Nadzoruje pan sprzedaż majątku Stoczni Szczecińskiej Nowa i Stoczni Gdynia. Ile kapitału zaangażowanego w te firmy wy odzyskacie?

- Nasze zaangażowanie kapitałowe w stoczniach wynosi w sumie około 1,1 mld zł. Trudno powiedzieć, ile z tego odzyskamy. Zarządca kompensacji będzie się starać sprzedać majątek stoczni jak najdrożej. W każdym razie za zeszły rok musimy utworzyć rezerwy na kapitał zainwestowany głównie w stocznie. Spowoduje to, że 2008 rok zakończymy stratą w wysokości około 512 mln zł.

Jeśli do końca maja majątek stoczni nie zostanie sprzedany, to ustawa stoczniowa daje wam prawo wystąpienia do Komisji Europejskiej o przedłużenie tego terminu. Zrobicie to, gdy powiedzmy, połowa majątku nie znajdzie kupców?

- Nie mamy takich założeń. Decyzje będą podejmowane na podstawie efektów sprzedaży. Zakładamy, że ta się zakończy powodzeniem. Na razie zainteresowanie stoczniami jest zarówno ze strony producentów statków, jak i firm produkujących inne wielkogabarytowe wyroby. Zapytania, które otrzymujemy dziś, mają jednak charakter sondażowy. Realne zainteresowanie inwestorów poznamy do 30 kwietnia, kiedy to upływa termin wpłaty wadium.

SPRZEDAŻ STOCZNI

Reklama

Cena wywoławcza majątku Stoczni Szczecińskiej Nowa wynosi około 100 mln zł, Stoczni Gdynia około 300 mln zł. Obydwie stocznie w obecnej formie organizacyjnej mają zakończyć produkcję statków do końca maja.

W 2007 roku utworzyliście rezerwy na stocznie w wysokości około 540 mln zł i skończyliście go stratą 343 mln zł. Drogo was stocznie kosztują, a inwestowaliście, realizując politykę państwa. Nie pora skończyć z takimi działaniami na zlecenie?

- W każdym kraju europejskim działają podobne instytucje jak Agencja. ARP jest spółką, której 100 proc. akcji należy do Skarbu Państwa. Działamy zgodnie z kodeksem handlowym. Podejmujemy działania, których nie może realizować administracja państwowa. Wykonujemy zadania nałożone na nas przez właściciela, realizujemy politykę przemysłową państwa. Rząd musi mieć narzędzia do wpływania na życie gospodarcze kraju. Jestem przekonany, że takie instytucje jak Agencja są i długo będą potrzebne.

Właściciel jednak co jakiś czas przekazuje Agencji firmy, z którymi nie bardzo wie, co zrobić.

- To są decyzje właściciela. Wnoszone są nam firmy, które jesteśmy w stanie szybciej zrestrukturyzować i sprzedać. Mam świadomość, że były projekty realizowane przez Agencję zbyt wolno, niechętnie podejmowane były decyzje rozstrzygające, ale to się zmienia. Działamy bardziej zdecydowanie. Pokazaliśmy to, przygotowując w trzy miesiące cały program sprzedaży stoczni, chociaż syndycy, z którymi go konsultowałem, twierdzili, że potrzeba na to dwa, trzy lata.

Macie ponad 100 spółek, z tego około 30 w likwidacji i upadłości. Jak chce pan przyspieszyć prywatyzację?

- Prowadzimy obecnie procesy prywatyzacyjne wobec kilkudziesięciu spółek. Zamierzamy utworzyć też towarzystwo funduszy inwestycyjnych i powierzyć mu część aktywów. Organizacja potrwa około roku, ale sądzę, że warto to zrobić, bo fundusze będą rozliczane wyłącznie na podstawie kryteriów ekonomicznych i pozwolą na dopływ kapitału. Nie będzie jednak wyprzedaży spółek za wszelką cenę i byle szybciej. Będziemy dążyć do maksymalizacji korzyści dla Agencji i dla spółek. Docelowo sami chcemy się zajmować tylko kluczowymi firmami, których prowadzenie wymaga koordynacji działań na szczeblu rządowym, ale już nie firmami typu wytwórnia parkietu czy rozlewnia wody, a i takie mamy.

SPÓŁKI AGENCJI

Do kluczowych spółek Agencja Rozwoju Przemysłu zalicza m.in. Hutę Stalowa Wola, WSK PZL-Świdnik, Stocznię Marynarki Wojennej, Bumar i Radmor.

Agencja dostała kiedyś także kilka firm zbrojeniowych. Co z nimi będzie?

- PZL Świdnik akurat sprzedajemy. Konkurują o tę firmę Aero Vodochody i AgustaWestland. Z Hydralu wydzieliliśmy firmę produkującą zaawansowane elementy hydrauliki lotniczej i ona sobie dobrze radzi. Z resztą firmy jest kłopot, bo ma wysokie zadłużenie. Radmor jest moim zdaniem rewelacyjny i chcemy wprowadzić go na giełdę. Mamy też kilka firm wymagających bardzo głębokich zmian. Taką firmą jest na przykład Lamina, która produkuje na potrzeby wojska lampy elektronowe. Potrzeba jej nowych produktów i nowych rynków zbytu.

Każda firma to miejsca pracy, a czasy nie są łatwe. Faktycznie jesteście zdecydowani na bardziej radykalne zmiany w kontrolowanych spółkach, czy nadal będą powtarzały się na przykład konwersje pożyczek na udziały?

- Nie można już dalej głaskać tych firm, choćby były słabe. Potrzebują innego właściciela niż Agencja, o bardziej rynkowej, w większym stopniu nakierowanej na zysk optyce działania. Jestem zdecydowany prywatyzować także wówczas, gdyby musiały przejść tak głębokie przeobrażenia jak stocznie, czyli gdyby trzeba układać ich biznesy od nowa. A konwersjom pożyczek na udziały jestem przeciwny. Będziemy twardo egzekwować ich zwrot.

Uda się Agencji skończyć ten rok dodatnim wynikiem?

- Planujemy wynik dodatni. Zależy on jednak od sprzedaży akcji PZL Świdnik, sprzedaży majątku stoczni, kondycji wszystkich naszych spółek i ogólnie od sytuacji gospodarczej kraju.

WOJCIECH DĄBROWSKI

karierę zawodową zaczynał w 1993 r. w Ministerstwie Przekształceń Własnościowych, późniejszym Ministerstwie Skarbu, w którym pracował do 1997 r. Przez rok był głównym specjalistą w Agencji Prywatyzacji. Od od lutego 2008 r. prezes ARP