O tym, że ceny wzrosną, jest przekonany szef banku centralnego Adam Glapiński. Oczekuje on, że inflacja osiągnie w tym roku 3 proc., a na początku przyszłego blisko 3,5 proc. Jednak za około 12 miesięcy znowu ma zacząć się zmniejszać. Wystarczy to, by utrzymywać stopy procentowe na rekordowo niskim poziomie, który utrzymuje się od 2015 roku.

Takie założenia są uzasadnione. Prowadzenie luźnej polityki pieniężnej jest popularne wśród banków centralnych najważniejszych gospodarek i jest jednym z najskuteczniejszych narzędzie do stymulowania wzrostu. Złoty umocnił się wobec euro do poziomu nie notowanego od 14 miesięcy, obniżając koszt importu do Polski. Czy narracja Glapińskiego nie jest jednak zbyt optymistyczna? Oto powody, by w nią wątpić:

1. Płacowy boom

Napływ pracowników z Ukrainy do Polski od lat zmniejszał niedobór siły roboczej, pomagając przy tym utrzymywać płace i inflację w ryzach. Jednak na pracowników ze Wschodu otworzyły się Niemcy (rozluźniając swoje regulacje prawne), co może sprawić, że aż jedna czwarta pracujących nad Wisłą Ukraińców przeniesie się w ciągu czterech najbliższych lat na Zachód. Ciągle jednak bezrobocie w Polsce znajduje się na bardzo niskim poziomie.

2. Zmiany podatkowe

Reklama

Rząd prawdopodobnie zwiększy obciążenia podatkowe dla największych detalistów i dostawców usług telekomunikacyjnych, na czym zyskają konsumenci. Doprowadzi to jednak do tego, że podniosą oni klientom ceny usług, które w ostatnim czasie były drugim największym czynnikiem napędzającym inflację. Ponadto istnieją oznaki osłabnięcia ostrej konkurencji pomiędzy bankami oraz telekomami. Powinno to doprowadzić do spadku konkurencji cenowej, co odbije się na kieszeni Kowalskiego.

3. Ceny żywności

Ceny różnorodnych artykułów spożywczych, w tym ziemniaków i mięsa, skoczyły w górę. Sytuację konsumentów mogą pogorszyć zagrażające wielkości plonów susze oraz wzrost cen mięsa na świecie. Uderzy to mocno w najbiedniejsze gospodarstwa domowe, w których wydatki na żywność stanowią znaczną część rozporządzalnych budżetów.

4. Rynek energetyczny

Ceny energii ciągle są ważnym czynnikiem, który może napędzić inflację. Jej koszty dla średnich i dużych przedsiębiorstw zostaną zderegulowane w 2020 roku, co zwiększy zmienność cen. Trudno powiedzieć, jakie koszty zużycia energii poniosą konsumenci, bowiem rząd zamroził ceny i w tym roku wzrostów nie będzie. Pomogło to znacznie NBP, ale w przyszłym roku sytuacja może znacząco się zmienić.

5. Regionalny trend

Polska gospodarka rosła imponująco w ostatnich latach, utrzymując przy tym inflację na niskim poziomie, co umożliwiło bankowi centralnemu utrzymywanie niskich stóp procentowych. Jednak ten okres dobiega końca. Polska inflacja znacznie wzrośnie z opóźnieniem wobec innych krajów regionu.

Komisja Europejska prognozuje, że w krajach Europy Wschodniej inflacja przyśpieszy tylko nad Wisłą. Również bankowi ekonomiści spodziewają się szybkiego wzrostu cen. Ekonomiści Santander Bank Polska szacują, że na początku 2020 roku zbliży się do 4 proc. Uważają jednak, że nawet w przypadku realizacji takiego scenariusza jest mało prawdopodobne, by NBP podniosło stopy jeszcze w tym roku.

>>> Polecamy: Rośnie pozycja polskiego eksportu na arenie międzynarodowej