Taka zmiana znalazła się w nowelizacji kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który w najbliższych tygodniach zostanie przyjęty przez rząd. Obowiązujące przepisy nie wyznaczają żadnej granicy wieku, do której rodzic ma łożyć na utrzymanie swojego syna lub córki na podstawie orzeczenia sądowego bądź zawartej ugody. Zgodnie z art. 133 par. 1, który ogólnie reguluje tę kwestię, rodzice są po prostu zobowiązani do świadczeń alimentacyjnych względem dziecka, któremu nie udało się jeszcze uniezależnić finansowo. Zakłada się bowiem, że po osiągnięciu pełnoletności latorośl nadal się uczy i zdobywa umiejętności zawodowe. Chyba że ma własne dochody wystarczające na pokrycie zarówno kosztów utrzymania, jak i wychowania albo zawarła związek małżeński. W takim przypadku rodzice mogą uniknąć płacenia z własnej kieszeni. Sąd może także uchylić obowiązek alimentacyjny, jeżeli nie stać ich na utrzymywanie pełnoletniego dziecka lub kiedy ich dorosła już pociecha nie wkłada specjalnych wysiłków, żeby w końcu opuścić domowe ognisko.

Eksperci podzieleni

Po zmianach obowiązek świadczenia rodziców względem dziecka, które nie ma orzeczenia o stopniu niepełnosprawności, wygaśnie z mocy prawa z chwilą ukończenia przez nie 25 lat. Wyjątkiem od tej zasady będzie jedynie sytuacja, kiedy latorośl – ze względu na jakieś nadzwyczajne okoliczności – dalej nie będzie się w stanie usamodzielnić. Dorosłe już dziecko będzie musiało wówczas wykazać w sądzie, dlaczego dalej powinno dostawać dofinansowanie od rodziców. – To niegłupi pomysł. Dotychczas sądy przyjmowały, że obowiązek alimentacyjny istnieje wtedy, kiedy nauka dziecka jest usprawiedliwiona, tzn. kiedy jest ono w trakcie studiów czy uczy się w zawodówce. Rozpoczynanie kolejnych kierunków studiów niekoniecznie usprawiedliwiało dalsze świadczenia. Nieuczciwe jest żądanie od rodziców, zwłaszcza tych starszych, utrzymywania w nieskończoność dziecka, które nie chce się usamodzielnić – uważa mec. Magdalena Czernicka-Baszuk, adwokat specjalizująca się w sprawach rodzinnych.

Pomysł wyznaczenia górnej granicy wiekowej, po przekroczeniu której prawo do alimentów wygaśnie z automatu, nie wszystkim wydaje się dobry. Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę w swojej opinii do projektu Ministerstwa Sprawiedliwości uważa, że zmiana ta nie ma uzasadnienia, a obecne rozwiązania wystarczająco zabezpieczają zarówno interesy dziecka, jak i jego rodziców, chroniąc jednocześnie przed ewentualnymi nadużyciami. Powołuje się przy tym na orzecznictwo Sądu Najwyższego, z którego wynika, że sam wiek nie powinien być podstawą do anulowania obowiązku alimentacyjnego. Fundacja w swojej opinii zwraca uwagę, że nowe regulacje mogą pozbawić środków utrzymania osoby, które z jakichś powodów nie mogły skończyć studiów w normalnym terminie.

Reforma kodeksu

Największa nowość, jaką przyniesie reforma kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, to wprowadzenie alimentów podstawowych, czyli świadczeń wypłacanych rodzicowi bez konieczności prowadzenia żmudnej, często wielomiesięcznej batalii sądowej. W scenariuszu idealnym nakazy zapłaty w uproszczonym trybie byłyby wydawane w ciągu kilku dni. Wysokość alimentów podstawowych ma być kalkulowana w oparciu o ogłaszaną dorocznie kwotę przeliczeniową (uzależnioną m.in. od minimalnego wynagrodzenia oraz współczynnika dzietności). Rodzice, którzy zechcą ubiegać się o wystandaryzowane świadczenia, dostaną do dyspozycji specjalny formularz pozwu a jego rozpatrzeniem będą mogli zajmować się także referendarze sądowi.

Sporo zmian dotyczy konsekwencji nietrzymania się przez rozwiedzionych zasad kontaktów z dziećmi orzeczonych przez sąd. Od lat statystyki pokazują, że spora część orzeczeń w tych sprawach pozostaje na papierze, bo skłóceni ekspartnerzy utrudniają sobie nawzajem spotkania z pociechami. Kary finansowe nakładane przez sądy też nie zdały egzaminu. Resort sprawiedliwości zaproponował więc, aby byli partnerzy, którzy nie stosują się do sądowego rozstrzygnięcia w sprawie kontaktów, mimo orzeczonej już sankcji pieniężnej, mogli zostać ukarani grzywną, a nawet ograniczeniem wolności. Ministerstwo liczy na to, że taki straszak skłoni skonfliktowanych rodziców do trzymania się ustalonych zasad odwiedzin.

Pole dla mediatorów

Po zmianach pary z małoletnimi dziećmi, które zamierzają się rozwieść, przed rozpoczęciem procesu będą obligatoryjnie przechodzić przez rodzinne postępowanie informacyjne. W jego trakcie strony zostaną pouczone o „społecznych skutkach rozpadu małżeństwa” oraz w szczególności o dotkliwych konsekwencjach rozstania dla potomstwa. Wiodącą rolę w postępowaniu poprzedzającym sprawę rozwodową odegrają mediatorzy. To oni mają pomóc uzgodnić warunki rozwodu, ustalić kwestie związane z wykonywaniem władzy rodzicielskiej czy wysokość alimentów. Jeśli spotkania te zakończą się sukcesem, to para zawrze ugodę (będzie ona podlegała kontroli sądowej). Takie rozwiązanie ma także przyczynić się do przyspieszenia procesu rozwodowego.

>>> Czytaj też: Pracodawcy zapłacą alimenty? Eksperci ostrzegają: To łatwy sposób na wyłudzenia