Ankiety o ryzyku, czyli mruganie okiem do klienta

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
15 lipca 2009, 06:31
Grzegorz Zalewski, ekspert DM BOŚ, założyciel portalu futures.pl
Grzegorz Zalewski, ekspert DM BOŚ, założyciel portalu futures.pl/DGP
Dopóki za sprzedaż funduszy będą pobierane prowizje od produktodawców (czyli funduszy), dopóty klient będzie traktowany w kategoriach dostarczyciela prowizji.

Od wielu lat aktywnie obserwuję sposób podawania wyników przez nasze rodzime fundusze inwestycyjne. Choć podczas ostatniej hossy większość z nich wypracowała coś, co w środowisku sprzedających fundusze nazywa się kartą produktu, czyli opisem najważniejszych informacji dotyczących funduszu na jednej stronie, dalekie jest to od rzetelności.

Oczywiście na takiej karcie znaleźć można informacje o polityce inwestycyjnej, kosztach oraz stopach zwrotu wypracowanych przez fundusz. Niestety, prawie żadne towarzystwo nie podaje informacji o ryzyku, czyli po prostu o tym, jaki fundusz w historii miał największe straty, ile trwał okres takich strat, jaka jest zmienność takiego funduszu (czyli o ile można spodziewać się wahań w okresie rocznym lub miesięcznym). Naturalnie to wszystko bazuje na danych dotychczasowych, więc może ulec zmianie. Niestety, rzetelna informacja wielu TFI pomieszała się z marketingiem i o ile chętnie się chwalą podbijanym benchmarkiem lub stopami zwrotu za ostatnie trzy lata w wysokości 100 proc. (tak, tak, to niedalekie czasy), o tyle skrzętnie omijają informacje o tym, że największy miesięczny spadek wyniósł np. 5 proc., zaś największa dotychczasowa negatywna seria (tzw. obsunięcie) wyniosło 30 proc. Choć jest to standardowa informacja, było (i jest) traktowane jak jakaś niesłychanie wstydliwa choroba.

Zamiast tych informacji mamy właśnie wdrożenie w życie testów adekwatności oraz odpowiedniości, czyli próby określenia za pomocą kilku pytań, czy inwestor jest czy nie jest zbyt głupi (przepraszam za radykalne postawienie sprawy), żeby zainwestować w odpowiednie fundusze. Już dziś mogę się założyć z dowolną osobą na rynku, że w momencie trwania kolejnej hossy owe testy będą z automatu wypełniane przez usłużnych doradców, tak aby klient mógł bez problemu kupić najbardziej agresywny fundusz. No, chyba że taki doradca zasugeruje klientowi, żeby odmówił wypełnienia ankiety, ale nie może zakazać kupna jednostek funduszu. Wówczas w momencie poniesienia strat przez klienta będzie miał odpowiednią podkładkę. Dopóki za sprzedaż funduszy będą pobierane prowizje od produktodawców (czyli funduszy), dopóty nie będzie zdrowej sytuacji i klient będzie traktowany w kategoriach mięsa armatniego i dostarczyciela prowizji.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: GP/forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj