Na razie dyrektorzy nie mają wsparcia centralnego, trwa więc swoista partyzantka, w której dominują oddolne inicjatywy nauczycieli. Pojawienie się wirusa i przerwa w szkołach zrodziły wiele pytań: czy dziecko w domu musi się uczyć, czy tylko może; czy uczniom niechodzącym do szkoły można stawiać oceny; czy zdalne nauczanie jest zgodne z przepisami. To tylko niektóre z nich.

>>> Czytaj też: Drugie oblicze koronawirusa. Nadchodzi pandemia samotności, izolacji i strachu

Jak ustaliliśmy, Ministerstwo Cyfryzacji (MC) i NASK przygotowały specjalną platformę. – Zawiera pomysły zdalnych lekcji, zgodnie z siatką godzin w szkole podstawowej i średniej, z uwzględnieniem starej i nowej podstawy programowej. Roboczo podzielona zostanie na trzy piony: dla nauczyciela, ucznia i rodzica – mówi nam Tomasz Łukawski, dyrektor Ekosystemu Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej NASK. Przekonuje, że prace są na ukończeniu. – Załóżmy, że w poniedziałek lekcje zaczną się np. od języka polskiego. Nauczyciel będzie mógł wykorzystać przygotowaną przez nas propozycję prowadzenia zajęć: podajemy temat i źródło, z którego można czerpać. Np. stworzone przez instytuty badawcze i edukacyjne. Ale bazujemy też na e-podręcznikach czy stronie Edukator.pl, Lektury.gov.pl. Ostateczna decyzja, jak skorzystać, będzie należała do nauczyciela.

– Tylko czy uda się to zrobić w tak krótkim czasie i zapewnić wszystkim zainteresowanym dostęp do platformy, np. rozesłać loginy i hasła – zastanawia się Aleksandra Dulkiewicz, prezydent Gdańska.

MC opublikowało też poradnik, jak organizować zajęcia online dla uczniów. – Dla osób biegłych w sieci to są oczywistości, jednak nastawiamy się na nauczycieli, dla których to zupełna nowość – mówi Łukawski. Z podstawowych kwestii resort zaleca kontakt przez e-maile, komunikatory typu Skype czy dzienniki elektroniczne, powszechnie wykorzystywane w podstawówkach. – Za ich pośrednictwem można wystawiać oceny, zadawać pracę domową, wyznaczać lektury do przeczytania – podaje MC. Przypomina też o bardziej zaawansowanych narzędziach, takich jak rozwiązania chmurowe (Google Dysk, Microsoft One Drive lub Dropbox), w ramach których można wspólnie pracować na dokumentach. Rozwiązanie techniczne to jedna sprawa, kolejną są nauczyciele – urzędnicy szukają nauczycieli, którzy potrafią uczyć w warunkach e-learnignu. – Dzwonili do mnie i pytali, czy im pomogę, odmówiłem, bo nie podobały mi się zaproponowane warunki – mówi jeden z naszych rozmówców. Sęk w tym, że takich osób jest na rynku mało.

Wśród rozwiązań rozważanych przez MEN jest też pasmo edukacyjne w TVP prowadzone przez grupę nauczycieli w godz. 9–13. Ale na tym pomyśle wielu nauczycieli nie zostawia suchej nitki. Mieliśmy program w TV „Domowe przedszkole”, ale z uczniami to nie wypali. Gdzie interakcja? – pytają.

>>> Czytaj też: Ciemne strony otwartego świata. Koronawirus obala dogmaty

Byle nie w piżamie

W związku z tym, a przynajmniej do czasu uruchomienia rządowej strony, każdy radzi sobie jak potrafi. Leszek Janasik, dyrektor społecznego liceum ogólnokształcącego w Milanówku, mówi, że spodziewał się zamknięcia szkół. Dlatego wtorek i środę w zeszłym tygodniu placówka przeznaczyła na przygotowania. Zamiast lekcji zrobiono tam zajęcia szkoleniowe dla uczniów i nauczycieli z obsługi programów do nauki zdalnej. Udało się 90 proc. szkoły przenieść do świata wirtualnego. – Dziś prowadzimy wszystkie lekcje poza religią i WF, ale i na to szukamy sposobu. Uczniowie dostali instrukcje pracy: logują się do komputera na 5 minut przed pierwszą lekcją, w ubraniu, nie piżamie. Mamy 95-proc. frekwencję – opisuje. Ta szkoła wykorzystuje do pracy aplikację Google Classroom. Pozwala prowadzić telekonferencje, prace grupowe, indywidualne, nawet klasówki.

Ewa Lisicka, nauczycielka matematyki i wicedyrektor szkoły podstawowej na stołecznym Mokotowie, założyła adres e-mailowy do korespondencji z uczniami. Wysyła z niego zadania do zrobienia i prosi, by uczniowie pisali, jak im idzie. – To nie jest genialne rozwiązanie, ale działamy na narzędziach, które znamy – mówi.

Teraz jej szkoła na szybko organizuje warsztaty z obsługi e-narzędzi dla nauczycieli. – Docelowo myślimy o umawianiu się z uczniami na określone godziny. Większość z nas ma komputery z kamerami i mikrofonami. Trzeba przeprosić się z komórkami, które mogą stać się pomocnymi narzędziami, choćby do wysyłania zdjęć z poleceniami czy komunikacji przez Messenger – wylicza.

Janusz Aftyka, polonista ze szkoły podstawowej w Poznaniu, jest sceptyczny. – Narzędzia informatyczne rzadko są wykorzystywane – mówi. A w kilkadziesiąt godzin nie nadrobi się zaległości w szkoleniach nauczycieli.

Dawid Łasiński, nauczyciel chemii w Zespole Szkół im. gen. Dezyderego Chłapowskiego w Bolechowie, to znany w sieci „Pan Belfer”. Prowadzi kanał na YouTubie, w którym tłumaczy uczniom zawiłości swojego przedmiotu. Od kilku dni odbiera dziesiątki telefonów z prośbą o pomoc. W swojej rodzimej szkole dostał zadanie, by przeszkolić kadrę pedagogiczną. – My mamy np. platformę Microsoft Office 365 dla szkół. Rejestracja jest bezpłatna, to jest bezpieczny system zamknięty. Wpisujemy użytkowników, każdy dostaje konto. Nauczyciel może tworzyć grupy, robić cyfrowe notatniki i łączyć się z uczniami na wzór Skype’a. Od poniedziałku ma zacząć działać wirtualny pokój nauczycielski. Następny krok to ustalenie dziennego harmonogramu. Uczniowie będą sprawdzali o określonej godzinie informacje od nauczycieli.

Jego zdaniem ważne jest, by nauczyciele i szkoły zaczęły wymieniać się doświadczeniami. – Ktoś ma sprawdzone rozwiązanie? Niech przekaże je dalej – apeluje. I opowiada o oddolnej inicjatywie, Lekcjewsieci.pl. To zbiór materiałów z różnych przedmiotów robiony przez nauczycieli. – Chcemy go do poniedziałku usystematyzować, z podziałem na tematy i klasy, tak by inni mogli z niego czerpać.

Oceny do oceny

Jak sytuację widzi prawnik? Zdaniem Roberta Kamionowskiego z kancelarii Peter Nielsen & Partners Law Office zdalne nauczanie jest dziś dobrą wolą nauczycieli, uczniów i rodziców. – Nie można wymagać, bo brak takich regulacji, aby każdy uczeń korzystał z internetu, komputera czy dziennika elektronicznego. Moim zdaniem uczestniczenie w zdalnych lekcjach może być w tym przypadku dobrowolne i wynikać z możliwości, a nie przymusu – mówi.

Nie ma też jasności co do ocen. Dyrektorzy podejmują decyzje na własną rękę. – Czekamy na decyzje MEN – mówi DGP Joanna Gospodarczyk z Biura Edukacji urzędu miasta Warszawie.

Sytuacja uderza w ósmoklasistów. Jeśli rząd nie wydłuży kwarantanny uczniów, młodzież z ostatniej klasy podstawówki wróci na lekcje niespełna miesiąc przed egzaminem kończącym szkołę. Co więcej, część liceów niepublicznych miała już przeprowadzać egzaminy wstępne. – Od poniedziałku syn miał mieć testy w trzech szkołach, wszystkie odwołano. Na razie nie ma nowych terminów, mamy obawy, że mogą się na siebie nałożyć – mówi nam matka jednego z warszawskich ósmoklasistów.

Minister Dariusz Piontkowski na razie nie widzi potrzeby przesuwania terminu egzaminów. Sytuacja może jednak ulec zmianie, jeśli okres kwarantanny trzeba będzie przedłużyć.

Pytany o sposoby nauczania w czasie epidemii minister odparł: – Nie ma powodu na poziomie ogólnopolskim decydować, jak dyrektorzy mają organizować pracę nauczycieli. ©℗

>>> Czytaj też: Wielka strefa kwarantanny. Nawet 100 tys. Polaków będzie izolowanych