Po wzroście inflacji realne stopy procentowe mogą być ujemne

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 maja 2009, 07:59
Inflacja w kwietniu
Inflacja w kwietniu/DGP
Inflacja w kwietniu wzrosła do 3,8 proc. – wynika z prognoz ekonomistów, z którymi rozmawiała GP. Jeśli te szacunki się potwierdzą, to główna stopa procentowa NBP będzie ujemna.

Ten minus będzie nieznaczny, bo dziś główna stopa NBP – stopa referencyjna – wynosi 3,75 proc.

– Przejściowo będziemy mieli nieznacznie ujemne realne stopy procentowe, ale przecież RPP nie zacznie z tego powodu podnosić stóp. Jedyne, co RPP może zrobić, to czekać w maju z kolejną obniżką. Inflacja jest bardzo wysoka, ale powinna zacząć spadać, być może zobaczymy to już w danych za maj – ocenia Dariusz Winek, główny ekonomista BGŻ.

Ujemna stopa realna oznacza mniej więcej tyle, że nie warto oszczędzać. W normalnych warunkach niższe od inflacji stopy nominalne stanowią silny bodziec do wydawania pieniędzy, przez co pobudzają konsumpcję. Ale teraz stopy nominalne NBP i oprocentowanie lokat bankowych, zwłaszcza długoterminowych, czasami znacznie się różnią.

GUS dziś poda oficjalne dane o inflacji w kwietniu. Według większości ekonomistów, z którymi rozmawiała GP, kwietniowy wzrost to przede wszystkim efekt drożejącej żywności.

– Dynamika cen żywności mogła wynieść nawet 5,5 proc. rok do roku. W innych kategoriach przyspieszenia wzrostu nie widać – mówi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Żywność drożeje, bo słaby złoty spowodował wzrost cen artykułów importowanych i zwiększenie popytu na polskie produkty za granicą.

– Efekt kursu walutowego zadziałał z opóźnieniem. Nasza żywność jest bardzo atrakcyjna cenowo za granicą. Eksporterzy się zaktywizowali i wysechł rynek krajowy – mówi Piotr Bielski.

– Polska wieprzowina jest głównie eksportowana, bo osiąga na rynkach zagranicznych wyższa cenę niż na rynku wewnętrznym. Producenci nie mają bodźca, żeby obniżać jej ceny w kraju – dodaje Marcin Mazurek, ekonomista BRE Banku.

Ekonomiści podkreślają, że wzrost inflacji w ostatnich miesiącach to efekt tzw. czynników podażowych: ceny nie rosną dlatego, że na towary i usługi jest duży popyt, ale z powodu ograniczenia podaży. A to oznacza, że RPP ma ograniczone możliwości, by wpływać na poziom inflacji stopą procentową.

Według ekspertów, nflacja powinna spadać w kolejnych miesiącach, bo efekt wyższych cen żywności przestanie działać.

– Patrząc na światowe ceny, można sądzić, że żywność u nas nie powinna już drożeć. Ostatnie dwa miesiące były zaskakujące, bo ceny na rynku krajowym rosły szybciej, niż wynikało to z trendów na świecie i kursu walutowego. Ceny żywności to w tej chwili największy czynnik ryzyka przy prognozowaniu inflacji – ocenia Michał Dybuła, ekonomista BNP Paribas.

Według Mateusza Szczurka, ekonomisty ING BSK, inflacja powinna spadać już od maja.

– W kolejnych miesiącach będzie pojawiał się już efekt obniżek cen regulowanych. W maju inflacja powinna wynieść jeszcze około 3,5 proc., ale w lecie spadnie do 3 proc. W 2010 roku będziemy już mieli wskaźnik poniżej celu NBP, czyli 2,5 proc. – mówi Mateusz Szczurek.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Tematy: inflacja
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj