Na co komu ta ustawa? Nie mam pojęcia.

Ustawa o dostępie do informacji publicznej obowiązuje wszystkich, także prezesa NBP. Niechże więc ktoś po prostu zażąda takiej informacji. Jeśli Adam Glapiński odmówi, trzeba będzie pójść do sądu. Tak jak w tysiącach innych spraw, gdyż władza każdego szczebla niechętnie dzieli się wiedzą z obywatelami. Czy jeśli jakiś wójt odmówi ujawnienia swych zarobków, to uchwalimy specjalną ustawę, która będzie go do tego zobowiązywać?

Od co najmniej czterech lat status NBP jest oczywisty. W 2014 r. Naczelny Sąd Administracyjny przesądził, że instytucja ta podlega przepisom ustawy o dostępie do informacji publicznej (sygn. akt I OSK 937/14). Stwierdzono, że nie tylko NBP musi udostępniać informacje publiczne, ale obowiązek ten dotyczy nawet należącej do niego spółki.

„Narodowy Bank Polski ma osobowość prawną, ale nie podlega wpisowi do rejestru przedsiębiorstw państwowych. Jest zatem państwową osobą prawną, natomiast majątek Narodowego Banku Polskiego jako centralnego banku państwa uznać należy za mienie publiczne” – napisano w uzasadnieniu wyroku. Skład orzekający odwołał się do wykładni systemowej i celowościowej, nie mając wątpliwości, że spółka należąca do NBP musi udostępniać informacje publiczne. Skoro zaś dotyczy to spółki, to tym bardziej jej właściciela „Przyjęcie stanowiska, że spółka nie jest podmiotem zobowiązanym do udostępnienia informacji publicznej, prowadziłoby w konsekwencji do wyłomu w kontroli nad wydatkowaniem środków publicznych przez NBP” – stoi w uzasadnieniu. ©℗