Nasze organizmy nie znają tego koronawirusa i żeby zbudować odporność, muszą wytworzyć przeciwciała. Dlatego najlepiej, by kontakt z nim miało całe społeczeństwo
Franciszek Rakowski doktor nauk fizycznych z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje jako principal data scientist w Samsungu / DGP
Jak donoszą brytyjskie media, decyzje o wprowadzeniu na Wyspach ostrzejszych środków ochronnych podjęto po tym, jak rządzący zobaczyli raport matematyków o rozprzestrzenianiu się epidemii. Dowodził on, że wirus puszczony samopas zabije miliony.
To prawda, model prof. Neila M. Fergusona z Imperial College London i jego zespołu pokazuje w transparentny sposób, jak może wyglądać rozprzestrzenianie się wirusa bez działań odgórnych, czyli zmian w organizacji życia. Z ich wyliczeń wynika, że jeżeli nie zostaną podjęte żadne środki, to zakazi się około 80 proc. populacji Wielkiej Brytanii, a setki tysięcy osób umrze.
Da się przewidzieć rozwój epidemii na podstawie wyliczeń matematycznych?
Owszem. Matematyczne modele mogą pokazać, kiedy i ilu będzie chorych w danym kraju, a także jaką skuteczność będzie miała izolacja czy zamknięcie szkół. Pozwalają prowadzić działania w sposób racjonalny, a nie na czuja, tworzyć strategie interwencji oraz szacować potencjalne koszty i korzyści różnych opcji.
Czyli za pomocą modelu matematycznego można też sprawdzić wydolność systemu ochrony zdrowia?
To podstawowa rola modelu Fergusona. Pokazuje on, jak epidemia obciąża brytyjskie państwo – ile potrzeba łóżek, respiratorów itp. Zarówno model brytyjski, jak i nasz to modele mikrosymulacyjne, które polegają na tym, że odzwierciedlają w programie komputerowym rzeczywistą strukturę socjodemograficzną kraju.
Pozostałą wywiadu z Franciszkiem Rakowskim możesz przeczytać w piątkowym weekendowym wydaniu DGP.