Według źródeł agencji TASS prezydent jeszcze w piątek ma wylecieć w podróż powrotną.

Protesty w Tbilisi w nocy z czwartku na piątek przerodziły się w starcia z policją; w ich wyniku rannych zostało co najmniej 70 osób, w tym 39 funkcjonariuszy. Policjanci użyli gumowych kul i gazu łzawiącego, a protestujący obrzucali funkcjonariuszy kamieniami.

Demonstranci, których zebrało się ponad 10 tys., usiłowali wtargnąć do budynku parlamentu, protestując przeciwko obecności rosyjskiego deputowanego. Chodzi o wystąpienie deputowanego do rosyjskiej Dumy Państwowej Siergieja Gawriłowa, który w gruzińskim parlamencie przemawiał po rosyjsku z miejsca przewodniczącego. Demonstranci domagają się przede wszystkim dymisji przewodniczącego parlamentu Irakliego Kobachidzego. Zapowiadają kolejne manifestacje na piątek wieczorem.

W reakcji na protesty prezydent Zurabiszwili w czwartek wieczorem nazwała Rosję "wrogiem i okupantem", sugerując, że za brutalnymi zamieszkami stoi rosyjska "piąta kolumna". Szefowa państwa ostrzegła, że "tylko Rosja skorzysta na podziałach w kraju i społeczeństwie (Gruzji) oraz na wewnętrznej konfrontacji; to obecnie jej (Moskwy) najsilniejsza broń" - napisała polityk na Facebooku. Jej zdaniem głosy wywołujące w kraju napięcia umyślnie bądź nieumyślnie promują politykę rosyjską.

W czwartek nieoficjalny lider rządzącej Gruzją partii Gruzińskie Marzenie, miliarder Bidzina Iwaniszwili wydał oświadczenie, w którym zapewnił, że "w pełni podziela szczere oburzenie gruzińskich obywateli". "To nie do przyjęcia, by przedstawiciel okupanta przewodził spotkaniu w gruzińskim parlamencie" - ocenił.

Reklama

Gawriłow przybył do Gruzji z okazji corocznego międzynarodowego spotkania parlamentarzystów z państw prawosławnych. Rosjanin w przeszłości wyrażał poparcie dla niepodległości separatystycznego gruzińskiego regionu Abchazji.

W wypowiedzi dla rosyjskich mediów, które przytacza agencja EFE, Gawriłow ocenił, że protesty w Tbilisi były wcześniej przygotowane, a wydarzenia w parlamencie zostały wykorzystane do wewnętrznej walki politycznej, głównie w celu "zmiany władzy" w Gruzji.

W rozmowie z AFP przedstawiciel opozycji Gigi Uguława mówił, że "protestujący domagają się rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych oraz dymisji przewodniczącego parlamentu i ministra spraw wewnętrznych" Giorgiego Gacharii. "Osiągniemy te cele pokojowymi manifestacjami" - zapewnił.

Odnosząc się do czwartkowych wydarzeń ambasada USA w Gruzji wezwała "wszystkie strony do zachowania spokoju, powściągliwości" i działań zgodnych z konstytucją. W oświadczeniu amerykańskiej placówki wyrażono zrozumienie, że incydent w parlamencie "zranił uczucia wielu Gruzinów".

Rosyjskie wpływy w Gruzji, dawnej republice byłego ZSRR, to temat wrażliwy politycznie. W sierpniu 2008 r. wybuchł kilkudniowy konflikt zbrojny między Rosją a Gruzją. Gruzja podjęła zbrojną próbę odzyskania kontroli nad Osetią Południową, regionem, który oderwał się od niej w latach 90. i przy nieformalnym wsparciu Moskwy uzyskał faktyczną niezależność od Tbilisi. Rosja odpowiedziała wprowadzeniem swych wojsk do tej republiki i dalej w głąb gruzińskiego terytorium.

W wyniku konfliktu Rosja uznała niepodległość nie tylko Osetii Południowej, lecz także drugiej separatystycznej republiki gruzińskiej, Abchazji; obecnie rozlokowane są tam rosyjskie oddziały. Po wojnie stosunki dyplomatyczne między dwoma państwami zostały zerwane. (PAP)