Po kliknięciu w link w wyszukiwarce Google klient ląduje na internetowej mapie, która pokazuje, jak dojechać we wskazane miejsce. Darmowe korzystanie z takiej usługi jest dla milionów użytkowników internetu oczywiste. Do darmowych map przyzwyczaiły się też firmy.

Teraz zaczyna się dla nich nowy rozdział. Google zmienił front i od 1 stycznia przyszłego roku wprowadza opłaty. Koncern z Montain View w Kalifornii zauważył, że coraz więcej firm, używając darmowych map Google’a, oferuje na ich bazie dodatkowe usługi (najczęściej sprzedając reklamy) i zarabia na tym krocie, nie dzieląc się z koncernem ani centem. A koszty utrzymania, choćby samych serwerów, rosną.

>>> Czytaj też: Google - spółka medialna, która ma wrogów prawie wszędzie

Google powiedział: dość. I ogłosił, że część firm będzie za mapy płacić. – Duże witryny, które korzystają z Maps API, żeby pokazywać rozbudowane mapy z nałożonymi własnymi warstwami informacji (np. z obiektami turystycznymi), rzeczywiście będę musiały płacić po osiągnięciu pewnych darmowych limitów wykorzystania serwerów Google’a – przyznaje Piotr Zalewski z warszawskiego biura Google Polska. Ten limit to 25 tys. odsłon dziennie. Po jego przekroczeniu, zgodnie z cennikiem, firma płacić będzie 4 dolary za każde 1000 odsłon więcej. Według Google’a będzie to dotyczyło zaledwie 0,35 proc. firm korzystających z Maps API.

Pozostałe, które na przykład tylko wpinają mapę przy kontaktach na stronie internetowej, teoretycznie mają spać spokojnie. – Teoretycznie, bo pytanie, czy podobnie Google nie postąpi w stosunku do pozostałych i nie będzie chciał szerzej zmonetyzować map, pozostaje otwarte. Decyzja giganta z Kalifornii może być natomiast szansą dla jego konkurentów, żyjących z dostarczania map innymi serwisom – uważa Andrzej Jaszkiewicz, prezes NaviExpert, firmy zajmującej się dostarczaniem map, GPS i nawigacji do telefonów komórkowych, do którego należy też serwis Korkosfera. pl, działający w oparciu o mapy Google’a. Według niego na ruchu Google’a skorzystać mogą dostawcy profesjonalnych map cyfrowych, tacy jak Imagis, Indigo, Navigo czy Geosystems.

Reklama

– Dotychczas było im trudniej, bo istniała dla nich darmowa alternatywa w postaci Google Maps. Po wprowadzeniu przez ten serwis opłat polskim podmiotom może być łatwiej pozyskać klientów. Tym bardziej że stawki, jakie żąda Google, są wysokie w porównaniu z przychodami czerpanymi z reklam w darmowych serwisach z mapami – dodaje Andrzej Jaszkiewicz.

Z ruchu Google’a zadowolone są firmy, takie jak Panorama Firm, PKT czy Zumi. To najwięksi gracze walczący o budżety około 100 tys. małych i średnich przedsiębiorstw, które korzystają z marketingu w wyszukiwarkach i w internetowych mapach. Dotychczas w walce o ich budżety musiały mierzyć się z samym Google- ’em (który sprzedaje reklamę w wyszukiwarce), a także z innymi serwisami mapowymi przyciągającymi użytkowników, takimi jak Szukacz. pl czy Imap24.pl. Korzystają one z darmowych map Google Maps.

>>> Polecamy: Czy Google zwycięży wszystkie wojny, które toczy?

Teraz może się okazać, że będą musiały zapłacić. – Dla nas to bardzo dobra wiadomość. To sprawi, że szanse na rynku się wyrównają. Część serwisów straci atut, jakim było korzystanie z darmowych rozwiązań i braku części kosztów – przyznaje Piotr Dębski, menedżer ds. rozwoju biznesu w Eniro Polska, właścicielu Panoramy Firm, która kupuje mapy od Navigo. Dodaje, że firma chce wykorzystać tę sytuację, by zyskać klientów. Dlatego ma zamiar wprowadzić kolejny serwis oparty na mapach.