Spadek cen ropy na skutek większej podaży zazwyczaj jest pozytywny dla globalnego wzrostu, ponieważ obniżają się koszty dla przedsiębiorstw, a w kieszeniach konsumentów zostaje więcej pieniędzy. Tym razem może być jednak inaczej.

Ceny ropy spadają. W poniedziałek ropa WTI potania o ponad 27 proc., a Brent o ponad 25 proc. po tym, jak Kraje OPEC i Rosja nie doszły do porozumienia w sprawie zmniejszenia dostaw ropy w czasie dużego spadku popytu na surowiec na świecie wywołanego epidemią koronawirusa.

Ceny spadają przy cichej aprobacie Arabii Saudyjskiej, która prawdopodobnie widzi długoterminowe korzyści z dociskania droższych konkurentów, takich jak Rosja, która pomimo zapewnień rządu, przy nadmiernie niskich cenach może mieć problemy z wywiązaniem się ze zobowiązań budżetowych.

>>> Czytaj też: Rosja: Wywiążemy się ze zobowiązań budżetowych nawet wtedy, gdy ropa będzie kosztowała 25 dol. za baryłkę

Spadek cen ropy spowodowany wysoką podażą zwykle postrzegany jest jako pozytywne zjawisko dla globalnego wzrostu. Dzięki niższym cenom surowca, spadają koszty dla przedsiębiorstw, a w kieszeniach konsumentów pozostaje więcej pieniędzy na inne inwestycje.

Według Bloomberg Economics, tym razem scenariusz może być inny. Na spadkach cen producenci ropy nadal będą tracić, natomiast konsumenci zyskają, ale przez ryzyko zbliżającego się spowolnienia i zamknięcie wielu obszarów gospodarczych, wywołane przez koronawirusa, mogą nie mieć motywacji ani okazji do przekierowania oszczędności na inne inwestycje. A zamrożenie kapitału nie jest dobre dla globalnego wzrostu gospodarczego.