Amerykanie (nie) mogą już rosnąć

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
31 lipca 2009, 08:27
Czwartek rynki amerykańskie rozpoczęły wyśmienicie. Już od pierwszych taktów popyt miał całkowitą przewagę i S&P500 na zaledwie odległość 3 punktów zbliżył się do okrągłej granicy 1000 pkt. Wzrosty przekraczały dwa procent, a wszystko to za sprawą…. kapitału. Niewątpliwie, aby wygenerować tak duże wzrosty potrzebny był kapitał, ale przyczyny jego nagłego uderzenia są absolutnie nieoczywiste.

Ostatnie dni pełne były informacji, które mogły posłużyć do tak wybitnych zwyżek, ale ostatecznie byki wybrały akurat czwartek, kiedy ilość wniosków o zasiłek dla nowych bezrobotnych w USA była odrobinę większa od oczekiwań, a poza tym brakowało jakichkolwiek impulsów. Z kolei końcówka sesji była całkowitym zaprzeczeniem początku. Indeksy straciły połowę wzrostów, ale i tak notują coraz lepsze poziomy zamknięcia. Jutro Europa będzie jednak zwiedziona, że nie udało się tak dobrze zakończyć.

Tak nagły optymizm można tłumaczyć tylko dwoma czynnikami. Albo widzieliśmy nieoczekiwane „window dressing”, czyli wyciąganie indeksów na siłę na koniec miesiąca (co jest prawdopodobne) albo rynki dyskontowały już wczoraj dzisiejsze super-ważne dane o amerykańskim PKB w drugim kwartale. Bardzo szybko, bo już dziś, będziemy mogli się przekonać co w gospodarce piszczy i czy faktycznie jest tak dobrze jak odbierają to rynki. Jeżeli rozwiązaniem jest jednak pierwszy scenariusz to odreagowanie zobaczymy już w poniedziałek/wtorek.

Natomiast na GPW czwartkowe otwarcie wydawało się optymistyczne. WIG20 notował jednoprocentowe plusy i oddalił się od strefy 2040 pkt., które uznawano za barierę chroniącą przed dalszymi spadkami. Optymizm nie trwał jednak długo i kiedy zachodnie parkiety zeszły pod kreskę u nas sytuacja nie wyglądała najlepiej.

W tej pogarszającej się ogólnej atmosferze popyt niespodziewanie otrzymał prezent jakim była niższa od oczekiwań stopa bezrobocia w Niemczech. Utrzymała się ona na poziomie 8,3 proc. a więc była o zaledwie 0,1 proc. lepsza od prognoz, ale fakt że bezrobotnych ubyło najwięcej od października wystarczyło do odzyskania całego straconego przez byki terenu. Kolejne informacje o lepszych indeksach nastrojów w europejskiej gospodarce i wśród jej konsumentów nie dały już równie żywiołowej reakcji.

Sesja spokojnie mogła zakończyć się na dwu procentowych wzrostach, ale wtedy niespodziewanie bez żadnego konkretnego powodu WIG20 rozpoczął imponującą końcówkę. Kiedy indeks przekroczył poziom dziennych maksimów rozpoczął się prawdziwy wyścig po akcje. W zaledwie 30 min rynek wzrósł dodatkowo 3 proc. i zakończył niemal 5 proc. wzrostem tylko jak na takie wzrosty skromny był obrót na największych spółkach. Pod tym względem o wiele lepiej wyglądała sytuacja na indeksach małych i średnich spółek. Tam obrót i ilość spółek o dwucyfrowych wzrostach przypominała najlepsze czasy hossy.

Wczorajsze osiągnięcie WIG20 i wyjście nowe maksima pokazuje, że trend wzrostowy nadal trwa. Pytanie o korektę staje się już coraz bardziej nie na miejscu kiedy po trzech tygodniach wzrostu indeksu o 22 proc. wciąż są chętni na akcje a najważniejszy indeks S&P500 podchodzi pod kolejny istotny opór na wysokości 1000 pkt.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: A-Z Finanse
Tematy: giełdaakcje
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj