Jedno orzeczenie ‒ z 6 sierpnia 2019 r. (sygn. akt II FSK 2725/17) ‒ jest korzystne dla strefowców. Wynika z niego, że zezwolenie wydane na określony czas (np. do kwietnia 2017 r.) daje możliwość korzystania z ulgi w podatku dochodowym do końca funkcjonowania specjalnej strefy ekonomicznej.

Dwa inne wyroki NSA ‒ z 31 lipca 2019 r. (sygn. akt II FSK 2482/17) oraz z 12 sierpnia 2019 r. (sygn. akt II FSK 2998/17) ‒ mówią natomiast, że jeśli inwestorzy chcą korzystać z ulgi podatkowej po terminie wskazanym w zezwoleniu, to mogą to robić tylko wtedy, gdy złożyli stosowny wniosek o jego zmianę (przedłużenie). Z wyroków tych wynika więc, że ulga nie przedłuża się z automatu tylko wskutek działań podatnika.

Stare zezwolenia, nowy problem

Problem, z którym mierzy się NSA, dotyczy inwestorów, którzy dostali zezwolenia na działalność w specjalnej strefie ekonomicznej przed 1 stycznia 2001 r. Zezwolenia są stare, ale spory dopiero teraz ujrzały światło dzienne ze względu na wskazane w nich terminy. Przykładowo katowicka SSE wydawała zezwolenia najczęściej do sierpnia 2016 r., a legnicka ‒ zwykle do 15 kwietnia 2017 r.

‒ W skali kraju problem może dotyczyć nawet kilkuset podmiotów, często dużych podatników, którzy byli pionierami w działalności strefowej ‒ szacuje Marcin Kaleta, radca prawny, starszy menedżer w Zespole Postępowań Podatkowych i Sądowych w Dziale Doradztwa Podatkowego EY. Wskazuje, że wiele spośród tych firm nie zdążyło wykorzystać całej puli pomocy publicznej w terminie wskazanym w zezwoleniu.

‒ Kryzys gospodarczy sprzed 10 lat zweryfikował ich założenia inwestycyjne. Często okazywały się one zbyt optymistyczne; podatnicy nie generowali dochodu tak szybko, jak oczekiwano w momencie ponoszenia nakładów inwestycyjnych w strefie ‒ tłumaczy Marcin Kaleta. Zwraca uwagę, że u niektórych inwestorów kwoty pomocy publicznej, której nie zdążono wykorzystać przed upływem terminu ważności zezwolenia, mogą sięgać nawet kilkudziesięciu milionów złotych.

‒ Ta pomoc mogłaby być wykorzystana, jeżeli termin obowiązywania zezwolenia byłby dłuższy, ponieważ wraz z poprawą warunków gospodarczych pojawiły się większe dochody z działalności prowadzonej w strefie ‒ tłumaczy ekspert z EY.

>>> Czytaj też: Due diligence, czyli szukanie trupów w szafach

Młodsi mają lepiej

Stare zezwolenia były wydawane tylko na określony czas. Dopiero inwestorzy, którzy zaczynali działalność w strefie po 1 stycznia 2001 r., nie musieli już liczyć czasu. Wejście Polski do Unii Europejskiej i kolejne nowelizacje ustawy z 1994 r. o specjalnych strefach ekonomicznych (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 482) spowodowały bowiem, że zrezygnowano z wydawania terminowych zezwoleń. Przedsiębiorcy, którzy zaczynali działać w SSE po 1 stycznia 2001 r., byli ograniczeni jedynie limitem pomocy publicznej.

Problem z przedłużeniem

Przepisy przejściowe mówiły o możliwości przekształcenia (skonwertowania) zezwoleń tak, by odpowiadały one regulacjom unijnym. Do ustawy o SSE wprowadzono też zasadę, że zezwolenia są bezterminowe.

‒ Połączenie tych dwóch elementów daje podstawę do przyjęcia, że sama konwersja oznacza przekształcenie zezwolenia na bezterminowe z mocy prawa ‒ uważa Marcin Kaleta.

Ówczesny minister gospodarki uznał jednak, że niezależnie od wniosku o przekształcenie zezwolenia, strefowicze powinni złożyć do 2007 r. dodatkowy wniosek o wykreślenie terminu.

‒ Możliwość taka nie wynikała wprost z przepisów przejściowych, ale jednocześnie przepisy nie stały na przeszkodzie złożeniu wniosku o wykreślenie terminu z zezwolenia – komentuje ekspert EY.

Problem polega na tym, że strefowicze nie widzieli takiej potrzeby, skoro data 2016/2017 była synonimem pojęcia „koniec funkcjonowania strefy”. Wielu z nich podjęło działania mające na celu zmianę lub stwierdzenie nieważności zezwolenia ‒ w części dotyczącej terminu jego obowiązywania ‒ dopiero gdy okazało się, że strefy będą jednak działać dłużej, bo do końca 2026 r.

Minister gospodarki czynił im z tego powodu zarzut. Twierdził, że na przedłużenie zezwolenia jest za późno.

Po stronie podatników stanęły sądy administracyjne. Orzeczenia Izby Gospodarczej NSA potwierdziły, że okres obowiązywania zezwoleń mógł być zmieniony również później. Taki wniosek płynie m.in. z wyroków z 19 lipca 2017 r. (sygn. akt II GSK 3905/16) i z 1 marca 2018 r. (sygn. akt II GSK 5295/16). Oba dotyczyły spółek, które wystąpiły o zmianę zezwolenia w 2015 r.

W wyrokach tych NSA postawił tezę, że zmiana zezwolenia, o którą wystąpiły spółki, powinna nastąpić niejako automatycznie.

Dwie wykładnie

Orzecznictwo Izby Gospodarczej dało podatnikom nadzieję, że w takim razie może składanie wniosku o zmianę terminu zezwoleń w ogóle nie było potrzebne. Do takiego poglądu próbowała przekonać NSA spółka z legnickiej specjalnej strefy ekonomicznej. Argumentowała, że zezwolenia powinny zmieniać się na bezterminowe z mocy prawa.

A nawet jeśli by przyjąć, że tak nie było ‒ z czym oczywiście spółka się nie zgadzała ‒ to i tak uważała, że ma prawo do rozliczenia limitu ze starego zezwolenia w ramach później wydanych zezwoleń. Wskazywała przy tym, na orzecznictwo Izby Finansowej NSA, zgodnie z którym, jeżeli spółka dysponuje dwoma odrębnymi zezwoleniami, to może korzystać z tych zezwoleń bez oddzielania limitów każdego z nich.

Co ciekawe, to właśnie jej sprawa stała się źródłem dwóch rozbieżnych orzeczeń NSA. W pierwszym ‒ z 6 sierpnia 2019 r. (sygn. akt II FSK 2725/17) ‒ sąd stwierdził, że rzeczywiście zwolnienia przekształcały się z automatu. Inwestor nie musi podejmować żadnych kroków, żeby wykorzystać przyznany mu limit pomocy publicznej po upływie terminu obowiązywania zezwolenia. Słowem, bez składania wniosku o zmianę zezwolenia może nie płacić CIT do końca 2026 r. (termin obowiązywania SSE).

W drugim, późniejszym wyroku ‒ z 12 sierpnia 2019 r. (sygn. akt II FSK 2998/17) ‒ NSA zaprzeczył tym tezom. Stwierdził, że ulga nie przedłuża się z automatu, tylko wskutek działań podatnika. Jeśli więc inwestor chce korzystać z ulgi podatkowej po terminie wskazanym w zezwoleniu, to może to robić tylko pod warunkiem, że złożył stosowny wniosek o jego zmianę (przedłużenie), a zezwolenie zostanie przedłużone.

Tak samo NSA orzekł 31 lipca 2019 r. (sygn. akt II FSK 2482/17).

Co dalej?

‒ Jeżeli upowszechniłaby się linia orzecznicza korzystna dla strefowców, to przekształcenie zezwoleń czasowych w bezterminowe następowałoby z mocy prawa, a w konsekwencji żadne dodatkowe działania w tym zakresie nie byłyby potrzebne ‒ wskazuje Marcin Kaleta.

Dodaje, że jeśli przeważy drugi pogląd, to podatnicy nadal mogą występować o zmianę zezwolenia, co wymaga jednak przeprowadzenia odrębnego postępowania zmierzającego do osiągnięcia tego właśnie skutku. Zwraca uwagę, że Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii podchodzi krytycznie do możliwości złożenia wniosku dopiero teraz, natomiast są już orzeczenia, w których sądy potwierdzają, że złożenie takiego wniosku również obecnie nie daje podstaw do odmowy wszczęcia postępowania w sprawie zmiany zezwolenia (np. sygn. akt VI SA/Wa 2419/18).

‒ Nie jest to jeszcze pogląd utrwalony, ale daje podstawę do wystąpienia z wnioskiem o zmianę także po upływie terminu wskazanego w zezwoleniu ‒ uważa ekspert. ©℗

Problem dotyczy inwestorów, którzy dostali zezwolenia na działalność w specjalnej strefie ekonomicznej przed 1 stycznia 2001 r.

Bezterminowość zezwoleń na działalność w SSE nie tak oczywista

OPINIA: To skutek zagmatwanych przepisów i niedbalstwa ustawodawcy

Małgorzata Samborska dyrektor, doradca podatkowy w Grant Thornton

Zezwolenia na działalność w specjalnej strefie ekonomicznej przed 2001 r. wydawane były na czas oznaczony, bo tak stanowił ówczesny przepis. Został on uchylony przepisami ustawy zmieniającej. Jednak do starych zwolnień ustawodawca postanowił, że będą znajdować zastosowanie stare przepisy, a więc ograniczenia czasowe pozostaną w mocy (mimo że w stosunku do nowych zwolnień ustanowiono zasadę, że będą one ważne do czasu funkcjonowania stref).

Ustawą z 2003 r., ze skutkiem od maja 2004 r., przepis odwołujący się do starych zezwoleń został uchylony. Sprawiło to, że treść starych zezwoleń stała się sprzeczna z powszechnie obowiązującymi przepisami prawa.

Głównym powodem są zagmatwane przepisy i niedbalstwo ustawodawcy. Skoro nawet sądy nie są w stanie opowiedzieć się za jednym rozwiązaniem, to nie można dziwić się podatnikom, że gubią się w gąszczu przepisów.

Trudno stwierdzić, jak liczne jest grono przedsiębiorców, których taka sytuacja dotyczy. Liczba prowadzonych postępowań, istniejących wyroków – świadczy o tym, że całkiem spora. Zapewne jest też grupa firm, która nawet nie wie, że w tym zakresie toczy się spór między fiskusem i podatnikami. Niektórzy zwyczajnie odpuścili, tzn. uznali, że pomoc publiczna, mówiąc wprost, przepadła.

>>> Czytaj też: UOKiK ponad prawem. Przedsiębiorca stracił prawo do sądu