Przewodniczący parlamentu Katalonii Roger Torrent uznał, że wtorkowe orędzie, w którym król nie wspomniał o pogrążonym w kryzysie politycznym regionie oraz o przetrzymywanych w więzieniu katalońskich politykach, dowodzi racji separatystów.

"Zarówno orędzie z 2017 roku, jak i tegoroczne dowodzą konieczności powstania Republiki Katalońskiej” - napisał na jednym z portali społecznościowych Torrent, wywodzący się z separatystycznej Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC). Ocenił również, że król pochwalający rozwiązania siłowe "nie ma legitymacji prawnej w Katalonii".

Krytyczni wobec bożonarodzeniowego orędzia są też deputowani rządzących Krajem Basków separatystycznych ugrupowań Nacjonalistyczna Partia Basków (PNV) i EH Bildu. Szef PNV w Kongresie Deputowanych Aitor Esteban skrytykował brak odniesień w wystąpieniu do "kwestii terytorialnych w Katalonii i Kraju Basków".

Esteban źle ocenił też ustawę zasadniczą Hiszpanii. W jego opinii Filip VI nie ma racji mówiąc, że "konstytucja jest największą spuścizną dla nowych pokoleń". "Największym spadkiem dla nowych pokoleń Basków nie jest hiszpańska konstytucja, ale możliwość uznania Basków za naród" - zaznaczył.

Krytyczna wobec wystąpienia króla jest również deputowana baskijskiej partii EH Bildu w hiszpańskim Kongresie Deputowanych Marian Beitialarrangoitia. W środę oskarżyła ona monarchę o unikanie mówienia o "prawie (obywateli) do decydowania". Wskazała, że Filip VI wpisuje się "w ramy konstytucyjne, które odmawiają mieszkańcom Galicii, Katalończykom i Baskom prawa do decydowania o sobie".

Jesienią regionalne parlamenty Katalonii i Kraju Basków przyjęły rezolucje uznające konstytucję Hiszpanii za "antydemokratyczną". W październiku deputowani katalońscy przegłosowali również inny dokument, określający hiszpańską monarchię jako "przestarzały" ustrój.

Marcin Zatyka (PAP)