Kanadyjczycy, którzy chcą zaciągnąć kredyt hipoteczny będą musieli przejść "test prawdy"

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
25 kwietnia 2010, 17:20
Kanadyjski rynek mieszkaniowy mocno ożywił się w ostatnich miesiącach, ale właśnie weszły w życie ostrzejsze reguły kredytowania. Osoba, która chce zaciągnąć tańszy kredyt hipoteczny, czyli o zmiennym oprocentowaniu, musi najpierw przejść tzw. test prawdy.

Teraz kanadyjski kredytobiorca musi sprawdzić, czy byłby w stanie spłacać kredyt o stałym oprocentowaniu (oprocentowanie pięcioletnie). Obecnie cena kredytu o stałym oprocentowaniu wynosi ponad 5 proc. Kredyt o oprocentowaniu zmiennym może być o ponad połowę tańszy.

Jednak, choć tempo inflacji w Kanadzie zwolniło i według piątkowych danych marcowy wzrost cen konsumenckich wyniósł 1,4 proc. w skali roku (wobec 1,6 proc. w lutym), to kanadyjskie media zwracają uwagę na ostrzeżenia banku centralnego Kanady przed wzrostem ceny pieniądza.

Bank of Canada jeszcze w minionym roku zapowiadał, że nie zmieni swoich stóp procentowych aż do czerwca 2010. W miniony wtorek pozostawił główną stopę procentową (pożyczek overnight) na poziomie 0,25 proc. - takim jak od kwietnia 2009 r. Jednak szef BoC Mark Carney ostrzegł, że polityka niskich stóp procentowych dobiega końca. Według ostatniego komunikatu Bank of Canada rośnie szansa wzrostu stóp procentowych z początkiem lata.

Jeśli stopy procentowe wzrosną, to kanadyjscy kredytobiorcy będą musieli się zmierzyć z koniecznością płacenia wyższych odsetek od kredytów. Stąd obostrzenia w dostępie do tańszych obecnie kredytów. Kolejna zmiana w kredytach hipotecznych dotyczy zabezpieczenia wartości wyceny - teraz, jeśli kredytobiorca chce wykorzystać wartość domu jako zabezpieczenie kredytu, to zamiast 95 proc. wartości nieruchomości jak poprzednio dostanie w najlepszym przypadku 90 proc.

I trzecia istotna zmiana, która ma zabezpieczać przed spekulacją na szybko odzyskującym siły rynku nieruchomości - jeśli ktoś kupuje dom dla siebie, nadal musi mieć w gotówce 5 proc. jego wartości. Ale jeśli jest to dom czy mieszkanie jako inwestycja, chociażby na wynajem, to trzeba mieć w gotówce 20 proc. wartości nieruchomości.

Ciekawostką przy tych obostrzeniach jest to, że na ich wprowadzenie nalegały same banki, jak kanadyjska prasa podawała kilka miesięcy temu. Kanadyjski rynek nieruchomości nie przeżył takiego krachu, jak amerykański i tutejsi kredytodawcy byli znacznie bardziej ostrożni. Bank of Canada, który przewiduje na ten rok wzrost gospodarczy w wysokości 3,7 proc., zakłada, że jednym z najważniejszych czynników rozwoju będzie rynek mieszkaniowy. Chodzi więc o to, by nie dopuścić do przegrzania rynku.

Agenci nieruchomości, z którymi rozmawiała korespondentka PAP podkreślają, że obecnie mają bardzo wiele spotkań z klientami, a na rynku jest bardzo duży ruch. Według kwietniowego raportu Toronto Real Estate Board (TREB), przez którego system danych o nieruchomościach przechodzi większość transakcji w Toronto i okolicach, w marcu tego roku zawarto ponad 10,4 tys. transakcji, a jest to wzrost prawie o 70 proc. w porównaniu z marcem ubiegłego roku.

Średnia cena transakcji wzrosła w ciągu roku z 317,5 tys. dolarów do 370 tys. Zaś dom wystawiony na rynek sprzedaje się obecnie średnio w ciągu 20 dni, podczas gdy rok temu było to dwa razy dłużej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj