Obserwowana lepsza jakość powietrza wynika z przyjaznych warunków meteo, m.in. wysokiej temperatury, a przez to mniejszym zapotrzebowaniem na ciepło, a nie z powodu koronawirusa i zmniejszeniem natężenia ruchu samochodów - wyjaśnia Instytut Ochrony Środowiska.

Instytut Ochrony Środowiska - Państwowy Instytut Badawczy zwraca uwagę, że pojawiające się w mediach informacje o możliwym pozytywnym wpływie koronawirusa na środowisko, a w szczególności spadku emisji zanieczyszczeń do atmosfery i tym samym znaczącej poprawie jakości powietrza, są często za daleko idące.

Kierownik Ośrodka Ochrony Atmosfery IOŚ – PIB Krzysztof Skotak przypomniał, że o jakości powietrza decyduje wiele elementów. Są też trzy kategorie źródeł powstawania zanieczyszczeń w atmosferze.

Skotak wskazał, że pierwszą kategorią jest emisja związana bezpośrednio z działalnością człowieka. W Polsce to głównie emisja w sektorze komunalno-bytowym wynikająca z produkcji ciepła i energii w urządzeniach indywidualnych. Z działalnością człowieka wiążą się również zanieczyszczenia powstające w sektorze energetyki, transporcie, rolnictwie, produkcji przemysłowej i działalności usługowej.

Drugim rodzajem zanieczyszczeń jest ta pośrednio związana z aktywością ludzi. To tzw. wtórna emisja obejmująca np. porywanie wcześniej wyemitowanych cząstek pyłu z dróg, wysypisk, hałd, emisja z odkrytych pól uprawnych czy tworzenie się zanieczyszczeń w atmosferze.

>>> Czytaj też: Rozwinięte gospodarki skurczą się w tym kwartale o 35 proc. To czterokrotnie większy spadek niż w 2008 r.

Trzecim rodzajem zanieczyszczeń jest emisja naturalna. Do niej zaliczamy m.in.: aktywność wulkaniczną, naturalne pożary lasów i torfowisk, pyłki roślinne, zarodniki grzybów, wirusy i bakterie, czy przenoszenie zanieczyszczeń z regionów suchych i pustynnych.

Skotak zwrócił uwagę, że udział wirusów np. wirusów grypy, bakterii chorobotwórczych w naturalnej emisji zanieczyszczeń jest pomijalny.

Ekspert IOŚ wskazał, że mimo iż koronawirsu wymusił znaczące zmiany w sposobie i intensywności działalności człowieka, to choć jeszcze nie ma dokładnych analiz, to wirus wpłynął przede wszystkim na mniej emisyjne sektory gospodarki.

Skotak dodał też, że mimo iż koronawirus wpłynął również na sposób przemieszczania się ludzi, to jest on widoczny głównie w miastach, a nie poza nimi.

"Szacuje się, że liczba pojazdów poruszających się po drogach w miastach spadła zaledwie o 30 proc. Wynika to z faktu, że wiele osób, które muszą się przemieszczać, unika komunikacji publicznej - funkcjonującej znacznie rzadziej niż normalnie - i obecnie porusza się autami prywatnymi, natomiast transport publiczny i spedycyjny zmienił się nieznacznie" - wskazał przedstawiciel IOŚ.

Zwrócił uwagę, że obecne natężanie ruchu na ulicach, przypomina okres wakacyjny, więc nie ma się co dziwić, że obserwowane poziomy zanieczyszczeń są takie, jak mniej więcej w lecie.

"Należy zauważyć, że transport spedycyjny nadal funkcjonuje, przy wzroście usług kurierskich, wynikających ze zwiększonej liczby zamówień produktów z dowozem do domu. W przypadku dróg uznawanych za trasy z intensywnym ruchem w miastach, obecna sytuacja powoduje spadek stężeń tlenków azotu, zbliżając się do poziomu tła miejskiego, czyli jest to spadek o około połowę sprzed okresu kwarantanny. Wynika to też z udziału emisji z transportu w rachunku globalnym. Dla porównania, około 35 proc. tlenków azotu wprowadzanych do atmosfery, pochodzi z transportu, przy podobnym udziale przemysłu i energetyki" - wyjaśnił pracownik IOŚ.

Instytut dodał, że w przypadku zanieczyszczeń pyłami zawieszonymi, to zmiany w natężeniu ruchu aż tak na nie nie wpływają. Wynika to z niskiego udziału sektora transportu w kreowaniu jakości powietrza w miastach. Transport stanowi niecałe 10 proc. emisji pyłu w Polsce.

"Potwierdzają to wyniki pomiarów Państwowego Monitoringu Środowiska w ostatnich 2 latach oraz na przełomie lutego i marca tego roku, gdy nie notowano w praktyce sytuacji smogowych zimą, potwierdzając tym samym dominującą rolę tzw. +niskiej emisji+ w tworzeniu zanieczyszczeń" - zaznaczył Skotak.

Dodał, że wyniki pomiarów na przełomie marca i kwietnia bieżącego roku wskazywały miejscami nadal wysokie stężenia pyłu PM10 przekraczające normatywną wartość dobową w wielu miastach, pomimo widocznego ograniczenia ruchu pojazdów.

Ekspert odniósł się również do tego, czy kwarantanna i ograniczenie wychodzenia z domów wpłynęły na styl konsumpcji i czy w związku z tym jest to równoznaczne ze zmianą struktury poboru energii.

"W porównywalnym okresie zeszłego roku obecnie nie zmieniła się również aktywność energetyki ani przemysłu, który w dużej mierze wykorzystuje gaz jako paliwo" - zauważył ekspert.

Instytut Ochrony Środowiska wyjaśniłł, że duże znaczenie w ocenach jakości powietrza w tym roku ma relatywnie wysoka temperatura, która powoduje niższe zapotrzebowanie na ciepło, tym samym wpływając na mniejszą ilość spalanego paliwa do celów grzewczych.

"Należy zaznaczyć, że wyższe niż przeciętnie tegoroczne temperatury w lutym i marcu oraz przebywanie społeczeństwa w domach, lokalnie mogło spowodować wyższą emisję wynikającą z rekreacyjnego i częstszego uruchomienia kominków, kosztem innych systemów grzewczych, np. pieców gazowych. Taka sytuacja nie ma miejsca, gdy ludzie przebywają w pracy" - wskazano.

Instytut podsumowując zwraca uwagę, że ocena wpływu koronawirusa na jakość powietrza jest wielowątkowa i w wielu przypadkach niejednoznaczna.

Krzysztof Skotak zaznaczył, że przy takich analizach należy rozważyć wszystkie potencjalne czynniki mogące mieć wpływ na jakość powietrza, w tym również wpływ warunków meteorologicznych i klimatycznych (w tym prędkości i kierunki wiatrów), podjęte wcześniej decyzje mające na celu redukcję emisji (np. wymiana pieców, wprowadzenie norm jakości paliw stałych itd.) czy zmianę zachowań ludzi (dogrzewanie domów źródłami emisyjnymi, przy nadal niskich temperaturach nocą).

>>> Czytaj też: Zasady zakrywania ust i nosa. Jest zaktualizowany projekt rozporządzenia