Polskę zaleją ścieki. Oczyszczalni wciąż za mało

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
12 lutego 2010, 03:37
Wszystkie kraje UE zobowiązane są do poprawienia stanu wód do 2015 roku. Polsce się to nie uda w terminie – brakuje sprawnych oczyszczalni i kontroli zanieczyszczeń z rolnictwa.

Kraje Unii Europejskiej muszą osiągnąć dobry stan wszystkich wód do 2015 roku – wynika to z Ramowej Dyrektywy Wodnej z 2000 roku Polska nie ma na to szans. – Ponieważ już dziś wiadomo, że nie uda się zrealizować m.in. części zamierzeń ujętych w Krajowym Programie Oczyszczania Ścieków Komunalnych, to wiadomo również, że nie uda się uzyskać dobrego stanu wód już w 2015 roku – mówi Adam Zakrzewski, ekspert z Fundacji Ekofundusz.

>>> Polecamy: Bruksela ratuje polskie oczyszczalnie

W cztery lata nie damy rady dojść do stanu, gdy wszystkie ścieki, które wymagają oczyszczenia, faktycznie zostaną poddane temu procesowi. – Należy nawet wątpić, by w tym terminie w pełni zaczął pracować system oczyszczania ścieków dla stolicy – mówi Witold Lenart z Uniwersytetu Warszawskiego. Podkreśla, że problem dotyczy nie tylko ścieków miejskich.

Narasta problem ścieków pochodzenia rolniczego – mówi Przemysław Nawrocki z WWF Polska. – Nie ma szans na usunięcie złego stanu indywidualnych ujęć wód na terenach wiejskich w centralnej i wschodniej Polsce – dodaje Witold Lenart. W jego opinii nadal nierozwiązany jest problem zrzutu wód kopalnianych oraz kwestia ochrony znacznej części jezior przed niekontrolowanymi zrzutami ścieków.

– Zasadniczą przeszkodą jest zapaść systemu planowania przestrzennego – tłumaczy Witold Lenart. Dlaczego sytuacja jest tak dramatycznie zła? Część ekspertów ocenia, że za wolno zabraliśmy się do prac z tym związanych, a przez to wzrosły koszty. – Naszym głównym problemem jest jak zwykle brak czasu oraz ograniczone możliwości finansowe – mówi Adam Zakrzewski. – W Polsce nadal nie do pokonania są również zawiłości kompetencyjne między podmiotami zarządzającymi przestrzenią, w tym także wodami – tłumaczy Witold Lenart.

Adam Zakrzewski dodaje, że niektóre działania wymagają też uzgodnień międzynarodowych. – Jakość niemałej części wód powierzchniowych w dorzeczu Wisły zależy od działań na terenie Ukrainy i Białorusi – mówi Adam Zakrzewski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj