władz jest już niepotrzebne, a faworyzowanie jednego podmiotu byłoby niezasadne.

– Cel postępowania koncesyjnego pośrednio został osiągnięty, bo w czasie jego trwania Warszawa z carsharingowej pustyni stała się jednym z liderów tej usługi – przekonują w swoim stanowisku przedstawiciele ZDM.

Na potwierdzenie podają, że warszawiacy mogą już dziś korzystać z ponad tysiąca aut oferowanych przez kilka firm, a kolejni usługodawcy planują start w przyszłym roku.

Prywatne firmy na gazie

Rozczarowania decyzją ratusza nie kryje firma Panek, która jako jedyna z kilkunastu deklarujących zainteresowanie współpracą z miastem wystartowała w postępowaniu koncesyjnym.

– Dwa lata naszej pracy poszły na marne – żali się Katarzyna Panek, rzecznik prasowy firmy.

Podkreśla, że brak bezpośredniego wsparcia ze strony miasta, m.in. preferencyjnych stawek opłat za parkowanie w wybranych dzielnicach i promocji usługi przez lokalne władze, jest rozczarowujący, ale nie oznacza dla spółki katastrofy. – Firma ma w planach kolejne inwestycje – informuje.

Gminy na wstecznym biegu

Chociaż unieważnienie przetargu w Warszawie zaskoczyło oferentów i ekspertów z branży, wpisuje się ono w trend odwrotu samorządów od wsparcia dla carsharingu, który widać również w innych miastach.

Poparcie włodarzy dla krótkoterminowego wynajmu aut kończy się zwykle na słowach. Ich pomoc sprowadza się do tego, że po prostu nie przeszkadzają prywatnym inicjatywom, które coraz śmielej zagarniają rynek.

Rozpędzony Wrocław

Obecnie w Polsce działa tylko jeden system carsharingu współorganizowany przez miasto. Funkcjonuje on we Wrocławiu, który był pionierem nie tylko w udostępnianiu samochodów na minuty, ale również z powodu wyboru pojazdów o najbardziej ekologicznym napędzie elektrycznym. Jak na początkowy etap rozwoju elektromobilności wrocławska flota licząca 200 pojazdów na prąd (190 osobowych nissanów leaf oraz 10 vanów) jest niebagatelna.

Usługa okazała się dużym sukcesem, bo już w pierwszym półroczu działalności odnotowano 150 tys. wypożyczeń, co przełożyło się na milion przejechanych kilometrów – słyszymy w tamtejszym magistracie.

Nie zanosi się niestety na to, by stolica województwa dolnośląskiego szybko musiała dzielić z kimś carsharingowe podium. Druga miała być Warszawa, a kolejne Kraków i Poznań. Stolica Małopolski sugerowała wdrożenie podobnego rozwiązania jak to z Wrocławia. Wciąż jest to jednak na etapie wstępnego pomysłu. Poznań zdecydował z kolei, że nie będzie organizował własnego systemu, tylko wspierał prywatne.

Państwo na start

Nie czekając na inicjatywy samorządów, w carsharing inwestują spółki Skarbu Państwa. Przykładem jest operator energetyczny Tauron, który zapowiedział, że jeszcze przed startem szczytu klimatycznego ONZ (3 grudnia) uruchomi w Katowicach usługę carsharingu opartego na elektrycznych pojazdach.

PKP SA uruchomiła w piątek przy dworcach kolejowych w Gliwicach, Katowicach i Częstochowie ładowarki samochodów elektrycznych. Jak zapowiadał wiceprezes spółki Mirosław Antonowicz, jeżeli będą one cieszyć się zainteresowaniem, to połączenie ich z carsharingiem będzie następnym, naturalnym krokiem firmy.

>>> Czytaj też: Do 2030 roku co trzeci samochód w Europie będzie wynajmowany