Nadzór finansowy pozwala, aby banki mogły żądać dodatkowych zabezpieczeń od klientów zadłużonych w walutach, którzy są dziś winni więcej, niż pożyczyli. Taki kłopot ma obecnie 250 tysięcy osób
Od początku roku kurs franka szwajcarskiego do złotego wzrósł o 13,3 proc., a euro – o 12,8 proc. Dla wielu osób mających kredyt w tych walutach oznacza to znaczny wzrost zadłużenia w złotych. Mogą wkrótce zostać poproszone przez banki o dodatkowe zabezpieczenie kredytu. Zezwala na to Komisja Nadzoru Finansowego, która jeszcze w 2009 roku była przeciwna takim praktykom.
Dodatkowym zabezpieczeniem może być ubezpieczenie. Polisę od niskiego wkładu własnego muszą wykupić zwykle ci, którzy wzięli kredyt na więcej niż 80 proc. wartości nieruchomości.
Kogo więc może dotknąć zmiana podejścia KNF? Przede wszystkim tych klientów, którzy opłacili skladkę takiego ubezpieczenia, ale była ona liczona rok lub pół roku temu, gdy kurs franka był niższy. Sprawa może dotyczyć także osób, które kiedyś płaciły ubezpieczenie od niskiego wkładu własnego, jednak dzięki regularnym spłatom udało im się zejść z zadłużeniem poniżej progu 80 proc. wartości nieruchomości. Jeśli teraz ich dług znowu przekracza ten poziom, mogą zostać poproszone o ponowne opłacenie składki, bo w ich umowach są odpowiednie zapisy.
– Bank nie może żądać dodatkowego ubezpieczenia, jeżeli nie zagwarantował sobie tego w umowie – mówi Maciej Chmielewski z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Żądanie dodatkowych zabezpieczeń może się pojawić także w stosunku do osób, które nigdy nie płaciły ubezpieczenia od niskiego wkładu własnego. Zwłaszcza gdy kilka razy miały opóźnienie w spłacaniu rat.
– Banki powinny zadbać o zabezpieczenie przed ryzykiem w momencie udzielania kredytu. Jeśli tego nie zrobiły, to teraz powinny w szczególności uwzględniać to, czy klient spłaca kredyt – mówi Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.
W sytuacji gdy w umowach kredytowych są odpowiednie zapisy, uzyskanie od klienta dodatkowych ubezpieczeń będzie dla banków stosunkowo proste. Ale nawet jeśli w umowie nic nie ma na wypadek wzrostu długu powyżej ustalonego poziomu, bank może próbować negocjować zmianę jej zapisów. Zwłaszcza że – jak powiedział wiceszef nadzoru finansowego Wojciech Kwaśniak w „Pulsie Biznesu” – w ostateczności instytucje mogą się zdecydować na rozwiązanie umowy z wszelkimi konsekwencjami.
Zdaniem ekspertów ta ostatnia możliwość to raczej straszak. – To może się obrócić przeciwko nim. Zostaną z masą mieszkań, których wartość jest niższa niż pożyczone na ich zakup pieniądze – mówi Michał Krajkowski, analityk Domu Kredytowego Notus.
Trudno określić, ile może wynieść koszt takiego dodatkowego ubezpieczenia.
– Część banków przelicza bowiem tylko brakujący wkład własny z waluty obcej na złotego po aktualnym kursie. Inne przeliczają na naszą walutę cały kredyt, a wówczas kwota brakującego wkładu jest o wiele wyższa, a co za tym idzie i składka droższa – mówi Halina Kochalska z Open Finance.
Na razie banki twierdzą, że nie zamierzają korzystać z takiego rozwiązania. Takie deklaracje składają m.in. PKO BP, Polbank czy Bank Millennium.
KNF w 2009 r. nie zgodziła się, by banki mogły żądać nowych zabezpieczeń