"Sądzimy, że bieżący rok będzie jako całość słabszy od roku minionego, szacujemy że PKB wzrośnie w całym roku o 3,2%, przy czym wzrost ten rozpocznie się od słabego jeszcze I kw., porównywalnego z IV kw 2019 r., a następnie stopniowego przyspieszenia wzrostu w kolejnych kwartałach " - powiedział ISBnews Starus. 

Starus wskazał, że wstępne dane GUS za cały 2019 pokazują, iż wzrost PKB spowolnił do 4%, z 5,1% w 2018, a trend w kolejnych kwartałach minionego roku (4,8% w I kw., 4,6% w II kw., 3,9% w III kw. i prawdopodobnie 2,7% w IV kw.) wskazuje na silne spowolnienie.

"Gospodarkę nadal ciągnął w górę popyt wewnętrzny (+3,6 pkt proc.), zaś eksport wniósł do tego wzrostu niewiele (+0,4 pkt proc.). Nadal stosunkowo silna była konsumpcja prywatna (+3,9%), ale jej wzrost nieco spowolnił z +4,3% w 2018 r. Nieźle zachowywały się inwestycje, które urosły o 7,8%, głównie z uwagi na wsparcie funduszami unijnymi inwestycje publiczne, również i one jednak spowolniły (z +8,9% w 2018). Dane za IV kw. 2019 wskazują na mocne spowolnienie wzrostu produkcji przemysłowej, która z wynikiem +3% r/r osiągnęła trzyletnie minimum. Co więcej, wskaźnik PMI dla sektora produkcji spadł w IV kw. do 46,8 co stanowi wynik najgorszy od ponad dziesięciu lat" - dodał ekspert.

W jego opinii, w 2020 r. zapewne nadal będzie gospodarkę ciągnęła konsumpcja prywatna, choć po rozczarowujących wynikach za IV kw. 2019 i mając na uwadze przejściowy skok inflacji na początku bieżącego roku, można odnieść wrażenie, że konsumpcja ta będzie nieco mniej dynamicznie rosła niż dotychczas, szczególnie, że spada pozytywny wpływ transferów socjalnych na dynamikę wzrostu poziomu konsumpcji.

"W związku z przedłużającym się spowolnieniem w Niemczech, stopniowym wychodzeniem Wielkiej Brytanii z UE, a także spodziewanym spowolnieniem wzrostu Chin, spowodowanym m.in. epidemią koronawirusa, ale również niespecjalnie korzystnym porozumieniem ze Stanami Zjednoczonymi, nie ma co liczyć na znaczący wkład eksportu netto we wzrost polskiej gospodarki w bieżącym roku, szczególnie jeśli chodzi o eksport towarów, ponieważ globalna wymiana handlowa pozostanie w tym roku dość niemrawa" - powiedział Starus.

Dodał, że pozytywnie powinien za to wciąż zaskakiwać eksport usług, związany z rozwojem coraz wyżej specjalizowanych centrów usług wspólnych, nadal - mimo wzrostu płacy minimalnej - znacząco tańszych w utrzymaniu, niż plasowanie tego typu usług w Europie Zachodniej.

"Jesteśmy natomiast pesymistami, jeśli chodzi o inwestycje. Impuls w postaci środków unijnych stopniowo wygasa, a w konsekwencji zmniejszy się pozytywny wkład inwestycji publicznych we wzrost PKB. Inwestycje prywatne pozostają od kilku lat w kryzysie, w szczególności wśród przedsiębiorstw lokalnych. Duże międzynarodowe grupy kapitałowe, planujące inwestycje na skalę globalną i w perspektywie wieloletniej zazwyczaj kontynuują rozpoczęte prace niezależnie od krótkoterminowych zawirowań rynkowych" - powiedział także. 

Starus zwrócił uwagę, że lokalni przedsiębiorcy, przytłoczeni liczbą i intensywnością zmian w otoczeniu prawno-podatkowym, zmagający się z rosnącymi kosztami, którego to wzrostu nie są zazwyczaj w stanie przełożyć w całości na wzrost cen swoich produktów, inwestują niewiele, zwykle odtworzeniowo, a gros swojej energii skupiając na radzeniu sobie z bieżącymi problemami, lawiną zmian prawno-podatkowych, wzrostem kosztów pracy, brakiem dostępności wykwalifikowanych pracowników.

Jego zdaniem, mechanizm sprawiedliwej transformacji jest szansą dla polskich firm, gdyż każdy napływ środków unijnych stanowi dla nich szansę.

"W kontekście tego jednak, co dzieje się aktualnie z kopalniami (hałdy pełne nikomu niepotrzebnego węgla, pogarszające się wyniki, przy równocześnie wciąż bardzo roszczeniowej postawie pracowników) spodziewamy się, że rząd będzie chciał wykorzystać przynajmniej część tych środków dla doraźnego gaszenia niepokojów społecznych, zamiast przeprowadzania realnej transformacji w kierunku czystych źródeł energii" - podkreślił Starus.

Według niego, w krótkim terminie (1-2 kwartały) grozi nam wzrost liczby firm, które mają problem z niewypłacalnością, ale w ujęciu rocznym już raczej nie, bo baza jest już dość wysoka, a stopniowa poprawa klimatu gospodarczego w drugiej połowie roku powinna pozwolić utrzymać liczbę niewypłacalności na poziomie zbliżonym do tego odnotowanego w 2019 r.

"Jeśli chodzi o zatory płatnicze, to teoretycznie powinna im przeciwdziałać ustawa antyzatorowa więc w ujęciu całej gospodarki pewnie odnotujemy zmniejszenie się zatorów. Pytanie tylko, czy nie wyeliminuje to z rynku przedsiębiorców, których jedyną przewagę konkurencyjną stanowią ponadprzeciętnie długie terminy płatności oferowane ich odbiorcom" - powiedział Starus.

"Co do inflacji to oczekujemy, że po przejściowym mocnym wzroście na początku roku zacznie ona delikatni opadać, zaś spowolnienie gospodarki skłaniać będzie Radę Polityki Pieniężnej do utrzymania stóp na niezmienionym, niskim poziomie" - podsumował.

>>> Czytaj też: Kryzysy zmieniają zachowania. Status majątkowy wpływa na postrzeganie ryzyka