Jest prezesem NIK, izba funkcjonuje, co widać po wynikach kontroli.
Nie mamy za dużego pola manewru. Cały czas analizujemy prawne możliwości odwołania prezesa NIK, ale mamy do dyspozycji tylko i wyłącznie większość sejmową.
Teoretycznie możliwa jest ustawa, ale odwołanie tą drogą byłoby naciąganiem prawa.
Ilu prawników, tyle zdań. Mamy opinie, że szefa NIK można postawić przed Trybunałem za czyny, jakie popełnił piastując dany urząd. Dlatego tej możliwości nie analizujemy.
Gdyby nie złożył, byłaby interpretacja, że zlekceważył raport. A jak je składa, to jest interpretacja, że jest tam podtekst polityczny. Nie będę tego oceniał. Na pewno konferencja i raport to efekt kontroli przeprowadzonej w czasach poprzedniego prezesa.
Nie przypuszczam. To dwie kwestie, które nie będą miały wspólnych punktów. Na pewno nie jest to komfortowa sytuacja dla PiS.
Tragedii nie ma. Przypomnę tylko 2015 rok zaraz po wyborach czy 2016 i głosowanie budżetu w sali kolumnowej, pucz, „Ciamajdan”, tłumy na ulicach w dużych miastach. Przeżyliśmy. W porównaniu z tamtymi wydarzeniami to, co się dzieje teraz, to przedszkole.
Zgłaszamy zapowiedziane ustawy. Pewnie Senat je będzie zmieniał, ale w Sejmie przywrócimy je do postaci pierwotnej i wyślemy do podpisu prezydenta. To rzeczy, które obiecywaliśmy i które realizujemy, mimo rzucania kłód pod nogi przez Senat.
Widzę tego dobre strony. Część ludzi w naszych szeregach, którzy myśleli, że będziemy rządzić wiecznie i można robić wszystko bez konsekwencji, może zobaczą, że trzeba zachować umiar i ciągle pracować, a nie spoczywać na laurach. Już w trakcie wyborów mówiliśmy, że sondaże nie wygrywają i jeden głos może przesądzić, kto będzie posłem a tysiąc senatorem. W Senacie się to potwierdziło - w jednym okręgu nasz rywal miał 300 głosów przewagi; w drugim - tysiąc. Czyli w sumie niespełna półtora tysiąca głosów przesądziło o tym, kto rządzi w Senacie. Jest nad czym pracować i mamy kolejny punkt odbicia. To musi być czynnik mobilizacyjny.
Można patrzeć na to w kontekście kampanii prezydenckiej, ale my patrzymy na to głównie jako na potwierdzenie naszej wiarygodności.
Szczerze? A kto to Donald Tusk. Przecież tytuł jego książki (“Szczerze”-red.) to oksymoron. Choć niektórzy mówią, że już wrócił w postaci projektu Hołownia 2020.
Dla nas jest neutralny. Z badań oglądalności poszczególnych telewizji wynika, że TVP ogląda prawie 100 proc naszego elektoratu i niewielki odsetek wyborców opozycji. Tymczasem TVN - około 30 proc. naszego elektoratu i ponad połowa wyborców opozycji. Dlatego uważam, że Szymon Hołownia wśród wyborców Andrzeja Dudy nie zaszaleje, ale namiesza w elektoracie Kidawy-Błońskiej czy Kosiniaka-Kamysza.
Z jednej strony jest Andrzej Duda, z drugiej cała lista: Małgorzata Kidawa-Błońska, Władysław Kosiniak-Kamysz, Szymon Hołownia, ktoś z lewicy, jeszcze kandydatka kolejnej lewicy, która namieszała w wyborach w Lewicy plus kandydat Konfederacji. To już się robi szóstka może siódemka kontrkandydatów prezydenta. Nie jestem hurra-optymistą, ale otwarte zostaje pytanie, czy przy takim rozbiciu głosów będzie druga tura. Gdy to liczymy, wychodzą naprawdę ciekawe wyniki, które sugerują, że wybory mogą skończyć się na pierwszej.
Po stronie opozycji niewiele się dzieje. PO prowadziło prawybory. Kosiniak-Kamysz miał kilka spotkań. Jeździ Szymon Hołownia, czekamy na kandydata lewicy. Ale zaraz nastąpi okres świąteczny i noworoczny. Właściwa kampania rozpocznie się w styczniu.
Nie wykluczam.
Dlatego te wybory są ważne, ale nie zakładamy takiego scenariusza. Mamy swojego kandydata, będziemy go wspierać z całych sił i liczymy na jego reelekcję.
Co do strategii, nie chcę się jeszcze wypowiadać.
Przybyło ich na zachodzie Polski, na pewno nie w dużych miastach, lecz w miastach powiatowych i na wsi. W niektórych miejscach uważamy, że to są tereny post PGR-owskie, które odczuły znaczną poprawę warunków życia, bo tam nasze wyniki są dużo lepsze niż kiedyś. Zwłaszcza w woj. zachodniopomorskim, lubuskim. Wygraliśmy też na Śląsku, a więc częściowo potwierdziła się zasada, że kto wygrywa na Śląsku, wygrywa w całej Polsce. Zwyciężyliśmy też na Dolnym Śląsku, co może być efektem tego, że mamy koalicję rządzącą w tamtejszym sejmiku.
W minionych trzech kampaniach mówiono nam, że największym przeciwnikiem PiS są błędy popełniane przez PiS. To się okazało prawdą. Teraz może być podobnie. Największym przeciwnikiem dla Andrzeja Dudy może być Andrzej Duda.
W takim sensie, że mógłby popaść w format Bronisława Komorowskiego. Ale na szczęście raczej mu to nie grozi, ponieważ jeździ po Polsce, nie siedzi w Pałacu, spotyka się z Polakami. W sztabie Bronisława Komorowskiego panowało przeświadczenie, że wystarczy go pokazywać w telewizji. On nie miał spotkań otwartych w trakcie kadencji, zwłaszcza pod jej koniec. Andrzej Duda spotyka się z ludźmi, naprawdę przychodzi na nie bardzo wiele osób.
Ślubowanie zostało odebrane…
Trzeba zawierzyć się panu prezydentowi w tej kwestii. Czy to była kłopotliwa sytuacja? Cóż, strategii na kampanię nie będziemy teraz ujawniać, ona się po prostu realizuje…
Strategia przewiduje wszystko, jedno działanie czasem jest wykonywane przez kilka ośrodków. Przyczyną porażki Bronisława Komorowskiego było to, że nie było zgrania między tymi ośrodkami, co innego robiła KPRM, co innego Kancelaria Prezydenta, a jeszcze co innego sama Platforma. Z tej sytuacji trzeba wyciągnąć wnioski na przyszłość, także dla nas.
To tylko prośba, która nie ma żadnego umocowania prawnego i jak widać w większości przypadków trafiła w próżnię. Politycy opozycji podkreślają, że nie można być sędzią we własnej sprawie, a tymczasem co robi Sąd Najwyższy?
I kto będzie winny sytuacji, w której sprawy zwykłych ludzi nie będą rozpatrywane? Jak dziś sędziowie są oceniani przez społeczeństwo?
Awanturę wywołali członkowie „nadzwyczajnej kasty”, którzy przed świętami rozpoczęli akcję podważania prerogatyw prezydenckich do mianowania sędziów i kwestionowania legalności KRS. Polityczne ekscesy pewnej nielicznej grupy sędziów można było tolerować do pewnego momentu ale gdy mają one uderzać w interesy obywateli trzeba reagować. Część sędziów jawnie współpracujących z opozycją postanowiła wysadzić system sądownictwa w Polsce, my zareagowaliśmy. W Polsce mamy demokrację opartą na systemie trójpodziału władzy, czyli ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza. Nie pozwolimy, aby przekształciła się w „sędziokrację”. To wszystko.
W żadnym wypadku, nasz projekt opieramy na rozwiązaniach francuskich, jak wiadomo Francja jest wzorcową demokracją europejską, więc na pewno wszystkie francuskie przepisy są optymalne. Nie zauważyłem, aby francuskie przepisy dotyczące sądów spowodowały zaognienie stosunków między Francją a Brukselą.
O tym powiem więcej po wyborach prezydenckich.
Nie, przygotowujemy je. Ale więcej o tym powiemy po 24 maja.
Wcześniej słyszeliśmy od ludzi, że głównym problemem są sądy i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Może tyle, że ludzie są jeszcze bardziej oburzeni tym, co się dzieje na salach sądowych. A że sędziowie sami nam dostarczają argumentów jak wypuszczenie pana Durczoka? Albo uniewinnienie pana Najsztuba?
Ale wybrzmiało, że jest uniewinniony.
Podkreślam tylko, jakie są reakcje ludzi na słowa „sąd” i „sędzia”. Jesteśmy zdeterminowani, by dokończyć reformę.
30 lat temu mówiono, że sądy się same oczyszczą. 30 lat minęło i nic takiego nie nastąpiło.
A czy ktoś zarzuci mu brak merytorycznego przygotowania?
Zgryz może i jest związany z jego członkostwem w PZPR, natomiast będę bronił tego, że on nikomu niczego złego nie zrobił będąc prokuratorem. Tego samego nie można już powiedzieć o sędzim Iwulskim, który jest w Sądzie Najwyższym i zabiera głos, że ustawy wprowadzane przez uprawnione organy można wyrzucić w kąt. Trójpodział władz jest jasno określony, a jak ktoś sobie uzurpuje prawo do negowania tego faktu, to prowadzi do anarchii.
O tym wypowiada się Trybunał Konstytucyjny.
My nic nie obsadzamy, to Sejm decyduje. Tak stanowi konstytucja.
Czyli serial „Koniec PiS”, odcinek 3336. PiS ma się dobrze, jesteśmy przed ważnymi wyborami, nie tracimy czujności. Koniec PiS miał nastąpić przy wyborach do Parlamentu Europejskiego. Powinniśmy więc chyba wysłać kwiaty Donaldowi Tuskowi i Leszkowi Jażdżewskiemu, ale i dziennikarzowi Sekielskiemu, którego film o pedofilii w Kościele wywołał odwrotną reakcję niż to, czego większość się spodziewała. Bo wywołał temat. Temat ideologiczny.
Na chwilę obecną trudno powiedzieć, jaka będzie. O charakterze kampanii czasem może zdecydować jedno wydarzenie. Za chwilę będziemy proponować rozwiązania dotyczące ochrony dzieci, np. przed pornografią. Otrzymaliśmy bardzo niepokojące badania, według których 5 na 10 chłopców w wieku 11-12 lat ma przynajmniej raz w tygodniu kontakt z ostrą pornografią.
Wzorujemy się na rozwiązaniach brytyjskich. Czyli jeśli dziecko chce wejść na taką stronę, musi wpisać kilka rzeczy, których samo nie będzie w stanie przejść. Np. autoryzacja następuje poprzez kartę kredytową. Dziecko samo nie będzie w stanie takiego formularza wypełnić. Chcemy wprowadzić podobne regulacje u nas, to będzie albo poselski projekt, albo rządowy. W grę wchodzą obostrzenia przy wejściu na takie strony oraz kary dla serwisów pornograficznych, które się nie dostosują. Przestrzeń internetowa nie jest nieograniczona, nie zawsze i wszędzie mamy dostęp do danych rzeczy. Przykładowo, często za granicą nie obejrzymy czegoś w polskim serwisie VOD.
Można tak to traktować, jednak mowa tu o obronie dzieci. Każdy będzie mógł sobie dodać, że częściowo chodzi o pedofilię.
Nie ma żadnego ograniczania edukacji seksualnej w szkole. To niestety kłamstwa rozpowszechnianie przez polityków, którzy za priorytet stawiają sobie niszczenie wizerunku własnego kraju w PE. Nie było i nie ma takich projektów. Zostajemy przy tym co jest, czyli przygotowania do życia w rodzinie. I nikt nie zamierza też za to karać, wbrew temu, co próbowano nam imputować.
Raczej szybko, choć ekspresu nie będzie, wiele zależy od podejścia Senatu.
>>> Czytaj też: Majątek prezesa NIK. PiS zignorował kontrolę u Mariana Banasia [ŚLEDZTWA DGP]
