Fakt, że sąd I instancji nie dostrzegł, iż po wejściu w życie ustawa o ochronie danych osobowych z 1997 r. została zastąpiona nową, nie może spowodować bezkarności łamiącej prawo osoby. Uznał tak
Sprawa dotyczyła kierowniczki ośrodka pomocy społecznej, która postanowiła dorobić w jednej z instytucji pożyczkowych. Wymyśliła, jak się jej wówczas wydawało, sprytny sposób na uzyskanie . Otóż na umowach o udzielenie pożyczki podawała dane pracowników ośrodka oraz jego klientów. Podpisy pod wnioskami o udzielenie zaś fałszowała.
Sprawa wyszła na jaw, a kobieta trafiła na ławę oskarżonych. Sąd Okręgowy w Świdnicy w wyroku z 3 września 2018 r. skazał ją na rok i osiem miesięcy pozbawienia wolności, m.in. z art. 51 ust. 1 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych oraz art. 231 par. 1 kodeksu karnego (przekroczenie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego).
Apelacje od orzeczenia wniósł i obrońca kobiety, i prokurator (ten drugi oczekiwał ustalenia, że oskarżona działała w celu osiągnięcia korzyści majątkowej). Obrona wykazywała, że doszło do obrazy przepisów prawa materialnego, jako że oskarżoną skazano za przestępstwo z przepisu, który utracił moc 25 maja 2018 r. (data wejścia w życie RODO oraz nowej ustawy o ochronie danych osobowych; Dz.U. z 2018 r. poz. 1000). A to oznacza, że czyn objęty wyrokiem nie był już zabroniony pod groźbą kary.
Rozpoznający apelację sąd tego argumentu jednak nie podzielił. Stwierdził jedynie, że jakkolwiek rzeczywiście z podstawy skazania należy usunąć art. 51 ust. 1 starej ustawy, to dodać do niej należy tożsamy art. 107 ust. 1 nowej ustawy.
– Sąd Apelacyjny we Wrocławiu postąpił właściwie – ocenia dr Jan Sobiech z Wydziału Prawa i Administracji UKSW. Trudno bowiem mówić o jakimkolwiek stanie niepewności obywateli co do tego, czy bez uprawnienia jest dopuszczalne. Doszło jedynie do prostej korekty wynikającej z potrzeby dostosowania rodzimej ustawy do unijnego rozporządzenia.
>>> Czytaj także: UOKiK: Facebook będzie musiał czytelniej informować o swoich usługach. Zmiany wejdą w życie do końca czerwca br.
– Oba przepisy – zarówno ten uchylony, jak i obowiązujący – przewidywały tożsame zagrożenie karą za właściwie ten sam czyn, związany z nieuprawnionym przetwarzaniem danych osobowych. Do tego ani przez moment taki czyn nie pozostawał bezkarny w polskim porządku prawnym – zaznacza dr Jan Sobiech.
Sąd apelacyjny nie zgodził się natomiast z I instancją co do odpowiedzialności kobiety z art. 231 par. 1 kodeksu karnego.
Powód? Uznanie, że funkcjonariusz publiczny przekroczył swoje , wymaga nie tylko ustalenia, że dokonana przez niego czynność leży poza zakresem przyznanych mu uprawnień, lecz także stwierdzenia, że pozostaje ona w formalnym lub merytorycznym związku z działalnością służbową tego funkcjonariusza.
„Jeżeli oskarżona wykorzystywała dane osobowe pracowników Ośrodka Pomocy Społecznej w W. i innych osób związanych z tym ośrodkiem do bezprawnego zawierania umów pożyczek pieniężnych, to czyniła to poza zakresem posiadanych kompetencji. Uprawnienia i obowiązki oskarżonej nie obejmowały wszak nielegalnego przetwarzania danych osobowych wymienionych osób” – spostrzegł sąd.
– Tutaj również należy przyznać rację sądowi odwoławczemu, który prawidłowo zauważył, że w tej sytuacji uprawnienia i obowiązki oskarżonego nie pokrywają się z nielegalnym przetwarzaniem danych osobowych w celu zawarcia (wyłudzenia) prywatnych umów pożyczkowych – ocenia Jan Sobiech.
Zarazem jednak sąd uznał również – niekorzystnie dla oskarżonej – że działała ona w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Efekt? Wyrok sądu I instancji wywrócony do góry nogami, ale wymierzona przez niego kara utrzymana.
>>> Polecamy także: Jakie firmy mogą się spodziewać kontroli ws. RODO? [WIDEO]
