Trump chce mieć Grenlandię na własność. Pozyskamy ją po dobroci lub w inny sposób

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
10 stycznia 2026, 11:07
Grenlandia
Trump chce mieć Grenlandię na własność. Pozyskamy ją po dobroci lub w inny sposób/shutterstock
Chcemy porozumienia w sprawie Grenlandii, ale jeśli nie zrobimy tego po dobroci, zrobimy to w trudniejszy sposób - powiedział w piątek prezydent USA Donald Trump podczas spotkania z szefami firm naftowych. Zaznaczył, że jeśli USA tego nie zrobią, zrobi to Rosja lub Chiny.

- Zrobimy coś z Grenlandią, czy im się to podoba, czy nie, bo jeśli tego nie zrobimy, Rosja albo Chiny przejmą Grenlandię. Jeśli nie zrobimy tego po dobroci, zrobimy to w trudniejszy sposób - powiedział Trump podczas spotkania w Białym Domu na temat przyszłości wenezuelskiego sektora naftowego. Trump dodał, że choć jest „fanem” Danii, to „fakt, że wylądowali tam łodzią 500 lat temu nie znaczy, że posiadają tę ziemię”. Powtórzył też, że nie będzie miał Rosji lub Chin za sąsiada.

USA muszą mieć wyspę na własność

Trump wielokrotnie powtarzał, że chciałby zawrzeć układ w sprawie Grenlandii, lecz że czy tego (Duńczycy) chcą, czy nie, pozyska wyspę.

Pytany o doniesienia o możliwości wypłaty dziesiątek tysięcy dolarów każdemu mieszkańcowi wyspy, Trump oznajmił, że nie myśli o tym - jeszcze. Ale dodał, że może do tego dojść w przyszłości.

Trump podkreślał, że USA muszą posiąść wyspę na własność.

- Trzeba mieć własność, nie broni się dzierżawy. I chcemy bronić Grenlandii. Jeśli tego nie zrobimy, Chiny albo Rosja to zrobią - powtarzał.

Trump bagatelizuje znaczenie NATO

Przywódca bagatelizował też znaczenie NATO, twierdząc, że gdyby nie on, sojusz by nie istniał.

Prezydent USA w podobny sposób charakteryzował swoje działania wobec Wenezueli, twierdząc, że jeśli nie odsunąłby Nicolasa Maduro, kontrolę nad krajem przejęłyby Rosja lub Chiny. Zaznaczył jednocześnie, że jest otwarty na prowadzenie interesów z oboma krajami, zwłaszcza Chinami, w kwestii sprzedaży im ropy naftowej.

Rosja boi się tylko USA

Trump krytykował też podejście Europy do bezpieczeństwa, twierdząc, że Rosja się jej nie boi i że jedynym krajem, którego Moskwa się boi są Stany Zjednoczone. Przypomniał, że kiedy USA zajęły rosyjski tankowiec, to Moskwa nie zdecydowała się podjąć działań.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj