Desant desperatów. Powstanie styczniowe miało w Europie doskonałą prasę

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
1 lutego 2020, 18:58
Powstanie styczniowe 1863
Powstanie styczniowe 1863/ShutterStock
W 1863 r. wyruszył z Anglii okręt ze wsparciem dla powstania styczniowego. W sprawę zaangażowani byli m.in. Karol Marks, Michaił Bakunin oraz syn Adama Mickiewicza.

Celnicy weszli na pokład zacumowanego w porcie w Londynie szkunera „” 22 marca 1863 r. Po zejściu do ładowni oniemieli – do kontrabandy byli przyzwyczajeni, lecz to, co zobaczyli, przerosło ich wyobraźnię. Znajdowały się tu cztery armaty z kilkoma tysiącami sztuk pocisków, tysiąc karabinów i ponad sto tysięcy sztuk amunicji, blisko tysiąc szabel, kilkaset lanc i podobna liczba kos. Do tego dochodziły setki ubrań, polowa drukarnia oraz dwie i pół tony prochu.

Zaufania celników nie wzbudziła również 140-osobowa załoga, którą tworzyli Polacy, Francuzi, Włosi, Anglicy, Niemcy, Belgowie, Rosjanie, Szwajcarzy oraz Węgrzy. Trafił się nawet Holender i Chorwat. Wyglądali jak zakapiory, celnicy zapewne domyślali się, że ludzie ci nie mają zbyt wiele wspólnego z morzem. I istotnie nie mieli. Była to, których usługi kupiono. Mieli oni walczyć w powstaniu, które właśnie wybuchło w Polsce na terenie rosyjskiego zaboru, zaś znajdujący się pod pokładem arsenał miał służyć wsparciu rebelii.

Celnicy postanowili zaaresztować okręt. Jednak wymierzone w nich rewolwery sprawiły, że bez oporu dali się zamknąć pod pokładem. Po chwili „Ward Jackson” opuścił Londyn i skierował się w stronę Szwecji, skąd miał dotrzeć na Litwę.

>>> Czytaj też: Niechęć Polaków wobec Rosji nie zawsze szła w parze z wrogością wobec jej mieszkańców 

Powstanie styczniowe miało w Europie doskonałą prasę, bo niezależnie od geopolitycznych zawiłości sympatia ogółu zwykle jest po stronie słabszego. Anarchista Piotr Kropotkin wspominał, że w samej Rosji studenci organizowali zbiórki pieniędzy na broń dla powstańców, a nawet tworzyli grupy ochotników zaciągających się w szeregi buntowników. Antycarskie manifestacje tworzyły się spontanicznie na ulicach Paryża, a w Szwecji podobno – przekonuje badaczka tych tematów Janina Hera – nawet dzieci bawiły się w dobrych Polaków i złych Moskali, przy czym nikt nie chciał być Rosjaninem.

Propolskie sympatie Europejczyków nie były zaskakujące. Rzadko zwraca się na to uwagę, ale w XIX w. nie tylko Rzeczpospolita była pod zaborami. Praktycznie cały kontynent znajdował się pod panowaniem trzech dynastii: Romanowów, Habsburgów i Hohenzollernów, do czego na południu kontynentu dochodziła dominacja turecka. Nie istniały takie państwa jak Czechy, Słowacja, Albania, Litwa czy Bułgaria. Różnica między nimi a Polską była taka, że Rzeczpospolita została podzielona na trzy części – pozostałe kraje były zazwyczaj wchłonięte w całości, co pozwalało im zachować w miarę jednolitą kulturę. I jeszcze może to, że Polacy jako jedyni regularnie się buntowali – powstania wybuchały w każdym kolejnym pokoleniu.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP  

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj