Gazeta opisuje przypadek Jacka Talaski, który do niedawna był obrońcą z urzędu w Lafayette w Luizjanie; zgodził się on wystąpić pod nazwiskiem dlatego, że już nie pełni tej roli.

27 kwietnia 2017 roku - w ciągu jednego dnia - występował on jako obrońca z urzędu w 194 sprawach karnych, z czego 113 jego klientom postawiono zarzuty. Spośród tych 113 osób czterem groził wyrok dożywotniego więzienia bez prawa do przedterminowego zwolnienia, a według Amerykańskiego Stowarzyszenia Adwokatów, każda taka sprawa wymaga poświęcenia jej przez obrońcę średnio 201 godzin. Kolejnym 34 groził wyrok co najmniej 10 lat więzienia, co wymaga 70 godzin pracy nad każdym takim przypadkiem, zaś następne 38 osób było oskarżonych o średniej wagi przestępstwa wymagające 41 godzin pracy adwokata.

To oznacza, że aby we właściwy sposób zająć się wszystkimi 194 oskarżonymi z jednego dnia Talaska potrzebowałby prawie 110 tysięcy godzin pracy, czyli ok. pięciu lat pracy przy założeniu pełnoetatowej pracy przez osiem godzin dziennie bez weekendów. "NYT" podkreśla, że Talaska wcale nie jest jakimś wyjątkiem, bo w tym czasie, kiedy miał miejsce opisany przypadek, tylko w Luizjanie było ponad 20 obrońców z urzędu, którzy byli jeszcze bardziej obciążeni pracą. Rekordzista miał w jednym dniu 413 spraw.

"Same te liczby wyglądają na pogwałcenie konstytucji. Ubodzy oskarżeni w Stanach Zjednoczonych mają prawo do kompetentnego prawnika i setki tysięcy oskarżonych pokłada swoje nadzieje w osobach takich jak Talaska. Ale nigdy nie było żadnych gwarancji, że ci prawnicy będą mieć wystarczającą ilość czasu, by zająć się ich sprawami" - pisze "NYT". Gazeta zwraca uwagę, że skazani mają wprawdzie prawo do odwołania się od wyroku motywując to brakiem właściwej obrony, ale w praktyce jest to bardzo trudne, bo zdarzały się nawet przypadki, że sędziowie uznali, iż zaśnięcie przez przemęczonego obrońcę na sali rozpraw nie było niewłaściwą obroną. W tej sytuacji brak wystarczającej ilości czasu tym bardziej nie jest argumentem.

"NYT" zamieszcza także fotorelacje z sądu w Providence w stanie Rhode Island, pokazujących kolejnych oskarżonych w kajdankach wprowadzanych do sali rozpraw wraz z godzinami pojawienia się przed obliczem sędziego. Kolejne rozprawy odbywają się w odstępie kilku, maksymalnie kilkunastu minut. W niektóre dni przed sądem staje ponad 50 nowych oskarżonych. Przez ostatnie lata większość z nich broniona była przez jednego adwokata z urzędu - Boba Marro, który niedawno po 33 latach pracy przeszedł na emeryturę. Takie obciążenie sprawami oznacza, że zwykle miał dwie-trzy minuty na rozmowę z oskarżonym i przekazanie mu wskazówek, co ma mówić. Ci, którzy mieli szczęście, mieli pięć minut.

Jak podaje "NYT", czterech na pięciu oskarżonych o przestępstwa kryminalne w USA nie może sobie pozwolić na wynajęcie adwokata i korzysta z obrońcy z urzędu lub obrońcy wyznaczonego przez sąd.

>>> Polecamy: CBA aresztowało przedsiębiorców, którzy wręczali korzyści posłowi. Niesiołowski zaprzecza