Trump groził Danii. Wojsko było gotowe do walki z Amerykanami

Na początku roku kryzys wokół Grenlandii osiągnął swoje apogeum. Retoryka Waszyngtonu przybrała bardzo agresywny ton. 9 stycznia podczas konferencji prasowej w Białym Domu Donald Trump groził, żejeśli Stanom Zjednoczonym nie uda się przejąć Grenlandii "po dobroci", będą musiały zrobić to "siłą".

W połowie stycznia Dania wysłała swoje wojska na wyspę. Oficjalnie podawano, że zwiększona obecność wojsk jest związana z natowskimi manewrami "Arctic Endurance". Według ustaleń DR, duńskiego nadawcy publicznego, rzeczywistość była znacznie bardziej ponura. Zagrożenie ze strony USA brano serio. Żołnierze mieli rozkaz, by podjąć walkę z ewentualnymi siłami inwazyjnymi.

Duńscy wojskowi przetransportowali na wyspę ładunki wybuchowe, które miały zostać użyte do wysadzenia pasów startowych na lotniskach w Nuuk oraz Kangerlussuaq, aby utrudnić ewentualny desant wojsk amerykańskich. Mieli również ze sobą zapasy krwi dla rannych.

Sytuację traktowano śmiertelnie poważnie

Z rozmów DR z przedstawicielami duńskiego rządu i armii, a także służb Danii, Francji i Niemiec wynika, że amerykański atak traktowano jako realne zagrożenie. Chociaż, jak podkreśla serwis, żadne z jego źródeł nie dysponowało wiarygodnymi informacjami wywiadowczymi, że USA mają konkretne plany inwazji na Grenlandię.

W toku kryzysu Dania otrzymała wsparcie od swoich partnerów z Europy. Swoich oficerów łącznikowych – mających przygotować ewentualne wsparcie, a oficjalnie wziąć udział w manewrach "Arctic Endurance" – wysłały również m.in. Szwecja, Norwegia, Francja, Wielka Brytania i Niemcy (zaznaczmy, że żołnierze Bundeswehry opuścili Grenlandię już po dwóch dniach).

Według DR w operacji, której nieoficjalnym celem było odstraszanie USA, kluczową rolę odegrała Francja, która była gotowa wysłać nawet setki żołnierzy.

"NATO jest na oddziale intensywnej terapii"

Napięcie wokół Grenlandii opadło dopiero na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. 21 stycznia prezydent USA Donald Trump oświadczył, że nie użyje siły wojskowej, by zdobyć wyspę. Jednak, delikatnie rzecz ujmując, niesmak pozostał.

Prof. Sten Rynning, ekspert ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu Południowej Danii, mówił DR, że kryzys wokół wyspy pokazał, iż NATO się rozpada. – To trzeba zatrzymać. Widzimy, że ramy współpracy sojuszniczej się załamały – stwierdził.

Formalnie NATO nadal istnieje: ma sekretarza generalnego, struktury dowodzenia i prowadzi wspólne ćwiczenia. Jednak, według niego, to jedynie "pusta skorupa". – NATO trafiło na oddział intensywnej terapii – stwierdził.

W jego opinii oznacza to „ogromne osłabienie” zdolności odstraszania Sojuszu, ponieważ jego siła opierała się dotąd na zdolności do wspólnego działania.

Sytuacja na Grenlandii

Na Grenlandii na stałe stacjonuje około 150–300 duńskich żołnierzy, którzy podlegają Dowództwu Arktycznemu w Nuuk. Na mocy amerykańsko-duńskiego porozumienia z lat 50. wojskową bazę kosmiczną (wcześniej lotniczą) Pituffik na wyspie posiadają również Stany Zjednoczone.