Flisiak, który jest też kierownikiem Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, był w sobotę gościem na konferencji prasowej zorganizowanej przez władze miasta. Wziął w niej udział przez komunikator internetowy.
Pytany, czy sytuacja z koronawirusem będzie się rozwijać w Polsce, Flisiak ocenił, że na podstawie tego, co działo się w innych krajach, "to będzie wzrastało". "Nie ustąpi to do końca kwietnia, zobaczymy, jak to będzie wyglądało w maju" – ocenił profesor. Powiedział, że trzeba obserwować, kiedy nastąpi szczyt epidemii w kraju.
Mówił, że w krajach, gdzie epidemia zaczęła się wcześniej, oprócz krajów azjatyckich, jeszcze tego szczytu nie ma. Podał przykład Włoch, gdzie w raporcie WHO z 19 lutego nie było ani jednego przypadku zakażenia koronawirusem, a 24 lutego – jak dodał – raport mówił już o 48-50 rozpoznanych zakażeniach.
"To ilustruje, jak bardzo szybko potrafi się to zmieniać i my teraz jesteśmy zdecydowanie na krzywej wzrostowej" – ocenił i powiedział, że na początku kwietnia będzie można ocenić, czy ten szczyt osiągnęliśmy i czy będzie stabilizacja codziennej liczby zachorowań.
Zdaniem Flisiaka niepokoi "Owszem, to jest już ponad 20 laboratoriów, które pracują, to jest te kilka tysięcy testów, ale to jest mało" – powiedział Flisiak. Dodał, że gdy WHO powtarza, aby przeprowadzać jak najwięcej testów, to – jak podkreślił – w kraju powinny być podejmowane bardziej intensywne działania.
W ocenie Flisiaka zakażeń koronawirusem w kraju jest więcej niż podają statystyki. "Jest duża grupa osób, które nie mają żadnych objawów, a są nosicielami wirusa i one sprzyjają rozprzestrzenianiu zakażeń" – mówił.
Stąd – jak dodał – bardzo słuszny jest apel, aby m.in. unikać zgromadzeń, zachować od siebie odstępy między osobami w kolejce.
"To szczególnie istotne, bo musimy zdawać sobie sprawę, że wśród nas są zdrowi, ale zakażeni, którzy mogą rozprzestrzeniać to zakażenie, nie ze swojej winy, nie można ich za to winić, każdy z nas może ulec zakażeniu i znaleźć się w takiej sytuacji" – powiedział Flisiak.
Odnosząc się raz jeszcze do liczby wykonywanych testów, powiedział, że laboratoria badają metodami zaawansowanymi technologicznie, na wyniki trzeba czekać kilkanaście godzin, a czasem dłużej, bo wyniki wymagają potwierdzeń. Dlatego – jak ocenił – powinny być szeroko stosowane tzw. testy szybkie.
"One nie są idealne, ale są lepsze i czulsze w wykrywaniu niż kryteria kliniczne, czyli pytanie o kontakt (z osobą zarażoną – PAP), które, gdy cała Europa zalana jest zakażeniami, nie mają zupełnie sensu" – mówił.
"Te testy powinny być jak najszybciej masowo wprowadzane" – dodał. W jego ocenie, powinno być też więcej punktów diagnostycznych. To – jak mówił – powinno pomóc w zwalczaniu epidemii, alternatywą – według niego – jest całkowita kwarantanna dla wszystkich.
Do tej pory w kraju potwierdzono 452 przypadki koronawirusa. 5 osób zmarło.
>>> Polecamy: Koronawirus i geolokalizacja. Polacy zostali w domach, Włosi i Brytyjczycy już niekoniecznie [MAPY]
