Zlęknione mocarstwa. Czego historia może nauczyć Donalda Trumpa?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 listopada 2018, 09:51
Europa w XVII wieku
Europa w XVII wieku. W 1887 r. Izba Gmin przyjęła ustawę narzucającą obowiązek oznaczania niemieckich produktów etykietą „Made in Germany”. Bardzo szybko oznaczenie, że coś wyprodukowano w Niemczech, stało się dla Brytyjczyków symbolem najwyższej jakości./Domena Publiczna
Wzrost znaczenia Niemiec pod koniec XIX w. spowodował, że Wielka Brytania – największa potęga morska i gospodarcza, trzymająca się z dala od europejskich wojen – postanowiła podpalić świat. Czy pamięta o tym Donald Trump, kiedy myśli o Chinach?

Twórca nowoczesnych Chin zapisał cele polityki zagranicznej zaledwie w 24 znakach. Nakazywały one, by prowadzono ją „chłodno i spokojnie”, obserwując poczynania innych mocarstw, ale „nie wychodząc przed szereg”. Chińskie działania miały prowadzić do zdobywania zaufania innych państw przy jednoczesnym „ukrywaniu własnych możliwości”. Trzymanie się „Doktryny 24 znaków” dało Państwu Środka spokój potrzebny do realizacji wieloletniego programu intensywnego rozwoju ekonomicznego. Przez trzy dekady Chiny odnotowywały wzrost PKB średnio o 10 proc. rocznie. Dzięki temu wyrosły na największego eksportera świata i drugą gospodarkę, ustępującą swą siłą jedynie amerykańskiej. Dziś prognozy długoterminowe, ogłaszane przez wszystkie instytucje zajmujące się ekonomią, są zgodne. Jeśli Państwo Środka utrzyma tempo rozwoju, wkrótce wyprzedzi Stany Zjednoczone. Wedle wyliczeń Banku Światowego chiński produkt krajowy brutto będzie większy od PKB USA już około 2030 r.

Oszałamiający sukces, wbrew radom Denga, rozbudził w końcu mocarstwowe apetyty w Pekinie. Rządzący Chinami od 2012 r. sekretarz generalny KPCh, a zarazem prezydent Xi Jinping wyrzucił „Doktrynę 24 znaków” na śmietnik. Chiny intensyfikują ekspansję w Afryce, starają się odzyskać kontrolę nad Tajwanem, usiłują zdominować Morze Południowochińskie za sprawą sieci baz floty, a jednocześnie toczą spory z Japonią o wyspy Senkaku na Morzu Wschodniochińskim. Rozbudowie chińskiej floty oraz sił lądowych towarzyszy pośpieszna reaktywacja starożytnych dróg Jedwabnego Szlaku, by eksport towarów z Państwa Środka nie pozostawał zależny jedynie od transportu morskiego, ponieważ oceanami i morzami nadal władają Amerykanie.

Ci zaś przez lata przyglądali się sukcesom Chin z obawą, ale też biernością. Przełomu dokonał Donald Trump. Bez oglądania się na konsekwencje prezydent USA rozpoczął wojnę celną z Państwem Środka, blokując Chińczykom dostęp do najnowocześniejszych amerykańskich technologii. Nagle okazało się, że pozycji największego supermocarstwa Stany Zjednoczone nie zamierzają oddać bez walki, a dysponują nadal przygniatającą przewagą militarną. Wobec coraz bardziej zbliżonych potencjałów ekonomicznych ten fakt staje się największym z atutów USA. Chińskie pomruki o gotowości do wojny świadczą, iż Xi Jinping również nie zamierza ustępować pola. Nie jest to dobrą wróżbą na przyszłość. Kiedy mocarstwa czują śmiertelny strach, nie liczą się już z nikim ani niczym, prąc do celu, jakim staje się likwidacja źródła obaw.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu DGP.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj