Bugaj: Obama przedstawia plany pomocowe, a rynki spadają

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 września 2010, 17:57
Wczoraj prezydent Stanów Zjednoczonych przedstawił sześcioletni plan inwestycji infrastrukturalnych wartych 50 mld dolarów. Jutro zapowie ulgi dla biznesu na kwotę 100 mld dolarów. Nic tylko się ciszyć … otóż niekoniecznie.

Politycy uważają, że mają przemożny wpływ na gospodarkę, a w szczególności gdy wzrost gospodarczy kwitnie. Prezydent USA przypisuje sobie więc ożywienie trwające mniej więcej od połowy zeszłego roku oraz powiązaną z nim lekko poprawą na rynku pracy. Można dyskutować z takim stanowiskiem, gdyż za ożywieniem w większości stało odbudowywanie zapasów, które miałoby miejsce niezależnie od tego czy administracja cokolwiek by zrobiła.

Wydaje się więc, że pakiety pomocowe mogą mieć jedynie wartość psychologiczną, no chyba, że rzeczywiście są bardzo dobrze przygotowane, ale kto jest w stanie w dzisiejszym świecie znaleźć dobrze przygotowany pakiet pomocowy bądź reform? To jak szukanie igły w stogu siana. Czy należy więc się martwić tym, że dzisiaj mimo wczorajszych i jutrzejszych zapowiedzi pomocowych rynek spada? Niekoniecznie.

Sam plan jest oczywiście ważny, ale raczej z psychologicznego punktu widzenia, o czym wspomniałem powyżej. Ponadto rynki mają to do siebie, że „sprzedają fakty, a kupują pogłoski”. Jeżeli zobaczymy zachowanie rynku z zeszłego tygodnia, to wyraźnie widać o czym mowa. Wzrosty trzeba odchorować i dzieje się to właśnie dzisiaj. Warto jednak zauważyć, że spadek na warszawskim parkiecie o 0,36 proc. jest ruchem symbolicznym i wpisuje się raczej w formę przystanku byków przed dalszym marszem na północ.

Na Zachodzie korekta była o większej skali, ale wynikało to bezpośrednio z silniejszych wzrostów zeszłotygodniowych. Wpływ danych makro był praktycznie żaden, gdyż żadnych ważnych publikacji nie było. Trochę rozczarować mogły niemieckie zamówienia w przemyśle, które w lipcu spadły o 2,2 proc. w relacji do poprzedniego miesiąca zamiast lekko wzrosnąć, czego powszechnie oczekiwano. Zmiany roczne nadal są dwucyfrowe, z tym, że na początku pojawia się cyfra „1”, a nie „2”.

Na rynku walutowym dzień należy zapisać jako sukces dolara i jena. Obie waluty wyraźnie zyskiwały i to od samego rana, gdy okazało się, że Bank Japonii stóp nie zmienił i nie przedsięwziął żadnych kroków w celu osłabienie waluty kraju kwitnącej wiśni. Nietrudno się domyśleć, że złoty tracił, ale niebezpieczeństwa nie ma. Gdy zobaczymy co się dzieje na obligacjach grackich, irlandzkich czy portugalskich to nadal jesteśmy „oazą spokoju”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Xelion
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj