Strandża i Rodopy. Zapomniana kraina, gdzie gęsty mistycyzm wisi w powietrzu

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
10 marca 2019, 13:00
Widok na pasmo górskie Rodopów
Widok na pasmo górskie Rodopów/ShutterStock
"Granica" Kapki Kassabovej to znakomity włóczęgowski reportaż ze Strandży i Rodopów, zapomnianego kawałka Europy, podzielonego dziś między Bułgarię, Turcję i Grecję. [...] mistycyzm wisi tu w powietrzu i jest tak gęsty, że można go kroić nożem.

Nie tak dawno – jesienią zeszłego roku – ukazała się u nas ”Fizyka smutku„ Georgiego Gospodinowa (przeł. Magdalena Pytlak, Wyd. Literackie), wielowarstwowa, częściowo autobiograficzna proza o narodzinach pisarskiej pasji, dojrzewaniu w komunistycznej Bułgarii i dorosłym życiu w tej postkomunistycznej, a także o związkach literatury z mitologią. Rzecz wybitna. Pomijając szczegóły – zainteresowanym serdecznie polecam lekturę – tym, co w ”Fizyce smutku„ szczególnie zwracało uwagę, były, po pierwsze, przesycona czarnym humorem fatalistyczna nostalgia, po drugie zaś, osobliwa bliskość czy może nawet intymność mitu – w tym wypadku historii Minotaura, którą Gospodinow na różne sposoby przetwarza, wplatając ją w materię istnienia i pisania. Odpowiedź na pytanie, skąd się bierze aktualność starożytnej mitologii u Gospodinowa, jest bardzo konkretna: w świecie bułgarskiego pisarza starożytność nigdy się nie skończyła, a mityczne wydarzenia mają walor wiadomości lokalnych – nad tamtą rzeką Herakles ustrzelił centaura Nessosa z łuku, wydając na siebie wyrok śmierci, z kolei za tamtą górą trackie menady rozrywały w dionizyjskim transie dzikie zwierzęta.

”Granica" Kapki Kassabovej, znakomity włóczęgowski reportaż ze Strandży i Rodopów, zapomnianego kawałka Europy, podzielonego dziś między Bułgarię, Turcję i Grecję, jakoś potwierdza te intuicje: opowiada się tu o krainie, która – choć nawiedziły ją z nawiązką wszystkie plagi i traumy nowoczesnej historii – tkwi korzeniami w duchowości znacznie starszej niż chrześcijaństwo (nawet to stare, bizantyjskie) i islam; mistycyzm wisi tu w powietrzu i jest tak gęsty, że można go kroić nożem. ”Pomyślałam sobie, że nikomu nie uda się rozgryźć Strandży. Prawdopodobnie nie jest to miejsce stworzone na ludzką miarę. – W Strandży nie ma wielu ludzi, ale i tak jest pełno życia – odezwała się znachorka, jakby czytała mi w myślach".

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj